• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Pomoc dla ofiar tajfunu

Czwartek, 6 grudnia 2012 (21:01)

Do co najmniej 500 ofiar śmiertelnych wzrósł tragiczny bilans tajfunu, który 4 grudnia spustoszył południowe regiony Filipin. Blisko 180 tys. ludzi jest bez dachu nad głową. Największe straty odnotowano na wyspie Mindanao.

Czerwony Krzyż, Caritas Filipin i lokalne kościelne organizacje humanitarne apelują o międzynarodową pomoc, bez której kraj nie jest w stanie poradzić sobie z kolejnym kataklizmem – informuje Radio Watykańskie. Obecnie najbardziej potrzebna jest woda pitna, żywność i lekarstwa.

Bilans ofiar może jeszcze wzrosnąć. Tajfun wywołał niespotykane powodzie. Rwąca woda porywała całe rodziny. Oprócz domów zrujnowane są także uprawy, pozrywane mosty i zniszczone drogi. Do wielu odciętych zakątków wyspy Mindanao nie ma jak dotrzeć z pomocą. W szczególnie dramatycznej sytuacji są kobiety i dzieci. Caritas Filipin, która od razu ruszyła z najpilniejszą pomocą, alarmuje, że zachodzi duże niebezpieczeństwo wybuchu epidemii.

– Choć straty są ogromne, to jednak widać, że Filipińczycy coraz bardziej uczą się stawiać czoło takim tragediom. Ofiary śmiertelne są głównie tam, gdzie nie wysłuchano ostrzeżeń i nie opuszczono domów – mówi dla watykańskiej rozgłośni ks. Andrzej Sudoł SCJ. Polski sercanin pracuje w mieście Cagayan de Oro, które najbardziej na całym Mindanao ucierpiało w wyniku ubiegłorocznego tajfunu. Tym razem straty są tam najmniejsze. Mniejszy bilans ofiar wiąże się także z tym, że żywioł uderzył w ciągu dnia, a nie tak jak poprzednio nocą.

– Tajfun Pablo, który właśnie przeszedł przez Mindanao, był ogłaszany od tygodnia, w przeciwieństwie do tamtego, który był wielkim zaskoczeniem i uderzył w nas w grudniu 2011 r. W konsekwencji zebrał on też dużo krwawsze żniwo. Teraz ludzie byli lepiej przygotowani. Osoby mieszkające w szczególnie niebezpiecznych miejscach zachęcano, by się przeniosły do specjalnie przygotowanych namiotów, hal i pod zadaszenia – mówi ks. Sudoł, nazywając ten wczesny alarm dmuchaniem na zimne.

– Ludzi zalało, ale nie aż w takim stopniu jak poprzednio. Oczywiście także w Cagayan de Oro są poburzone domy, zniszczone zostały instalacje, ludzie do tej pory nie mają prądu. Potrzeby są wielkie, a ich rozmiar poznamy dopiero za jakiś czas. Wielu ludzi nie może jeszcze wrócić do siebie. Zalane są drogi, wszędzie stoi błoto – mówi polski misjonarz.

Przypomina zarazem, że miasto nie podniosło się jeszcze z kolan po ubiegłorocznym tajfunie. – Jako Kościół bardzo mocno włączyliśmy się w pomoc dla powodzian, którzy wciąż mieszkają w prowizorycznych domach. Budujemy dla nich 600 domów. Pierwszych 50 powinno być gotowych z końcem roku – mówi ks. Sudoł.

Nad Filipinami każdego roku przechodzi ponad 20 tajfunów. Obecny był 16. w tym roku i zarazem najsilniejszym.

MM