Koniec akcji ratunkowej na Morzu Północnym
Piątek, 7 grudnia 2012 (15:43)Akcja poszukiwawcza po kolizji dwóch statków na Morzu Północnym nie zostanie wznowiona. Sześciu Polaków, których uratowano z katastrofy, przebywa już w Rotterdamie. Ich stan jest dobry i nie ma potrzeby hospitalizacji.
Jak poinformował II sekretarz ambasady Janusz Wołosz, po zderzeniu w środę wieczorem pływającego pod banderą Bahamów samochodowca Baltic Ace z cypryjskim kontenerowcem Corvus J formalnie status zaginionych ma sześć osób z 24-osobowej, międzynarodowej załogi. W tej grupie jest trzech Polaków. Potwierdzono, że dwóch marynarzy z Polski nie żyje, sześciu uratowano.
Według holenderskich mediów Baltic Ace zatonął po kolizji w ciągu kilkunastu minut.
Holenderska straż przybrzeżna wczoraj po południu, wraz z nastaniem zmroku, przerwała poszukiwania. Ratownicy mówią, że praktycznie nie ma szans, by ludzie przeżyli w morzu, chyba że doszło do jakichś sytuacji nadzwyczajnych.
W katastrofie zginęło pięć osób. Ciało piątej ofiary, która została wyłowiona jako ostatnia wczoraj po południu, przetransportowano do Rotterdamu. – Nie ma informacji wskazujących na to, by był to obywatel Polski – powiedział PAP Wołosz.
Na pokładzie Baltic Ace znajdowało się 24 marynarzy, w tym 11 Polaków. Oprócz obywateli RP byli tam Bułgarzy, Ukraińcy i Filipińczycy.
Wszyscy polscy rozbitkowie wyszli ze szpitali w Belgii i Holandii i od czwartku wieczór znajdują się już razem w Rotterdamie. – Wspólnie zjedli kolację, spali w jednym hotelu, wspólnie spędzają czas i rozmawiają – powiedział polski dyplomata. Dodał, że ich stan jest dobry.
Janusz Łęgowski, rzecznik Morskiej Agencji Gdynia, za pośrednictwem której zatrudniono 10 z 11 polskich członków załogi Baltic Ace, powiedział dziś wczesnym popołudniem, że pięciu z sześciu ocalałych Polaków wróci do kraju jeszcze w ten weekend. – Takie informacje uzyskałem od armatora statku. Nie wiem natomiast nic na temat terminu powrotu kapitana, który został zatrudniony za pośrednictwem innej niż nasza firmy – dodał Łęgowski.
Rzecznik poinformował też, że dziś członkowie załogi, którzy ocaleli, spotkali się z przedstawicielami armatora. – Byli też przesłuchiwani – dodał.
Wołosz tłumaczył, że działania w sprawie kolizji prowadzi holenderska policja, prokuratura de facto się wycofała, ponieważ – jak argumentowano – do zdarzenia doszło w wyłącznej strefie ekonomicznej Holandii, ale poza holenderskimi wodami terytorialnymi. – Gdyby do katastrofy doszło w pasie 12 mil morskich od wybrzeża, wówczas byłoby to traktowane jak katastrofa na lądzie i wtedy podlegałoby jurysdykcji władz holenderskich, w tym prokuratury – tłumaczył Wołosz. Jak dodał, „obecnie zderzenie jest traktowane jako wypadek na pełnym morzu, a w takiej sytuacji śledztwo powinno być prowadzone przez kraje obu bander, czyli Bahamy i Cypru”.
Prokuratura holenderska zapewniła, że oferuje wszelką pomoc w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy.
Łęgowski powiedział, że z jego doświadczenia wynika, iż ciała dwóch Polaków, którzy zginęli, mogą zostać przetransportowane do kraju dopiero pod koniec przyszłego tygodnia. Wyjaśnił, że wynika to m.in. z konieczności przeprowadzenia sekcji zwłok.
Rzecznik poinformował też, że odszkodowania dla rodzin zmarłych marynarzy będą wypłacone zgodnie z zawartymi kontraktami. – Wysokość tych kwot jest różna w zależności od stanowiska na statku. Inne pieniądze zagwarantowane są dla oficera, a inne dla szeregowego pracownika na statku – dodał.
IK, PAP