• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Pracujemy dla armii

Czwartek, 1 grudnia 2016 (18:29)

Z Arkadiuszem Siwko, prezesem Polskiej Grupy Zbrojeniowej, rozmawia Krzysztof Losz

Panie Prezesie, co się Panu udało osiągnąć z tych planów, które Pan miał, przychodząc do PGZ?

– Odbudowaliśmy polski przemysł obronny. Przemysł, który był przeznaczony do sprzedaży według doktryny, iż Polsce nie grozi żaden konflikt zbrojny, bo Europa nigdy już nie będzie teatrem działań wojennych. Na przestrzeni lat 2007-2015 przemysł obronny poddano całkowitej deprecjacji. Szereg zakładów było przeznaczonych do sprzedaży. Osłabiano ich zdolności produkcyjne, a tym samym siłę obronną państwa. Ten proces został zatrzymany.

Po drugie, dostarczyliśmy wojsku szereg produktów, które są naszą odpowiedzią na potrzeby sił zbrojnych wynikające z procesu modernizacji armii. Przykładem mogą być kontrakty dla Fabryki Broni w Radomiu. W tym roku podpisaliśmy zresztą umowy na dostawy naszych karabinów i pistoletów nie tylko dla armii, ale i dla Służby Więziennej, Policji, Straży Granicznej. Są też finalizowane albo już zakończone negocjacje nad umowami dotyczącymi programów „Pilica” (przeciwlotniczy system rakietowo-artyleryjski krótkiego zasięgu), „Piorun” (przeciwlotnicze przenośne zestawy rakietowe) i „Regina” (systemy artyleryjskie w oparciu o samobieżną armatohaubicę Krab). „Regina” – wszystko na to wskazuje – będzie prawdopodobnie największym zamówieniem w historii polskiego przemysłu obronnego na rzecz polskiej armii, bo to będzie kwota 5 mld zł.

Przełamaliśmy indolencję, zakwestionowaliśmy przekonanie, że polski przemysł nic nie może zrobić, że jest zacofany technologicznie, ma wieczne opóźnienia. Tę zmianę podkreślił też minister obrony Antoni Macierewicz podczas wizyty w Stalowej Woli, gdzie pół roku przed terminem odbierał pierwszą dostawę samobieżnych armatohaubic Krab, co się dotychczas nie zdarzało.

Czy wpływ na tę zmianę miało to, że firmy sektora obronnego znalazły się pod nadzorem ministra obrony?

– Nie byłoby tej pozycji przemysłu obronnego w życiu gospodarczym i systemie bezpieczeństwa Polski, gdyby nie dwa fakty: przejęcie nadzoru właścicielskiego nad przemysłem obronnym przez ministra obrony narodowej i determinacja ministra Antoniego Macierewicza, który postanowił ten przemysł odbudować – zamiast kupować gotowe rozwiązania za granicą. Ta zmiana nadzoru właścicielskiego jest fundamentalna jeszcze i z tego powodu, że wojsko kooperuje chętniej z przemysłem, który jest nadzorowany przez MON. Okres, gdy właścicielem zakładów był minister skarbu, utrudniał te relacje. Ale dwie rzeczy podczas dyskusji o przemyśle obronnym mają charakter symboliczny, choć ta symbolika nie jest przypadkowa.

Jakie to rzeczy?

– W 2016 roku, po raz pierwszy od upadku II RP, Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego zastała zaopatrzona w polski karabin. To ważny element tej polityki, która lokuje przemysł obronny jako istotny element bezpieczeństwa kraju. I drugi znamienny fakt: wszystko wskazuje na to, że kontrakt dotyczący programu „Regina” będzie realizowany w 2017 roku, czyli w 80. rocznicę powstania Centralnego Okręgu Przemysłowego. COP był tworzony jako koło zamachowe rozwoju gospodarczego II Rzeczypospolitej i dzisiaj właśnie jesteśmy świadkami czegoś podobnego. Bo te kontrakty, które będą teraz realizowane, są takim symbolicznym odtworzeniem infrastruktury i potencjału przemysłu obronnego, który jeszcze parę lat temu znajdował się na równi pochyłej.

Do tego dochodzą dobre wyniki eksportowe.

– Już w pierwszym kwartale tego roku osiągnęliśmy w eksporcie wynik taki, jaki nasi poprzednicy wypracowali w całym roku 2015. A planujemy jeszcze podpisanie kolejnych porozumień.

Dlaczego wcześniej eksport kulał?

– Przyczyn było wiele, ale głównie wynikało to z braku przedsiębiorczości, z zaniechań i podejmowania niewłaściwych decyzji. Utworzyliśmy nowe biuro handlu zagranicznego i można było szybko zobaczyć różnice. Sukces wynika też ze zintensyfikowania naszych prac. I wreszcie wyższy jest poziom zyskowności. Sytuacja zastana była taka, że większość zysków zakładów z kontraktów eksportowych trafiała do pośredników, w związku z tym były one zmuszone do wykonywania zamówień po kosztach albo nawet poniżej. Radykalnie zmieniliśmy ten system i dzisiaj, jeśli spółka z Grupy PGZ coś sprzedaje, to sprzedaje to z zyskiem.

Przygotowaliśmy polski przemysł do globalnej kooperacji, co dotychczas też było niemożliwe. Najlepszym dowodem są rozmowy na temat udziału polskiego przemysłu w programie tarczy antyrakietowej „Wisła”. Jeśli wybrany zostanie system Patriot, nasze zakłady będą realizować to zadanie na poziomie 50 proc. wartości całej transakcji. To jest zupełna nowość, bo jeszcze rok temu udział polskiego przemysłu w tym projekcie miał wynosić 0 proc. Taki zapis w liście intencyjnym zawartym z firmą Raytheon potwierdza, że koncerny międzynarodowe widzą w polskim przemyśle partnera. Zauważają radykalną zmianę naszych oczekiwań i się do niej dostosowują. Tu odwołam się do konferencji prasowej, gdy ogłaszaliśmy zasady współpracy z Raytheonem, producentem Patriotów. I wtedy na pytanie jednego z dziennikarzy, co się stało, że jeszcze rok temu Amerykanie nie dawali nam nic, a teraz dają 50 proc., ze strony Raytheona padła szczera odpowiedź, że wcześniej strona polska niczego nie oczekiwała. Z tej perspektywy w tym roku wszystko się więc zmieniło.

W czym Polska, PGZ, może się specjalizować w zakresie produkcji wojskowej?

– Mamy doskonałe kompetencje w produkcji radarów, które są potrzebne właściwie we wszystkich systemach. To są kompetencje PIT-Radwar. Wymieniłbym też wszystko, czym zajmuje się PCO, czyli opto-elektronika, systemy termowizyjne i noktowizyjne. Produkujemy także podstawowe wyposażenie żołnierza, systemy artyleryjskie, pojazdy opancerzone typu Rosomak. Tak naprawdę przemysł polski produkuje różnoraki sprzęt obronny i w każdym z tych asortymentów widzimy potencjał, również eksportowy.

Czy zakończył się już proces budowania nowego ładu korporacyjnego w PGZ?

– On zmierza ku końcowi. Staramy się cały czas szukać najlepszych rozwiązań, przyjęliśmy pewne standardy, które wdrażamy. Powstanie PGZ ma istotny wpływ na funkcjonowanie przemysłu obronnego, choćby z tego powodu, że problemy jednego zakładu mogą być rozwiązane przez Grupę. Dzisiaj zakłady, które znajdą się w trudnej sytuacji, nie są zostawiane same sobie i na przestrzeni 2016 roku niejednokrotnie udzielaliśmy im pomocy.

Jakie były największe sukcesy w procesie ratowania, restrukturyzacji zakładów przemysłu obronnego?

– Zachowanie substancji i zamówień dla zakładów, które były przeznaczone do likwidacji. Dobrym przykładem jest Stomil Poznań. Zakładu miało nie być, a on funkcjonuje, produkuje, jest w przededniu pozyskania środków, technologii i rozpoczęcia produkcji opon radialnych, co jest znakomitym punktem wyjścia do dalszego rozwoju. Sukcesem było przejęcie Autosanu, bo dzięki temu poszerzyliśmy obszar działalności PGZ, mamy też już zamówienia dla tej spółki w sferze obronnej. Rozwój zapewniamy także stoczniom, aby mogły one funkcjonować na rynku.

Plany na przyszłe lata wskazują, że kontraktów na wyposażenie armii będzie jeszcze więcej. Czy PGZ jest gotowa, aby tym zamówieniom sprostać?

– To jest proces nieustanny. Cały czas musimy pozyskiwać najlepszą kadrę do naszych zakładów i to już się dzieje. Dbamy też o transfer technologii, w roku 2016 stworzyliśmy trzy centra technologiczne, a najlepszym przykładem tego jest Tarnów, gdzie powstało Centrum Badawczo-Rozwojowe o unikatowych kompetencjach w sferze realizacji projektów z dziedziny obronności.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Losz