• Środa, 22 kwietnia 2026

    imieniny: Łukasza, Leona, Gajusza

Człowiek w każdym calu

Niedziela, 18 grudnia 2016 (08:41)

Z ks. prof. dr. hab. Józefem Wołczańskim, pracownikiem Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki obraz ks. abp. Tokarczuka wyłania się z kart książki opracowanej przez Księdza Profesora pt. „Kochałem tych ludzi całym sercem i oddaniem. Wspomnienia abpa Ignacego Tokarczuka z lat 1918-1976”, której prezentacja odbędzie się podczas konferencji na Uniwersytecie Rzeszowskim poświęconej zmarłemu przed czterema laty pasterzowi przemyskiemu?

– Nade wszystko wspomnienia te ukazują poszczególne etapy rozwoju fizycznego i intelektualno-duchowego ks. abp. Ignacego Tokarczuka – jako dziecka, młodzieńca, a potem dorosłego człowieka o kresowym rodowodzie. Wyrósł on w rodzinie chłopskiej o dojrzałej polskiej świadomości narodowej, w środowisku wieloetnicznym i wielowyznaniowym województwa tarnopolskiego. Z typowo chłopskim uporem pokonywał bariery własnych kompleksów i społeczno-kulturowych ograniczeń, pałając pragnieniem zdobywania wiedzy oraz zrealizowania dość wcześnie odkrytego powołania kapłańskiego. Kontekst życia społeczno-rodzinnego oraz politycznego stanowił dlań dobrą lekcję tolerancji dla przedstawicieli innych narodowości (Ukraińców, Żydów, Ormian) i ich roli w rzeczywistości Polski Odrodzonej. Z kolei okres II wojny światowej wzbogacił go o rzetelną wiedzę na temat istoty i skutków ukraińskiego nacjonalizmu, faszystowskiego szowinizmu oraz sowieckiego bezbożnego ateizmu. Wszystkie te aspekty ukształtowały osobowość późniejszego hierarchy kościelnego, któremu przyszło się zmierzyć z komunistycznym reżimem w czasach PRL-u.

Jak powstawały te „Wspomnienia” i co było impulsem dla Księdza Profesora do opublikowania ich w takiej formie?

– Muszę powiedzieć, że książka ta wyszła spod pióra ks. abp. Ignacego Tokarczuka, natomiast moja rola polegała na krytycznym jej opracowaniu z zastosowaniem aparatu naukowego. Inspiracją dla autora była zachęta skierowana doń przez założyciela serii wydawniczej „Nasza Przeszłość” ks. dr. Alfonsa Schletza CM, którego znał jeszcze z czasów studiów lwowskich. Wspomniany duchowny w 1975 r. zachęcił przemyskiego hierarchę do opracowania wspomnień retrospektywnych obejmujących 58 minionych lat życia, a na przyszłość zalecił mu prowadzenie dziennika. Obie te sugestie zostały zrealizowane przez księdza arcybiskupa. Jako pierwsze postanowiłem opublikować „Wspomnienia”, natomiast w dalszej kolejności zostaną przygotowane do druku „Dzienniki” obejmujące lata 1976-2006. Wydaje się, że zarówno jedna, jak i druga edycja mogą stanowić bezcenny wkład w pełniejsze zrozumienie zjawisk zachodzących na linii państwo – Kościół w drugiej połowie XX stulecia w naszej Ojczyźnie. Zjawisk, w których bezpośrednio, a przy tym twórczo uczestniczył ks. abp Ignacy Tokarczuk.

Co nowego dla osób, które pamiętają ks. abp. Tokarczuka, wnoszą te „Wspomnienia”?

– Nade wszystko ułatwiają zrozumienie inspiracji wielu jego późniejszych inicjatyw pastoralno-społecznych i kościelno-religijnych, a także reakcji na złożoną rzeczywistość, w jakiej przyszło żyć Polakom pod rządami komunistów. Okazuje się, że późniejsza pasja przemyskiego pasterza, z jaką traktował kwestię budownictwa sakralnego w diecezji, miała swoje źródło w odczuwanym od wczesnego dzieciństwa braku świątyni rzymskokatolickiej w rodzimej wiosce, z czym wiązały się uciążliwe wędrówki do oddalonego o blisko 13 kilometrów powiatowego miasteczka Zbaraża. I to zapewne w tym właśnie fakcie należy upatrywać decyzję hierarchy, aby najdalej oddalone od świątyni w danej miejscowości ludzkie sadyby nie przekraczały odległości 2-3 kilometrów. Zresztą nie był w tym podejściu prekursorem, ponieważ akcję budowy kościołów w archidiecezji lwowskiej – na terenie której Ignacy Tokarczuk mieszkał – rozwinął już w pierwszym 20-leciu XX wieku metropolita lwowski św. abp. Józef Bilczewski, który sprawował ten urząd w latach 1900-1923. Patronował on powstaniu przeszło trzystu świątyń rzymskokatolickich, ratując Polaków przed rutenizacją i zobojętnieniem religijnym.

Ks. abp Ignacy Tokarczuk kontynuował to dzieło…

– Ks. abp Tokarczuk nie tylko był kontynuatorem, ale można powiedzieć, że prześcignął ks. abp. Józefa Bilczewskiego w tej mierze, inicjując powstanie ponad czterystu kościołów. Podobnie inne inicjatywy propagowane przez ks. abp. Tokarczuka w przemyskiej diecezji miały swoją genezę w środowisku lwowskim: Instytut Wyższej Kultury Religijnej, mecenat naukowy nad Instytutem Teologicznym w Przemyślu w formie erygowania Zakładów Teologicznych przy katedrach poszczególnych dyscyplin naukowych (pierwowzór przejęty z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie), propagowanie rozwoju prasy katolickiej to tylko niektóre przykłady. Warto podkreślić również jeszcze jeden aspekt, a mianowicie znajomość realiów ustroju komunistycznego, z którym przyszły metropolita przemyski się zetknął jako student we Lwowie podczas sowieckiej okupacji. Dzięki temu nie uległ omamom ideologii, narzuconej Polsce po roku 1945, wykazując znakomitą znajomość istoty problemu i metod sowieckiego systemu zniewolenia. Ciekawym, choć z pozoru błahym elementem, jest kwestia pierwotnej wersji nazwiska rodowego przemyskiego hierarchy. Okazuje się, że jego przodkowie nosili nazwisko Tokarczyk, ale w dobie zaborów, przy silnych wpływach języka ukraińskiego łacińska spółgłoska „y” uległa mutacji w ukraińską „u”. Tak z Tokarczyka nazwisko przekształciło się w Tokarczuka.

W okresie poprzedzającym emeryturę ks. abp. Tokarczuka był Ksiądz ostatnim jego sekretarzem i kapelanem. Jak wspomina Ksiądz ten czas pracy u boku ówczesnego metropolity przemyskiego?

– Mój ówczesny przełożony okazał się człowiekiem niezwykle skromnym i niewymagającym, chyba że od siebie. Kiedy zapytałem go u początków, jaki ma być zakres moich czynności, z uśmiechem odparł: „Być do pomocy”. Zabawnie poinstruował mnie w aspekcie posługi liturgicznej, do której ścisłych reguł nie przywiązywał zresztą większej wagi: „Proszę się niczym nie przejmować w trakcie liturgii; gdyby nawet były jakieś niedociągnięcia, zachowajmy zimną krew i postępujmy tak, jakby nic się nie stało”. To dodawało otuchy podczas celebry, kiedy pełniłem funkcję ceremoniarza, tym bardziej że koncelebransi często duchowni starszego pokolenia zachowywali się niezwykle nerwowo, obawiając się pomyłek, a w konsekwencji reakcji głównego celebransa. Poza towarzyszeniem ks. abp. Tokarczukowi w celebracjach liturgicznych rolą kapelana i sekretarza były wyjazdy w teren podczas wizytacji duszpasterskich lub innych posług. Ponadto w zakres czynności wchodziło prowadzenie korespondencji, obecność przy wspólnych posiłkach itp. Reasumując: sekretarz dysponował w dużym wymiarze wolnym czasem, a zwierzchnik nie starał się na siłę o wynajdywanie mu nowych zajęć.

Jakim człowiekiem w bezpośrednich kontaktach był ks. abp Tokarczuk?

– Zasadniczo rzecz ujmując, był typem introwertyka. Nie szukał i chyba nie potrzebował towarzystwa innych ludzi dla lepszego samopoczucia, ale nie dlatego, że ich unikał czy izolował się albo nimi gardził, lecz ksiądz arcybiskup bardzo cenił upływający czas, aby marnować go na czcze gadulstwo. Z upodobaniem oddawał się lekturze książek i czasopism, słuchał audycji radiowych, ale – co ciekawe – nie miał odbiornika telewizyjnego, za to często i pilnie oddawał się pracy pisarskiej. W relacjach interpersonalnych na początku budził respekt swoją powagą i brakiem uśmiechu bądź żartów. Jednak po chwili rozmowy odnosiło się wrażenie wewnętrznego porozumienia. Niełatwo ulegał sugestiom rozmówców, usiłując nawet przy uznaniu ich racji naświetlić problem z własnego punktu widzenia, często zbieżnego z wcześniej zaprezentowanym. Ogromnie cenił ludzi świeckich, zwłaszcza aktywnie zaangażowanych w przemiany religijno-społeczne Kościoła i kraju, choć niełatwo było pozyskać jego zaufanie. Spośród duchownych pierwszeństwo – jak się wydaje – mieli budowniczowie kościołów, działacze społeczno-charytatywni, wybitni duszpasterze.

Wspomniał Ksiądz o relacjach z ludźmi m.in. zaangażowanymi w przemiany religijno-społeczne Kościoła i kraju. Proszę powiedzieć, kim dla ks. abp. Tokarczuka – doktora filozofii, pasterza, był drugi człowiek?

– W człowieku widział zawsze obraz Boży, choć niekiedy zdeformowany na skutek grzechów czy słabości. Gotów był wybaczyć zło i czynił to z miłością, nie potępiając człowieka, ale bynajmniej nie rozgrzeszając go z odpowiedzialności za popełnione czyny. Natomiast nie znosił kłamstwa, krętactwa, oszustwa, wybierając postawę zmierzenia się z pełną nawet bolesną prawdą, nie zaś ucieczki w sferę kunktatorstwa bądź pozoranctwa. Dla niego istniała tylko prawda, pełna prawda, bez żadnego kompromisu. Półprawdy czy ćwierć prawdy traktował jako kłamstwa.

Czym przyciągał do siebie ludzi? Wielu bowiem chciało z nim rozmawiać, a i on sam ich szukał, nie unikał.

– Bez wątpienia promieniowało z jego osoby autentyczne zaangażowanie w misję pastoralną, troska o prawa człowieka do życia w Prawdzie, bez kłamstwa i zniewolenia. Wreszcie osobiste ubóstwo, ujmująca prostota form towarzyskich, niezłomność w walce o wolność Kościoła i Ojczyzny w dobie komunistycznego reżimu. Taki był ks. abp Ignacy Tokarczuk – skromny, a zarazem wielki człowiek.

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki