• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Prokurator ugrzązł w aktach

Czwartek, 6 grudnia 2012 (02:11)

Śledczy intensywnie przegląda akta śledztwa smoleńskiego - informuje poznańska prokuratura wojskowa.

Placówka prowadzi śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez polskich prokuratorów wojskowych w Smoleńsku w 2010 roku. - Nie trzeba szczegółowo przeglądać wszystkich akt - ocenia jeden z pełnomocników smoleńskich.

- Prokurator zapoznaje się z obszernym materiałem dowodowym - odpowiada ppłk Sławomir Schewe, rzecznik prasowy poznańskiej prokuratury wojskowej, pytany o postępy w śledztwie. Prokurator zaznacza, że akta śledztwa smoleńskiego liczą w tej chwili ponad 400 tomów i jakieś 20 tys. stron.

Delegowany do tego śledztwa prokurator cywilny z Poznania Jacek Berdyj nawet kilka dni w tygodniu spędza w Warszawie, przeglądając te akta.

- Czy rzucać do tego sztab prokuratorów? Wydaje mi się, że nie - uważa mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego w śledztwie smoleńskim.

- Jak pan prokurator będzie wiedział, gdzie jest sedno problemu, to sobie poradzi, bo to nie jest obszerna sprawa. W moim przekonaniu nie trzeba do tego szczegółowo badać 400 tomów akt - uważa adwokat.

To właśnie on złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa mataczenia i zaniedbania obowiązków przez prokuratorów z racji przede wszystkim nieprzeprowadzenia w Polsce powtórnych sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej.

Pszczółkowski wskazuje, że chodzi o ocenę sytuacji z pierwszych kilkunastu dni po katastrofie do chwili pochówków ofiar, a akta dotyczące tych spraw liczą około 20 tomów.

- Prokurator będzie oceniał, jak te decyzje o zaniechaniu sekcji miały wpływ na całe śledztwo smoleńskie, ale dla podstawowej kwestii lektura tych 400 tomów nie wydaje się na tym etapie niezbędna - uważa adwokat.

- W tym materiale dowodowym będą bardzo istotne dokumenty dla rozstrzygnięcia tego zagadnienia i będą dokumenty zupełnie zbędne - dodaje. Wskazuje, że obok początkowych tomów istotne znaczenie będą miały akta dotyczące sekcji zwłok po przeprowadzonych dziewięciu ekshumacjach.

Według Pszczółkowskiego, istotną rzeczą jest rozpoczęcie przesłuchiwania świadków.

- Złożyłem w tej sprawie szereg wniosków dowodowych, w szczególności wnioski o przesłuchanie kilku świadków, wszyscy są prokuratorami - mówi mecenas.

Dodaje, że już dwa razy próbował zapytać prokuratorów: gen. Krzysztofa Parulskiego, byłego szefa NPW, i płk. Ireneusza Szeląga, szefa Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, o kwestię sekcji, ale mu się to nie udało.

Adwokat podkreśla, że należy wyjaśnić wszystkie okoliczności, dlaczego do tych sekcji nie doszło w Polsce, jak również nieuczestniczenie w sekcjach rosyjskich.

- W jaki sposób zapadła ta decyzja, że nie przeprowadzamy sekcji w Polsce, kto przekazał z Rosji informację o braku udziału polskich prokuratorów w sekcjach w Rosji, czy ta informacja była w ogóle przekazana, przez kogo i w jaki sposób, czy była jakaś rekomendacja ze strony zespołu prokuratorów delegowanych do Rosji, żeby te sekcje robić, i ktoś tego nie uwzględnił, czy albo żeby nie robić - wylicza Pszczółkowski.

- A jeżeli decyzja powstała tylko w Polsce w oparciu o decyzje prokuratorów, którzy byli w Polsce, to jaką oni mieli wiedzę, że nie podjęli decyzji o przeprowadzeniu tych badań - dodaje. Adwokat zwraca uwagę, że w pierwszych kilkunastu dniach po katastrofie nie można było wykluczyć różnych jej okoliczności, jak np. zamachu, ponieważ nie było dowodów wykluczających tę tezę.

- W związku z tym należało te czynności prowadzić we własnym zakresie. Śledczy z prawdziwego zdarzenia musi zakładać taką sytuację, że potencjalnie funkcjonariusze tego państwa, gdzie zdarzyła się katastrofa, mają coś wspólnego z nią. Zatem nie wolno było na tym etapie rezygnować z żadnego dowodu, w szczególności z tak istotnego dowodu, jakim są oględziny i sekcje zwłok, bo - jak mówi art. 209 kpk - sekcje i oględziny zwłok przeprowadza się wówczas, kiedy istnieje wątpliwość co do przyczyny zgonu, a musiała istnieć ta wątpliwość, ponieważ prokuratorzy nie dysponowali żadnym materiałem, który pozwalałby na tamtym etapie taką tezę przyjąć - podkreśla.

Pszczółkowski zaznacza, że sekcje, które przeprowadzono w Rosji, nie tylko odbyły się bez udziału polskich prokuratorów, ale także nie były robione w oparciu o wniosek z Polski o pomoc prawną. - Skoro poprawiony wniosek o pomoc prawną dotarł 13 kwietnia, a sekcje się skończyły - według strony rosyjskiej 11 kwietnia - to żadna sekcja nie była wykonana na potrzeby polskiej strony, tylko polska strona uzyskała protokoły dokumentów sekcyjnych przeprowadzonych przez Rosjan na potrzeby śledztwa rosyjskiego -wskazuje adwokat.

- Nie wyobrażam sobie prowadzenia sprawy w kierunku ustalenia, że wykonanie sekcji w Polsce w ogóle nie było potrzebne, ponieważ byłoby to zdumiewające, biorąc pod uwagę ostatnie ekshumacje sześciu ofiar i zamianę ich ciał - podkreśla adwokat.

Zenon Baranowski