• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Norwegia na początek

Czwartek, 12 stycznia 2017 (19:10)

Meczem z Norwegią polscy piłkarze ręczni rozpoczną dziś zmagania na rozgrywanych we Francji mistrzostwach świata. Obiecują walkę, ale każdy zdobyty przez nich na tym turnieju punkt będzie sukcesem.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że jeśli nasi szczypiorniści jadą na wielką imprezę, to tylko po to, by walczyć o medale. Tak było przez ostatnie lata, gdy o sile naszej narodowej drużyny decydowali Sławomir Szmal, Karol Bielecki, bracia Michał i Bartosz Jureccy, Krzysztof Lijewski, Kamil Syprzak, Piotr Wyszomirski, Krzysztof Lijewski, Mariusz Jurkiewicz, Michał Szyba i Adam Wiśniewski. Gracze znakomici, prawdziwe gwiazdy, ludzie, którzy tworzyli niesamowity zespół, a gdy trzeba było, potrafili w pojedynkę rozstrzygać najważniejsze pojedynki. Czas mijał jednak nieubłaganie, a wraz z jego upływem kibice uświadamiali sobie, że ta wspaniała drużyna nie będzie cieszyła ich wiecznie. Że pewnego dnia nadejdzie jej kres. Nadszedł – po igrzyskach w Rio de Janeiro. Wtedy reprezentacyjne kariery pokończyli Bartosz Jurecki, Lijewski i Wiśniewski. Potem trener Tałant Dujszebajew uznał, iż z myślą o kolejnych igrzyskach, w Tokio 2020, trzeba ogrywać młodszych zawodników, perspektywicznych, i sam podziękował Szmalowi i Bieleckiemu. Kto wie, może jeszcze kiedyś w narodowych barwach ich zobaczymy, ale na pewno nie ma mistrzostwach we Francji. Z kadry wypadali kolejni jej liderzy, eliminowani przez kontuzje. Michał Jurecki, Szyba, Syprzak, Wyszomirski, wreszcie w niedzielę Jurkiewicz, który przejął po Szmalu kapitańską opaskę. Zespół, który przez lata zachwycał i zdobywał medale mistrzostw świata, nagle przestał istnieć.

Oczywiście w sporcie jest tak, że miejsce starszych kolegów zajmują młodsi, tak jest zawsze, to naturalne, i nastąpiło w naszej reprezentacji. Tyle że ci, którzy przyszli, potrzebują czasu i cierpliwości, by się poznawać, uczyć, zbierać doświadczenie i kształtować – jako całość, jako drużyna. W składzie, który rozpocznie dziś wieczorem walkę w mistrzostwach świata, przeważają zatem zawodnicy młodzi, debiutujący na imprezie wielkiej rangi. Na palcach jednej ręki można policzyć graczy, którzy przed zaledwie dwoma laty w Katarze zostali trzecią ekipą globu.

– Walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć, to nasz cel na te mistrzostwa. Każdy rozegrany mecz będzie miał dla nas bezcenne znaczenie, bo przyniesie niezwykle ważne doświadczenie. Dlatego im więcej spotkań, tym lepiej – powiedział Dujszebajew.

Jeszcze zanim ze składu wypadł Jurkiewicz, przekonywał, że cele sportowe pozostały niezmienne, że Biało-Czerwoni będą chcieli wyjść z grupy, a co potem – to się dopiero okaże. Dziś jednak trener wie, że o każdy jeden punkt, o każdy remis czy zwycięstwo będzie ekstremalnie ciężko. Wie, choć pozostaje optymistą.

Dziś, w pierwszym swoim meczu, Polacy zagrają z Norwegami (początek o 20.45), którzy przed rokiem zajęli czwarte miejsce na mistrzostwach Europy. Nie będą faworytami, ale obiecują, że zostawią na boisku serce i zdrowie. Potem, w grupie A, nasi zmierzą się jeszcze z Japonią, Rosją, Brazylią i Francją. Niewiarygodnie mocną Francją, która na inaugurację turnieju rozgromiła „Canarinhos” 31:16.

Piotr Skrobisz