• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Skoczkowie zaczynają. Nadzieje wielkie

Czwartek, 24 listopada 2016 (13:09)

Kwalifikacjami do piątkowego konkursu w Kuusamo rozpocznie się dziś kolejny sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich. Oczekujemy go z wielkimi nadziejami i to nie tylko dlatego, że gorzej niż w poprzednim już chyba być nie może.

Miniony sezon był dla Biało-Czerwonych ze wszech miar nieudany. Od początku do końca. Nasi spisywali się w nim źle, dużo poniżej oczekiwań, i to wszyscy bez wyjątku. Kamil Stoch miewał konkursy, które oglądał z perspektywy widza, bo w ogóle się do nich nie kwalifikował, frustracje przeżywali jego koledzy. Bodaj najgorsze w tym wszystkim było to, że nikt nie potrafił udzielić konkretnej odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje. Gdzie tkwiła przyczyna niepowodzeń. W pewnym momencie pojawiła się sugestia, że trener Łukasz Kruczek może stracić posadę. Spekulacje szybko przeciął sam zainteresowany, informując, że faktycznie po sezonie pożegna się z reprezentacją Polski. Dotrwał do marca, do ostatniego konkursu, po czym powiedział „do widzenia”.

Od listopada do marca Biało-Czerwoni we wszystkich konkursach zdobyli 1104 punkty. Najlepszy z nich, Stoch, 295. Tak źle nie było od sezonu 2008/2009, gdy na koncie naszych skoczków uzbierały się łącznie 824 punkty. W rekordowym 2013/2014 wywalczyli punktów aż 2840. Te liczby mówiły wiele. Nie wszystko, ale wiele, bardzo wiele. Kruczek, mimo ogromnych jego zasług, mimo że zasłużył na miano być może najlepszego polskiego trenera w historii, wypalił się, podobnie jak formuła dotychczasowej współpracy z nim.

Nowym szkoleniowcem został Stefan Horngacher. Austriak, który kilka tam temu pracował już w naszym kraju i był świetnie znany, przynajmniej części reprezentantów. Przygotowania do sezonu zafundował podopiecznym najszybciej w historii, po rekordowo krótkich wakacjach. Wiedział jednak, że czas będzie potrzebny, by poznali jego sposób pracy, dostosowali się do nowych wymagań, pomysłów, ćwiczeń, metod. Zmienił wiele, pewne rzeczy o 180 stopni. Skoczkowie opowiadali, że wylewają litry potu, że harują, ale nie narzekali, bo dostrzegali, że to, co funduje im trener, zaczyna przynosić efekty.

Podczas Letniego Grand Prix eksplodowała forma Macieja Kota. Do tej pory wiadomo było, że ma „papiery” na skakanie na najwyższym poziomie, że ma talent i potencjał, ale gdzieś niknął. Także, a może przede wszystkim, w jego głowie, która chciała aż za bardzo, a organizm reagował na to niezbyt korzystnie. Zawodnik się spalał, presja i własne oczekiwania go przerastały. Teraz, pod okiem Horngachera, wszystko poukładało się jak należy i Kot fruwał, aż miło. Nie wystąpił w każdym konkursie, ale w tych, w których się pojawiał, niemal zawsze zwyciężał. Wygrał też klasyfikację generalną cyklu i został okrzyknięty numerem jeden z naszej kadrze. Zastąpił Stocha, który jednak nie narzekał, bo on miał za sobą udane lato. Zajął w „generalce” trzecie miejsce, pokazując, że zapomniał o problemach, z jakimi walczył jeszcze kilka miesięcy wcześniej.

Dziś przekonamy się, jak Polacy wypadną w naturalnym środowisku skoczka narciarskiego, czyli na śniegu. W Kuusamo odbędą się bowiem kwalifikacje do pierwszego konkursu nowego sezonu. Weźmie w nich udział siedmiu Biało-Czerwonych: Stefan Hula, Maciej Kot, Dawid Kubacki, Klemens Murańka, Kamil Stoch, Aleksander Zniszczoł i Piotr Żyła. Horngacher podał taki skład kilka tygodni temu, jako pierwszy z trenerów kadr narodowych. Nie chciał nikogo trzymać w niepewności, uznał, że zawodnicy poczują się lepiej i pewniej, jeśli będą wiedzieli, co ich czeka i w jakiej znajdują się sytuacji.

Jako że poprzedni sezon był słaby, a najlepszy z Polaków, Stoch, uplasował się na 22. miejscu w klasyfikacji generalnej, dziś wszyscy nasi będą musieli walczyć o prawo startu w konkursie. Pewni, tradycyjnie, są tylko ci zawodnicy, którzy zmagania ukończyli w czołowej dziesiątce Pucharu Świata. Czy to problem? Mamy nadzieję, że nie, że nasi już na starcie pokażą taką formę, którą nie tylko zaszachują rywali, ale i spełnią oczekiwania. Własne i kibiców. Sam Horngacher nie chciał jednak pompować za bardzo balonika. Wie bowiem doskonale, że rozbudzone nadzieje i oczekiwania nie zawsze idą w parze z osiąganymi później wynikami. Austriak podkreślił, że świetne lato nie musi automatycznie oznaczać takiej samej zimy, acz przyznał, że chciałby widzieć dwóch Polaków w czołowej dziesiątce pucharowych zmagań na koniec rozdania.

Kryształowej Kuli będzie bronił Peter Prevc. Słoweniec w poprzednim sezonie dominował w stopniu nadzwyczajnym, wygrał aż 15 konkursów, pokazując niesamowitą moc.

W sezonie 2016/2017 odbędą się 33 konkursy na 19 obiektach. Cztery z nich rozegrane zostaną w naszym kraju – w styczniu w Wiśle i Zakopanem. Zaplanowano pięć zawodów drużynowych, a siedem odbędzie się na skoczniach mamucich.

 

 

Piotr Skrobisz