Niestety przegrywamy z naturą
Środa, 30 listopada 2016 (20:43)Z Józefem Czyczerskim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ „Solidarność”, wieloletnim pracownikiem Kopalni „Rudna” w Polkowicach, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W kopalni „Rudna” w Polkowicach doszło do katastrofy, zginęli górnicy. Co się tak naprawdę stało?
– Mieliśmy do czynienia z tąpnięciem, czyli wstrząsem sejsmicznym wewnątrz górotworu. Mieliśmy trzy, może cztery bardzo silne wstrząsy, których epicentrum znajdowało się na głębokości 1100 metrów. To były wstrząsy samoistne, a więc nieprowokowane. W dziesięciostopniowej górniczej skali była to tzw. ósemka, szóstka, piątka, co pokazuje, że mieliśmy stopniowe wygaśnięcie tej skumulowanej energii. I to spowodowało zawalenie skał stropowych ociosów i wypiętrzenie spągów. Mieliśmy zatem koncentrację naprężeń, czego efektem jest niefortunne rozprężenie i tragedia, jaka się wydarzyła w tym właśnie miejscu. Najmocniej dotknęło to kanału maszyn ciężkich oddziału G-23.
Jak podał Wyższy Urząd Górniczy, rejon, gdzie doszło do tąpnięcia, nie był zagrożony czy też aktywny sejsmicznie?
– Wydaje mi się, że mamy do czynienia z tak rozjechanym górotworem, że w każdej chwili możemy się liczyć czy też spodziewać się jego rozprężenia. I jak się wydaje, w tym wypadku mieliśmy do czynienia z tym właśnie zjawiskiem. Często niestety przegrywamy z naturą.
Wcześniej powiedział Pan, że wstrząs nastąpił samoistnie i nie był sprowokowany. Co to jest wstrząs samoistny?
– Mamy sytuację, kiedy energia kumuluje się w górotworze. Jej nadmiar jest uwalniany w różny sposób: albo samoistnie, albo poprzez sprowokowanie, a więc poprzez strzały w ramach eksploatacji górotworu. Jest też tzw. aktywna profilaktyka tąpaniowa, a więc metoda zapobiegania tąpnięciom poprzez rozładowanie naprężeń w strefach ich koncentracji.
Jak podają władze KGHM Polska Miedź, skala zniszczeń jest duża. Jak to rokuje w przypadku poszukiwań górników, którzy są w strefie zawału?
– Sytuacja jest bardzo trudna. W akcji ratowniczej bezpośrednio na dole bierze udział dziewięć zastępów ratowniczych, a więc 45 osób.
Jakie są szanse na ich uratowanie i na czym polega akcja ratownicza?
– Ważny jest czas. Ratownicy zawsze idą po żywych, inaczej cała taka akcja i wszystkie podejmowane działania nie miałyby sensu. Wiele było takich sytuacji, kiedy górnicy przeżyli tąpnięcia i zostali wydobyci. Wszystko zależy od tego, gdzie się ci ludzie znajdowali w chwili wstrząsu. Akcja ratownicza polega na tym, że próbuje się dotrzeć do miejsc, gdzie mogą się znajdować pracownicy, których nie udało się wyprowadzić ze strefy zagrożenia bezpośrednio po zawale. Używając potocznego języka, polega to głównie na odgruzowywaniu miejsca, w którym nastąpiło powalenie ociosów skalnych. I poprzez ręczną czy mechaniczną przebiórkę materiału, odgruzowywanie zwałowiska ratownicy próbują docierać do miejsc, gdzie najprawdopodobniej znajdują się poszkodowani górnicy.
To nie tylko ciężka, ale również bardzo niebezpieczna praca…
– Tak jest, to bardzo ciężka praca i zasada, jaka obowiązuje, jest taka, że ratując innych, dbamy też o zachowanie własnego bezpieczeństwa, żeby nie powiększać strat. Chodzi o to, żeby nie pogłębiać tragedii, z którą już i tak mamy do czynienia.
Czy i na ile ciężki sprzęt górniczy używany do urobku w momencie wstrząsu, a następnie zawału jest w stanie uratować życie górnikom?
– Po pierwsze, w maszynach pracujących tam, pod ziemią, są specjalnie zabezpieczone tzw. kabiny kapsułowe, które są tak skonstruowane, aby w sytuacji zawału wytrzymały wstrząs i uderzenie skał czy też wgniatanie. Pytanie jest takie, czy i na ile elementy takich kabin wytrzymają siły i naprężenia, jakie występują w momencie katastrofy. Są przypadki, kiedy w efekcie rozprężenia górotworu siła podmuchu powietrza jest tak duża, że wybija wzmocnione specjalnie szyby, co niesie za sobą określone konsekwencje wobec operatora maszyny. Po drugie, to było wyrobisko typowo warsztatowe i to zajście wystąpiło w kanałach mechanicznych, a więc w miejscach, gdzie są przygotowywane ciężkie maszyny do pracy. Nie wiem, czy wszyscy obecni tam mieli możliwość i czas, żeby ukryć się w kabinie kapsułowej. Mam tu na myśli chociażby spawacza, który z tego, co wiem, też był w rejonie zawału, czy dajmy na to mechaników, którzy przygotowują maszyny do ruchu, nie wspominając już o samych operatorach maszyn, którzy też nie musieli być wewnątrz swojej maszyny. A zatem niewiadomych jest wiele…
Proszę powiedzieć, w jakich warunkach prowadzona jest eksploatacja w kopalni rud miedzi, czym różni się od pracy w kopalniach węgla kamiennego i jak ta specyfika wydobywania przekłada się na bezpieczeństwo górników?
– Inaczej wygląda praca w kopalniach rud miedzi niż w większości kopalń węgla kamiennego. U nas wydobycie odbywa się w procesie strzelania materiałem wybuchowym w przodku eksploatacyjnym oraz urabiania tych przodków maszynami odstawczymi. Dalej mamy załadunek urobku na wozy odstawcze lub bezpośrednio na kratę przy użyciu łyżek koparek odstawczych. Następnie ruda jest odprowadzana poprzez transport poziomy – taśmociągami do szybu i stamtąd na powierzchnię do zakładu wzbogacania rud, gdzie w wyniku procesu chemicznego powstaje koncentrat, który w kolejnym etapie jest transportowany do hut. Tam w procesie technologicznym chemiczno-ogniowym produkowana jest miedź i inne pierwiastki, takie jak srebro.
Czy często dochodzi do takich wypadków jak ten w kopalni „Rudna” w Polkowicach?
– To jest bez wątpienia jedna z największych tragedii w historii górnictwa miedziowego w Polsce. Jeśli chodzi o skalę i zasięg tego, co wczoraj się wydarzyło w kopalni „Rudna” w Polkowicach, to ja w swojej ponadtrzydziestopięcioletniej praktyce zawodowej, bo taki czas pracuję w tej kopalni, z czymś podobnym nigdy wcześniej się nie spotkałem. Takiej tragedii, o takim zasięgu i takich skutkach, nikt, ani ja, ani moi koledzy, nie widzieliśmy. To ogromna skala ludzkiej tragedii. Ale tak czy inaczej ten rok jest tragiczny dla KGHM Polska Miedź. Przypomnę, że w ciągu roku mieliśmy aż 11 śmiertelnych wypadków – mam tu na myśli kopalnie i huty. Jeśli do tego dodamy tragedię w kopalni „Rudna”, to tak tragicznego roku jeszcze nie było.
Jaka pomoc zostanie udzielona rodzinom ofiar?
– To jest pytanie do zarządu KGHM Polska Miedź, ale z całą pewnością rodziny poszkodowanych otrzymają wszystkie świadczenia przysługujące im w ramach układu zbiorowego pracy wynikające z ubezpieczenia. Do tego dochodzą rekompensaty z ZUS, a więc renty rodzinne wobec rodzin tych górników, którzy ponieśli śmierć. Ponadto pogrzeby odbywają się na koszt zakładu pracy. Z reguły staramy się też pamiętać o dzieciach, które stają się sierotami. Ale tak naprawdę nigdy, nawet poprzez najwyższe odszkodowania pieniężne, nie zastąpi się, nie zrekompensuje się straty męża, ojca czy syna, który pracował pod ziemią w kopalni. To niemożliwe.
W obliczu tej tragedii trudno nie poruszyć jeszcze jednej kwestii, a mianowicie: często górników uważa się za nadmiernie uprzywilejowaną grupę zawodową. Jak to jest faktycznie i jak to się ma do zagrożenia, jak poważnego, to chyba dzisiaj widać najlepiej?
– Wielu zazdrości górnikom, że zarabiają duże pieniądze. Tak wygląda charakterystyka tej zazdrości. Szczególnie taka nagonka jest w mediach antyzwiązkowych, które często rozpisują się, ile to górnicy nie zarabiają, że mają wypłaty czternastek, Barbórkę itd. I taka atmosfera czarnego PR bywa podkręcana w mediach. Tyle że, jak widać po tym tragicznym zdarzeniu z Polkowic, górnicy nie znają ani dnia, ani godziny. Dlatego to nie przypadek, że normalne w branży górniczej jest pozdrowienie „Szczęść Boże”, które było i w PRL-u, i w stanie wojennym, i jest obecne dzisiaj. To zawierzenie, zaufanie Panu Bogu jest dla nas, górników, najważniejsze. Podejrzewam, że w obliczu tej tragedii chyba nikt z tych, którzy tak bardzo narzekają, oczerniają nas publicznie, nie chciałby tych pieniędzy zarabiać i być na miejscu ofiar. I ci, którzy wypominają górnikom ich trochę wyższe zarobki czy to, że wcześniej mogą odejść na emeryturę, powinni się poważnie zastanowić, czy takimi ocenami nie robią krzywdy górnikom, którzy tak wiele każdego dnia ryzykują, a często stają się ofiarami takich jak ta tragedii.