Droga na Syberię
Czwartek, 6 grudnia 2012 (02:24)Nasz Dziennik syberyjskim szlakiem
Największym środkiem transportu na Syberii są… gazociągi. Infrastruktury wydobycia i przesyłu strategicznego surowca nie widać na popularnych mapach, chociaż nie jest poufna i Gazprom sam chwali się tysiącami kilometrów rur przecinających nawet najbardziej niedostępne części kraju. O wspomnianej spółce mówi się, że to państwo w państwie, a nawet coś więcej niż państwo w znaczeniu polityczno-administracyjnym – że to właśnie Gazprom jest właściwą Rosją.
Ale zostawmy teraz te teorie zachodnich rosjoznawców. Na Syberii jest twarde życie, a nie filozofia. Choć w tym życiu syberyjskim na Gazprom bardzo łatwo się natknąć. Uważnie obserwujący rozgałęzienia torów kolejowych na północnych rubieżach wielkiego państwa (na przykład w okolicach Workuty) zauważą linie, po których nie kursują pociągi pasażerskie; towarowe też nie, bo w pobliżu nie ma żadnych ośrodków przemysłowych.
Tory po prostu biegną gdzieś w głąb tajgi. Miejscowi, jak to Rosjanie na dalekiej prowincji, wolą nie pytać i nie wiedzieć, więc nikt nie zaspokoi ciekawości dociekliwego Europejczyka. Spieszę więc wyjaśnić, że tory nie prowadzą do tajnych baz wojskowych (te też są, ale jeszcze lepiej ukryte – proszę o nie pytać CIA), ale najprawdopodobniej do jakiegoś szybu albo przepompowni.
Najwięcej jest ich w okolicach Półwyspu Jamalskiego (to stamtąd dochodzi rosyjski gaz do Polski), na Ałtaju oraz w rejonie Władywostoku, Chabarowska i wyspy Sachalin. Niewielkie osady przemysłowe konieczne do utrzymania gazociągów bywają usytuowane setki kilometrów od innych osiedli czy miast.
Komunikację zapewniają własne linie kolejowe Gazpromu i flota samolotów wraz z siecią małych lotnisk. Bezpieczeństwa systemu strzeże kilkunastotysięczna armia „ochroniarzy” wyposażonych w broń maszynową, pojazdy pancerne i samoloty bojowe. Wzdłuż rur latają w dzień i noc bezzałogowe samoloty zwiadowcze z niewielkimi ładunkami bombowymi na pokładzie. Oficjalnie mają zapobiegać kradzieżom surowca i terroryzmowi. Ciekawe, nieprawdaż?
Osiem stref czasowych
Przejdźmy do tematów bliższych zwykłym podróżnym, na przykład turystom chcącym przeżyć podróż przez Syberię. Większość wybiera sławną Kolej Transsyberyjską. Wybudowana w latach 1891-1916 prowadzi z Moskwy do Władywostoku.
Długość wynosi dokładnie 9288,8 kilometra. Trasa przecina osiem stref czasowych. Pociągi w Rosji jeżdżą dość rzadko (i mają bardzo skomplikowany rozkład, mało który pociąg kursuje codziennie), za to nierzadko brakuje biletów, więc na moskiewskim Dworcu Jarosławskim zawsze można zobaczyć tłum koczujących pasażerów, czekających niekiedy całe tygodnie.
To tłum spokojny, zmęczony, ale niesłychanie ciekawy, różnorodny. Można, nie ruszając się z Moskwy, zobaczyć całą etniczną i religijną różnorodność Federacji Rosyjskiej. Ludzie ci czekają na pociągi do Władywostoku, Pekinu, Ułan Bator, Phenianu, do stacji po drodze.
Na pociągi jadące poza Ural nie sprzedaje się zasadniczo biletów na odcinki krótsze niż tysiąc kilometrów. Jedzie się w wagonach sypialnych. Wyższa klasa oferuje przedziały czteroosobowe, niższa to 27 dwupiętrowych prycz zajmujących cały wagon. Od niedawna Rosyjskie Koleje (RŻD) oferują dwuosobowe przedziały „Lux” i najdroższe jednoosobowe „Biznes” z własnym prysznicem. Podróż może trwać nawet 12 dni, więc hotel na torach musi być odpowiednio zorganizowany.
W dzień górne łóżka są składane, żeby wygodniej siedzieć; w nocy znowu się je rozkłada, a konduktor przynosi pościel. Za darmo oferuje wrzątek, za drobną opłatą herbatę i niewielki wybór słodyczy. Jedzenie, ale dość drogie, jest w wagonie restauracyjnym.
Maść na wszelkie choroby
Pociąg jest zamknięty i nie da się do niego wejść ani wyjść poza przewidzianym wsiadaniem i wysiadaniem, można natomiast swobodnie chodzić wzdłuż całego składu. Sporadycznie zdarzają się kradzieże, natomiast wbrew opinii panującej na Zachodzie praktycznie nie mają miejsca poważniejsze rabunki ani incydenty na tle alkoholowym.
Postoje pociągu trwają zaledwie po kilka minut, ale każdego dnia raz przewidziany jest dłuższy postój: 15-20 minut. Wtedy można swobodnie wyjść na peron lub dworzec i kupić jedzenie albo produkty regionalne. Najprościej od „babuszek”, które wręcz napraszają się na peronach, by kupić u nich kawałek kurczaka czy maść leczącą wszystkie choroby.
Kolej Transsyberyjska po 1777 km przekracza za Uralem granicę Europy i Azji. Prowadzi przez największe ośrodki: Jekaterynburg, Omsk, Nowosybirsk, Krasnojarsk, Irkuck, Chabarowsk. Władze sowieckie nie były zadowolone z przebiegu linii. Obawiano się, że leży zbyt blisko granicy z Chinami na Amurze i w przypadku wojny strategiczna magistrala może zostać odcięta przez wroga. Dlatego wybudowano nową linię: Magistralę Bajkalsko-Amurską. W mieście Tajszet odgałęzia się od głównej linii i odtąd biegnie kilkaset kilometrów na północ od niej. Kolej Transsyberyjska otacza jezioro Bajkał od południa, a Bajkalsko-Amurska – od północy.
Syberyjskie cmentarze
Koleje na Syberii to przede wszystkim cmentarze. Memoriał wyliczył, ile ciał ludzi leży pod każdym podkładem kolejowym. Na odcinku uralskim średnio jedno, na bajkalskim – ponad dwa. Więźniowie polityczni, jeńcy wojenni, zesłańcy, zwykli robotnicy ginęli z niedożywienia, wycieńczenia, wychłodzenia, chorób, bezdusznej dyscypliny.
W okolicach Irkucka władze carskie skierowały do pracy jeńców japońskich. To ich najwięcej pochowano pod torami. W czasach sowieckich dobudowywano drugi tor, potem elektryfikowano linię. Zawsze przybywało niewidocznych mogił. Zaznaczenie panowania Moskwy nad kawałkiem Azji kosztowało wiele krwi, nie mniej niż w naszej części świata.
Na torach magistrali 4 czerwca 1989 roku, prawie w środku nocy, miał miejsce jeden z najtragiczniejszych wypadków kolejowych w historii. W pobliżu Ufy (to jeszcze w Europie) doszło do wybuchu gazu w rurociągu przecinającym tory. Akurat jechały tam dwa mijające się pociągi wiozące łącznie 1300 ludzi. Eksplozja miała siłę małej bomby atomowej. Zginęło 575 osób, a około 600 zostało rannych.
W wyniku dochodzenia ustalono, że kilka lat wcześniej rurociąg uszkodziła koparka prowadząca jakieś prace remontowe. Prowizoryczna łata nie wytrzymała ciśnienia gazu, który zaczął się ulatniać.
Dyspozytorzy, zamiast poszukiwać miejsca wycieku, tylko zwiększali ciśnienie. Pociągi akurat miały się wyminąć, jeden zwolnił, z klocków hamulcowych poleciała iskra i gaz w rurze i wokół niej się zapalił. W Polsce mało kto zauważył to wydarzenie – mieliśmy wybory zarządzone po Okrągłym Stole.
Linie Kolei Transsyberyjskiej i Bajkalsko-Amurskiej połączyły miasta południowej Syberii, potem powstały wzdłuż torów nowe osady. Na północ od wąskiego pasa względnie zaludnionego i cywilizowanego rozciągają się miliony kilometrów kwadratowych o niemal zerowej gęstości zaludnienia. Syberia nie kończy się też na Władywostoku. Rosja ciągnie się jeszcze 2 tys. km na wschód. Jest jeszcze Sachalin, Magadan, Kamczatka, Czukotka. Dopiero stamtąd „widać Amerykę”.
Dwa modele latania
A dzisiaj coraz więcej podróżnych wybiera jednak samolot. Niewiele droższy od pociągu w czasie kilku godzin pokonuje przestrzenie, które kiedyś mozolnie zdobywano przez lata, a przemierzano miesiącami.
Duże linie lotnicze: Aerofłot, Rossija, S7 czy TransAero, dysponują nowoczesną flotą, a załogi są dobrze wyszkolone. Ale setki małych lotnisk obsługują tylko linie lokalne. Te oszczędzają na wszystkim.
Nawet zachodni model samolotu nie gwarantuje europejskiego standardu bezpieczeństwa, bo nie zawsze przestrzega się wszystkich zasad użytkowania sprzętu. Jednak tysiące pasażerów latają nad Syberią. Lot przypomina trochę podróż nad oceanem. Przez okna przy dobrej pogodzie nie widać nic poza bezkresną połacią zieleni (latem) lub bieli (zimą). Nocą, mimo bezchmurnego nieba, nie widać żadnych świateł.
Reportera „Naszego Dziennika” nie spotkały żadne niespodzianki w czasie lotu i zupełnie spokojnie, bezpiecznie wylądował w Irkucku. W Moskwie na termometrze było około zera. Tu temperatura wynosi -24 stopnie. Jeżeli zaraz nie zamarznę, to zobaczę Bajkał – próbuję się pocieszać. Syberia to nie żarty.
Piotr Falkowski, Irkuck