Bezkompromisowy sługa prawdy i obrońca Kościoła
Poniedziałek, 19 grudnia 2016 (12:32)Z ks. prof. dr. hab. Stanisławem Nabywańcem, kierownikiem Zakładu Historii Nowożytnej i Dziejów Kościoła na Uniwersytecie Rzeszowskim, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Dzisiaj na Uniwersytecie Rzeszowskim odbędzie się konferencja poświęcona ks. abp. Ignacemu Tokarczukowi. Księże Profesorze, dlaczego tak chętnie wracamy pamięcią wstecz, przywołując tę postać?
– Ksiądz arcybiskup Ignacy Tokarczuk jest doktorem honoris causa Uniwersytetu Rzeszowskiego, dlatego nasza społeczność uniwersytecka chce oddać hołd swemu doktorowi z racji zbliżającej się, kolejnej już rocznicy jego śmierci. Nadto postać Księdza Arcybiskupa weszła na stałe do historii nie tylko Kościoła w Polsce, ale także do historii Polski poprzez zarówno jego bezkompromisową postawę wobec reżimu komunistycznego, jak również poprzez swój udział w kształtowaniu świadomości narodowej i społecznej wielu ludzi dawnej opozycji antykomunistycznej oraz przez jej wspieranie materialne i moralne, szczególnie w okresie stanu wojennego. Wolna Ojczyzna doceniła ten wkład ks. abp. Tokarczuka, przyznając mu najwyższe polskie odznaczenie, jakim jest Order Orła Białego. Nasz uniwersytet zaś uhonorował tego wielkiego pasterza i patriotę najwyższym odznaczeniem uniwersyteckim, jakim jest doktorat honoris causa. Idąc ku przyszłości, nie możemy zapominać o tych, którzy w przeszłości walczyli i wspierali walkę o wolność, o honor, o Boga i o Ojczyznę. Wśród nich był ordynariusz przemyski ks. abp Ignacy Tokarczuk.
Czym dla ks. abp. Tokarczuka było kapłaństwo Chrystusowe i pełnia kapłaństwa wyrażona 6 lutego 1966 r. sakrą biskupią?
– W swoich wspomnieniach ks. abp Ignacy zapisał, że dzień święceń kapłańskich był dla niego dniem upragnionym i oczekiwanym od dzieciństwa. Odbierając z rąk Prymasa Polski Stefana kard. Wyszyńskiego nominację na biskupa przemyskiego, jak sam zapisał we wspomnieniach, czuł z jednej strony radość, a z drugiej lęk, czy podoła zadaniu i powołaniu. Swój model biskupstwa oparł na kilku zasadach: wierność duchowi Ewangelii, postawa skromności, bezinteresowność, pracowitość i postawa służby oraz gospodarność.
Patrząc na stanowczość ks. abp. Tokarczuka i jego skuteczność w walce z systemem komunistycznym, można rzec, że był doskonałym strategiem, ale przede wszystkim był kapłanem, duszpasterzem…
– Posługiwanie pasterskie ks. abp. Tokarczuka koncentrowało się przede wszystkim wokół spraw wiary, co wynikało z jego powołania kapłańskiego i obowiązku pasterskiego. Oparł je na dwóch filarach – kamiennych tablicach Dekalogu. Zresztą tablice te umieścił w swoim herbie biskupim, określając tym samym od początku kierunek swego biskupiego posługiwania. Pierwsza z tablic Dekalogu zawiera to, co człowiek powinien wiedzieć o Bogu i jak zachować się względem Boga. Przypominał kapłanom i wiernym oraz sam to czynił, że podstawową troską i obowiązkiem każdego kapłana jest dać ludziom Boga, a ludzi Bogu. Był daleki od głoszenia „czystej Ewangelii”, bez odniesienia jej do człowieka i otaczającego go świata. Podkreślał rolę cnót Boskich, szczególnie wiary i miłości – jego zawołaniem biskupim było „Deus Caritas”, czyli „Bóg jest miłością” – w życiu człowieka. Uwzględniając sytuację, w jakiej przyszło mu kierować Kościołem przemyskim, nawiązywał do pierwszych wieków chrześcijaństwa, wskazując, że to miłość jednoczyła pierwotne gminy chrześcijańskie w okresie wielkich prześladowań. Druga kamienna tablica Dekalogu umieszczona w herbie biskupim ks. abp. Tokarczuka zawiera przykazania od IV do X, dotyczące relacji międzyludzkich. Będąc z wykształcenia doktorem nauk społecznych, ks. abp Tokarczuk nie mógł pomijać tematów społecznych i politycznych. Jednak ukazywał je w świetle nauki ewangelicznej, a także w świetle nauki społecznej Kościoła. Niektóre jego wypowiedzi były traktowane jako społeczny program działania.
W swoim wykładzie zatytułowanym „Wybrane problemy w kaznodziejstwie Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka” porusza Ksiądz Profesor temat kaznodziejstwa ks. abp. Tokarczuka. Czym były kazania księdza arcybiskupa, zwłaszcza te głoszone w trudnej PRL-owskiej rzeczywistości?
– Jednym z kluczowych zadań biskupa jest nauczanie. Nauczycielska posługa biskupa, szczególnie biskupa diecezjalnego, ordynariusza, jest stawiana na pierwszym miejscu, przed posługą uświęcania i administrowania. Zadania biskupów wynikają z teologii Episkopatu – misja biskupa zawiera w sobie potrójne posłannictwo Chrystusa jako Proroka, Kapłana i Króla. To potrójne posłannictwo znajduje swe odzwierciedlenie w nauczycielskiej, uświęcającej i administracyjnej posłudze biskupa. Dokumenty soborowe wskazują na głoszenie Ewangelii jako jedno z najważniejszych obowiązków biskupich. Konstytucja dogmatyczna o Kościele „Lumen gentium” w rozdziale III mówi: „Wśród głównych obowiązków biskupów szczególne miejsce zajmuje głoszenie Ewangelii”. Dekret o pasterskich zadaniach biskupów w Kościele „Christus Dominus”, stwierdza, że wśród obowiązków biskupich naczelne miejsce zajmuje posługa nauczania, poprzez którą biskupi wzywają w mocy Ducha ludzi do wiary lub utwierdzają ich w żywej wierze. Kongregacja Biskupów w Instrukcji na temat pasterskiej posługi biskupów „Ecclesiae Imago”, wydanej w 1973 r., przypomina, że głoszenie Ewangelii, potwierdzone światłem życia, jest głównym obowiązkiem biskupa. Biskup powinien to czynić osobiście. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. nakazuje biskupom podawać wiernym i wyjaśniać prawdy wiary, w które należy wierzyć i stosować w obyczajach. „Directorium Catechisticum Generale” Kongregacji Spraw Duchowieństwa z 1971 r. nazywa biskupa wykładowcą nauki dla kierowania całą działalnością katechetyczną w diecezji. Adhortacja apostolska Pawła VI „Evangelii nuntiandi” z 1975 r. przypomina, że biskupi jako następcy apostołów „na mocy święceń biskupich otrzymują władzę nauczania w Kościele prawd objawionych. Są oni ustanowieni nauczycielami wiary”. Wreszcie Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Catechesi Tradendae” z 1979 r. przypominał biskupom, że powierzony został im w pierwszym rzędzie obowiązek nauczania. Te wszystkie wymienione dokumenty Kościoła zostały wydane w okresie rządów ks. abp. Tokarczuka, a realizacja ich przesłania była traktowana przez niego jako pasterska powinność.
I znajdowała odzwierciedlenie w nauczaniu ks. abp. Tokarczuka…
– Nie inaczej. Jednak ta forma i treść nauczycielskiej posługi biskupa, a następnie arcybiskupa Ignacego Tokarczuka nie wynikała z jego osobistego charakteru, z jego osobistych przekonań politycznych, poglądów społecznych itp. – co mu często było zarzucane ze strony czynników partyjnych i politycznych, a także ze strony aparatu bezpieczeństwa, tajnych służb i ideowych przeciwników, ale była wypełnianiem misji, jaką otrzymał w Kościele, przyjmując sakrę biskupią i podejmując obowiązki pasterza Kościoła partykularnego, Kościoła przemyskiego. Tym zasadom pozostał wierny do końca. Zresztą sam mówił: „Wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam Bogu – to On obdarzył mnie łaską, że przetrwałem i nie wystraszyłem się. [...] Postawiłem na najwyższe wartości chrześcijańskie naszej wiary, ale równocześnie wierzyłem, że jeżeli będę wiernie trzymał się Dekalogu – Dziesięciu Przykazań Bożych, to nigdy nie przegram”. I nie przegrał.
Dlaczego ludzie tak chętnie słuchali tego, co miał im do powiedzenia ks. abp Tokarczuk?
– Siłą i atutem jego kaznodziejstwa nie był szczególny styl kaznodziejski, wirtuozeria literacka czy perfekcyjność oratorska. Istotą tego przekazu była jego wewnętrzna treść, osobista postawa i autentyczność samego kaznodziei. Innymi słowy, to, co głosił, sam realizował w działaniu. Kazania ks. abp. Tokarczuka odbiegały od homiletycznych wystąpień innych kaznodziejów.
Co to znaczy?
– Kazania Księdza Arcybiskupa angażowały słuchaczy i stwarzały niejako płaszczyznę dialogu kaznodziei i słuchających go wiernych. Słuchając kazań ks. abp. Tokarczuka, ludzie nie czuli się osamotnieni, pozostawieni sami sobie ze swoimi problemami, ale budzili w sobie świadomość, że ktoś za nimi stoi i wspiera ich. To, co charakteryzowało ks. abp. Tokarczuka, to umiejętność przekazywania swoich myśli. Jego wystąpienia kaznodziejskie cechował styl refleksyjno-gawędziarski. To, co mówił, wydawało się słuchaczom bardzo oczywiste i proste. Wskazywał na przyczyny, które pociągały za sobą konkretne skutki. Problem, który poruszał w kazaniach, prezentował słuchaczom w trzech punktach i co istotne – nie odbiegał od głównego wątku swojego wystąpienia. Każdy osobiście odbierał jego słowa, które w zderzeniu z reżimową rzeczywistością ukazywały Arcybiskupa w kontekście religijnym jako człowieka oddanego Bogu, a w kontekście społeczno-politycznym jako bohatera.
Co było głównym celem kaznodziejskiej misji Księdza Arcybiskupa?
– Za swój główny cel kaznodziejski ks. abp Tokarczuk uznał „głoszenie nieskażonej mowy Pańskiej”. W swoim nauczaniu Ksiądz Arcybiskup stał po stronie prawdy i Kościoła, który jest strażnikiem Prawdy Objawionej. Wierni, a także kapłani cenili sobie kazania ks. abp. Tokarczuka, gdyż były one w swej wymowie patriotyczne i bojowe, aczkolwiek wygłaszał je z reguły spokojnie i łatwo się ich słuchało. Emocjonował się najbardziej, co objawiało się lekkim unoszeniem na palcach i opadaniem na stopy, gdy mówił na tematy dotyczące systemu ateistycznego. Wtedy też zbierał gromkie brawa od słuchaczy.
Które z kazań głoszonych przez ks. abp. Tokarczuka można określić jako najważniejsze?
– Do najważniejszych wystąpień ordynariusza przemyskiego w roku liturgicznym niewątpliwie należały kazania wygłaszane podczas uroczystości Bożego Ciała w Przemyślu. Bez przesady można powiedzieć, że z niecierpliwością i ciekawością te kazania były wyczekiwane przez mieszkańców Przemyśla i okolic, którzy licznie gromadzili się wokół ołtarza. Niewątpliwie nerwowo na każde tego typu wystąpienie czekały ówczesne czynniki państwowe i partyjne, a zastępy panów z magnetofonami, oraz tzw. gumowych uszu starały się nagrać i odnotować jak najwierniej słowa biskupa. Zresztą jednym z głównych powodów, dla którego biskup przemyski stał się obiektem obserwacji i zwalczania przez aparat bezpieczeństwa, były jego bezkompromisowe kazania.
Jakie treści najczęściej poruszał w nich ks. abp Tokarczuk?
– W swoich kazaniach poddawał krytyce walkę systemu ideologiczno-politycznego i ludzi oddanych i zaprzedanych temu systemowi z Kościołem i religią, brak zasad moralnych w ustroju politycznym, nieprzestrzeganie Konstytucji. Władze zarzucały biskupowi przede wszystkim nawoływanie do łamania prawa i pochwalanie jego naruszania, szkalowanie ustroju i władz państwowych oraz zmierzanie do podważenia sojuszu między PRL a ZSRS. Próbowały zatem wpłynąć na postawę biskupa, grożąc mu postępowaniem sądowym w oparciu o dowody zebrane przez IV Wydział Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Rzeszowie. Co więcej, najważniejszym celem przeciwników biskupa przemyskiego stało się podważenie jego autorytetu duchownego. Próbowano wytworzyć wśród księży przekonanie, że działalność ks. bp. Tokarczuka nie służy interesom państwa i Kościoła. Inwigilacja jego posunięć i nagrywanie kazań przez SB trwały nieustannie aż do 1989 r.
Jednak ta inwigilacja Księdza Arcybiskupa nie dotyczyła tylko nagrywania jego kazań…
– Znamiennym przykładem jest zainstalowanie podsłuchu w pomieszczeniach Kurii Biskupiej w Przemyślu, co miało miejsce podczas remontu budynku. Biskupowi zarzucano, że jest „żądny krwi”, że jego postawa jest odmienna od postaw innych biskupów polskich, że wygłasza wojownicze kazania odbiegające od wypowiedzi innych hierarchów, wreszcie, że jego awanturnictwo szkodzi Kościołowi. Tymczasem od początku swych rządów w diecezji ks. abp Tokarczuk zmierzał do uaktywnienia i rozszerzenia zakresu pracy duszpasterskiej. Postawił na swój osobisty kontakt z ludźmi poprzez udział w różnych uroczystościach, poświęceniach, jubileuszach, wizytacjach oraz konferencjach z udziałem księży i wiernych. Podległemu sobie duchowieństwu również polecił głosić kazania na każdej niedzielnej Mszy św., nakazał celebrowanie Mszy św. w każdą niedzielę w kościołach filialnych i dojazdowych. Silny nacisk położył na katechizację młodzieży i nakazał zaangażowanie się w ten sektor działalności duszpasterskiej wszystkich księży. Katechezą objął także dorosłych. W Przemyślu takie spotkania katechetyczne dla inteligencji organizowane były w poniedziałki w kościele Sióstr Benedyktynek na Zasaniu. Ksiądz Arcybiskup osobiście prowadził katechezy lub wyznaczał innego księdza. Cieszyły się one bardzo dużą frekwencją. Ludzie chętnie go słuchali, potrzebowali wsparcia, które im dawał, i prawdy, którą głosił słowem i życiem.
Po odzyskaniu wolności czy i na ile zmieniły się akcenty i ton homilii biskupa przemyskiego?
– Również po 1989 r. ks. abp Tokarczuk był wnikliwym obserwatorem i interpretatorem zaistniałej sytuacji w świetle tych samych źródeł światła – Dekalogu i Ewangelii. Jako jeden z pierwszych, a zarazem nielicznych, również w gronie Episkopatu, dostrzegał nowe niebezpieczeństwa i zagrożenia: obłudę i zakłamanie oraz pozoranctwo w wielu poczynaniach nowej władzy kreującej się na demokratyczną elitę. Doceniał to, co dobre, ale krytyce poddawał wszelkie wypaczenia ideałów, o które walczyła pierwsza „Solidarność”, a które to ideały utknęły, wręcz utonęły, w fali okrągłostołowych i magdalenkowych knowań. Dostrzegał w „grubej kresce” premiera Mazowieckiego wał obronny starej nomenklatury, która ufortyfikowana za murem „grubej kreski” uwłaszczała się i przekształcała z komunistów w kapitalistów, demokratów i liberałów.
Ludzie, którzy nie znali bliżej ks. abp. Tokarczuka, patrząc z boku, mogą odnieść wrażenie, że był człowiekiem zamkniętym, niedostępnym, a jaka jest prawda? Jakim człowiekiem w bezpośrednich kontaktach był ks. abp Tokarczuk?
– Ksiądz abp Ignacy Tokarczuk był niewątpliwie introwertykiem. Unikał wylewności i poufałości. Dotyczyło to głównie jego kontaktów z księżmi swojej diecezji. Nieco bardziej był otwarty na księży spoza diecezji, a jeszcze bardziej na ludzi świeckich. Zawsze jednak utrzymywał dystans. Wynikało to zarówno z jego osobowości, jak też i z sytuacji, w której przyszło mu kierować Kościołem przemyskim, sytuacji naszpikowanej agenturą, donosicielstwem i podstępem. Krąg ludzi zaufanych był jednak bardzo wąski. Wobec księży umiał być zarówno życzliwy, jak i surowy, ale zawsze sprawiedliwy. To zamknięcie się w sobie było, zdaje się, również jego strategią rządów w diecezji. Po przejściu na emeryturę, co zbiegło się niemal w czasie ze zmianą sytuacji społecznej i politycznej w Polsce, stał się bardziej otwarty, umiał zdobyć się na żart, łatwiej można było prowadzić z nim rozmowę. Mogłem tego doświadczyć osobiście, odwiedzając go po 1993 r., już jako kapłan diecezji rzeszowskiej. W jakże innej atmosferze przebiegały te spotkania i rozmowy niż tamte, kiedy Ksiądz Arcybiskup był jeszcze ordynariuszem przemyskim, a ja młodym księdzem tejże diecezji.
Czym zjednywał sobie ludzi, którzy, można powiedzieć, byli gotowi pójść za nim w ogień?
– Myślę, że ludzi pociągała jego bezkompromisowość, autentyczność i prawość postępowania. Nie był demagogiem. To, co głosił, tym sam żył. Nie zamykał się na problemy, którymi żyli zwykli ludzie, jego diecezjanie. Był z nimi w podejmowaniu inicjatyw budowania nowych kościołów i w tworzeniu nowych wspólnot parafialnych nie tylko wówczas, gdy śpiewano dziękczynne „Te Deum”, ale także gdy wleczono ich przed czerwonych „namiestników”, przed sądy i kolegia. Wierni szli za nim, bo mu ufali.