• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Wojna Niemców o wolne niedziele

Piątek, 25 listopada 2016 (19:13)

W 2006 r. w Niemczech zliberalizowano przepisy o handlu w niedziele, ale od pewnego czasu narasta spór między Kościołami i związkami zawodowymi, dążącymi do ograniczenia działalności handlowej, a sieciami supermarketów – pisze w piątek „Sueddeutsche Zeitung”.

Od 2006 roku decyzje dotyczące handlu w niedziele są w gestii krajów związkowych. W większości z 16 niemieckich landów sklepy mogą być otwarte przez cztery niedziele w roku. Warunkiem wydania pozwolenia na handel w danym mieście jest odbywające się w tym dniu nadzwyczajne wydarzenie – festyn, targi, zawody sportowe, jarmark – szczególnie w okresie przed Bożym Narodzeniem.

Wyroki sądów administracyjnych ogłoszone w minionych latach skomplikowały jednak sytuację prawną.

Federalny Sąd Administracyjny orzekł w 2015 roku, że samorządy przed podjęciem decyzji o otwarciu sklepów w niedziele w okresie przedświątecznym muszą udowodnić, że otwarte sklepy nie odbiorą klientów bożonarodzeniowym jarmarkom. W dodatku pozwolenie na otwarcie może dotyczyć tylko sklepów znajdujących się w pobliżu miejsca, gdzie organizowane są targi czy inne wydarzenia. Sąd administracyjny w Muensterze dodał kolejne ograniczenie: powierzchnia handlowa sklepów nie może być większa od powierzchni handlowej jarmarków.

Jak pisze „SZ”, niemieckie Kościoły i związek zawodowy Verdi, powołując się na wyroki sądów, wywierają presję na władze w celu ograniczenia handlu i grożą samorządom procesami.

W reakcji na naciski władze Muensteru postanowiły odwołać wszystkich 15 zaplanowanych niedziel handlowych do 2019 roku. Frankfurt nad Menem musiał zrezygnować z otwarcia sklepów w niedzielę poprzedzającą otwarcie Międzynarodowych Targów Książki, ponieważ większość sklepów jest zbyt oddalona od miejsca, gdzie odbywają się targi. Decyzje o odwołaniu handlowych niedziel zapadły także w Monachium, Hanowerze, Solingen i Remscheid – wylicza autor materiału.

Sytuacja krytykowana jest przez przedstawicieli branży handlowej, którzy domagają się przede wszystkim likwidacji przepisu o ograniczeniu pozwolenia na handel do sklepów położonych w pobliżu wydarzenia. – Niemcy robią w kwestii niedzielnego handlu krok do tyłu. Podczas gdy kraje głęboko katolickie w Europie, takie jak Włochy czy Polska, nie mają z tym żadnego problemu, w Niemczech uzgodnione wcześniej niedziele handlowe padają jak kostki domina – powiedział dyrektor sieci handlowej Galeria Kaufhof Oliver Van den Bossche.

Szef holdingu Media-Saturn, Peter Haas, dodał: „To zastanawiające, że w kraju tak postępowym jak Niemcy sklepy w śródmieściu są zamknięte wtedy, kiedy ludzie mają czas na zakupy”. Szef sieci Karstadt Stephan Fanderl zwrócił uwagę na licznych gości z zagranicy, którzy w niemieckich metropoliach w rodzaju Berlina, Hamburga czy Monachium „odchodzą z kwitkiem” i dziwią się, że Niemcy są tak zacofane. Jego zdaniem, w całym kraju powinno być co najmniej 12 niedziel handlowych w roku.

Niemieccy handlowcy zwracają uwagę, że na zamknięciu miejskich sklepów korzystają sklepy internetowe. Ich obroty znacząco rosną w niedzielne popołudnia.

Handel domaga się, by sklepy pozostawały otwarte przez dziesięć niedziel w roku. Sieci handlowe powołują się na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że obowiązywanie maksymalnie dziesięć niedziel handlowych nie narusza konstytucji.

Związkowcy są przeciwnego zdania. – Niedziela jest chroniona przez ustawodawcę jako dzień odpoczynku – powiedziała „SZ” rzeczniczka związku zawodowego Verdi.

RS, PAP