Nowe nominacje czy nowa polityka?
Czwartek, 15 grudnia 2016 (19:17)Dlaczego polityka USA zmienia nastawienie wobec Rosji?
Donald Trump ogłosił nazwisko kandydata na sekretarza stanu. Jest to Rex Tillerson, szef Exxon Mobil, potężnej firmy paliwowej, który podpisał w przeszłości wiele kontraktów z Rosją i był jednoznacznym przeciwnikiem sankcji wobec Moskwy. Dostał też od Władimira Putina order. Dla katolickiego Czytelnika ważna jest także informacja, że Tillerson poparł przyjmowanie homoseksualistów do organizacji skautowskiej Boy Scouts. Kandydaturę Tillersona mieli poprzeć byli sekretarze stanu James Baker i Condoleezza Rice, a także były minister obrony Robert Gates. Nominacja ta jednoznacznie mówi, że Trump chce zrealizować przedwyborcze obietnice i ułożyć sobie na nowo stosunki z Rosją. Do tej samej grupy nominacji można by zaliczyć wybór generała Michaela Flynna, który wielokrotnie udzielał wywiadów telewizji Russia Today, na doradcę prezydenta. W niektórych środowiskach polskich powiało grozą, że interesy polskie Waszyngton może złożyć na ołtarzu ocieplenia relacji z Kremlem. Pojawiły się wręcz tezy, że radość wśród polskiego obozu prawicowego z powodu porażki Hillary Clinton była nieuzasadniona, wręcz naiwna.
Rosyjska karta
Warto przy tej okazji odnieść się do wcześniejszej wypowiedzi dla rosyjskiej agencji Interfax George’a Papadopulosa, doradcy Trumpa do spraw międzynarodowych, który mówił o potrzebie otwarcia nowego rozdziału w stosunkach amerykańsko-rosyjskich.
Miejsca konfliktowe, jakie pojawiły się w relacjach Waszyngtonu i Moskwy (Ukraina, Syria), nie powinny – jego zdaniem – przesłonić potrzeby wspólnej obrony przed zagrożeniem islamskim. Papadopulos źle też ocenił zbliżenie Rosji do Chin, które jest skutkiem sankcji nałożonych przez Zachód na Rosję. Ten sposób argumentacji mówi jasno, że rzeczywiście Waszyngton będzie nastawiony na nowe otwarcie z Kremlem, pod warunkiem wszakże, jak stwierdził Papadopulos, że Rosja zacznie postępować na arenie międzynarodowej odpowiedzialnie. Dla Amerykanów zaś największym zagrożeniem jest postępująca dominacja Chin i wzrost radykalizmu islamskiego.
Są to słowa dokładnie korelujące z wypowiedziami Trumpa w czasie kampanii wyborczej. Mówił on otwarcie o zagrożeniu chińskim i islamskim, a także o chęci dogadania się z Moskwą. Wiele zatem wskazuje na to, że politycy amerykańscy podejmą rozmowy z Kremlem. Pytanie, jak bardzo będą to rozmowy twarde i na jak dalekie ustępstwa może chcieć pójść Trump. Miękkiej polityce Trumpa przeczy nominacja Jamesa Mattisa na sekretarza obrony. Mattis znany jest z kolei z radykalnie antykremlowskiego nastawienia. W takich też kategoriach odczytywano pojednawcze gesty prezydenta elekta do Mitta Romneya, z jakimi mieliśmy do czynienia kilkanaście dni wcześniej.
Powstaje pytanie, dlaczego polityka amerykańska zmienia nastawienie w stosunku do Rosji. By to zrozumieć, musimy wykroczyć poza nasz lokalny świat i spróbować spojrzeć oczyma Amerykanów. Dla nich na kontynencie euroazjatyckim toczy się wielka gra o dominację. Oczywiście jednym z graczy jest Kreml, ale na dzień dzisiejszy nie jest to gracz najsilniejszy. Najsilniejsze są Chiny. Ich potencjał ludnościowy, a także gospodarczy wielokrotnie przekracza możliwości Rosji. Chińczycy są w stanie na poziomie ekonomicznym rywalizować skutecznie z Ameryką, Rosjanie na razie nie. Jeśli Trump chce wytoczyć działa przeciw Chinom, nie może pozostawić Rosji w przyjaznym uścisku z Pekinem. Kontynuowanie polityki sankcji wobec Kremla pchałoby niechybnie Putina w objęcia Pekinu.
Oczywiście dochodzi jeszcze kwestia przestrzegania praw człowieka w Rosji, która pozostawia ogromnie dużo do życzenia. Problem tylko w tym, że jeszcze gorzej wygląda ta sprawa w Chinach, nie mówiąc już o Państwie Islamskim. Islamiści mają ponadto ogromną zdolność promowania swojej totalitarnej ideologii na Zachodzie. Wszak tam mieszka ogromna społeczność imigrantów islamskich mogąca ulec radykalizacji. Rosja ma swoje imperialne cele, ale od strony ideologicznej jest mało atrakcyjna w świecie. Amerykanie na wielkiej szachownicy geopolitycznej muszą zatem grać takimi figurami, jakie są. W tej perspektywie Rosja nie jawi się im jako problem główny. Amerykanie nie chcą rozpadu Rosji, gdyż to musiałoby doprowadzić do ogromnego chaosu i niepomiernego wzmocnienia pozycji Chin.
Polski interes
Oczywiście wielokrotnie w historii możemy znaleźć dowody zmian kierunku polityki amerykańskiej. Znając azjatycką mentalność elit rosyjskich, w tym Władimira Putina, dotrzymywanie układów nie jest ich mocną stroną. Donald Trump nie wygląda na polityka miękkiego, który w sytuacji możliwych kroków zaczepnych Kremla nie będzie w stanie adekwatnie odpowiedzieć. Zresztą wzmocnienie polityki obronności należy do jednego z jego priorytetów.
Żeby dobrze zobrazować tendencje w polityce zagranicznej świata Zachodu, warto przywołać przykład francuski. Ogromne szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich ma François Fillon. Ocenia się go jako zwolennika ochrony życia, polityka o motywacjach chrześcijańskich. Jednocześnie jest on mocno nastawiony na poprawę stosunków z Rosją. Możemy zatem przypuszczać, że Zachód zmierzać będzie w stronę ocieplenia relacji z Kremlem. Nie mamy wpływu na ten kierunek polityczny, nie dysponujemy bowiem siłą, którą moglibyśmy przeważyć w grze globalnych interesów. Należy jednak zrobić wszystko, aby ochronić polską suwerenność w nowym rozdaniu. Nic nie wskazuje na to, aby Donald Trump chciał doprowadzić do dekompozycji NATO czy też sprzedać Polskę Putinowi. Należy wzmacniać swoją obronność i realnie patrzeć na międzynarodową rzeczywistość. Na razie nie ma żadnych przesłanek, by sądzić, że nasz układ z USA jest zagrożony.
Donald Trump wielokrotnie ciepło wypowiadał się o Polsce i Polakach. Nie inaczej jest po wyborach prezydenckich. Należy to nastawienie również wykorzystać. Nowy prezydent może nam być niezwykle pomocny w powstrzymaniu fali lewackiej presji, jaka od ponad roku idzie na Polskę z Zachodu. Z nowym prezydentem USA możemy rozmawiać o swoich interesach otwarcie, bez obawy, że wszystko skupi się na kuriozalnych sporach o Trybunał Konstytucyjny. I z pewnością nie będziemy musieli najpierw przejść bariery George’a Sorosa, tak silnie obecnego w polityce amerykańskiej za czasów Baracka Obamy i Hillary Clinton.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym