Człowiek się zmienia małymi kroczkami
Wtorek, 22 listopada 2016 (12:50)Z ks. Tomaszem Stachoniem MI, kapelanem szpitala dziecięcego w Dziekanowie Leśnym k. Warszawy, rozmawia Karolina Goździewska
Przygotowywał się Ksiądz do intronizacji Chrystusa Króla?
– To jest wielkie święto dla każdego z nas, a do którego przygotowywaliśmy się przez nowennę, która była odmawiana w naszej kaplicy i w kościele, a także odczytywanie Aktu obrania Chrystusa na naszego Pana i Zbawiciela. Przyjechaliśmy do Krakowa z personelem szpitala i parafianami z Łomianek z wielką radością, pomimo trudów, żeby tu być na czas, wyjechaliśmy o 4 rano.
To przełomowy moment dla Polski?
– Stąd, z Krakowa-Łagiewnik, ma wypływać miłosierdzie i tym miłosierdziem mamy się dzielić nie tylko w kwestii materialnej, ale i słowem, które dajemy drugiemu człowiekowi w rodzinie czy cierpiącemu, z którym przebywamy w pracy.
Liczy Ksiądz, że ta iskra dziś wyjdzie po raz kolejny z Łagiewnik, po zawierzeniu Polski Chrystusowi Królowi?
– Patrzę na proces przemiany ludzkich serc z perspektywy konfesjonału. Człowiek się zmienia małymi kroczkami. Myślę, że dużo jest przemiany w ludzkich sercach na lepsze. Oczywiście każdy z nas jest grzesznikiem i upada. Wówczas pozostaje konfesjonał, gdzie spotykamy się z Jezusem Miłosiernym, który przytula nas do Serca, jest zawsze z nami, ale chce, byśmy Mu zaufali. Byśmy w tych trudnych relacjach, które przeżywamy na co dzień, powiedzieli: Jezu, ufam Tobie.
Inne kraje pójdą w ślady Polski?
– Jak mówi Kohelet, myślę, że wszystko ma swój czas. Będąc kilka lat temu w Meksyku, widzieliśmy kult Bożego miłosierdzia. Modlitwa i wiara to nie ekspres do kawy, potrzebuje systematyczności. Jeśli łączność z Panem Bogiem będzie systematyczna, to nasze życie się zmieni. Jak mówi przysłowie: „Przez trudy dochodzimy do gwiazd”. Jest taka historia o człowieku, który szedł z Panem Jezusem po plaży, w pewnym momencie na piasku pozostały ślady jedynie jednej osoby. Człowiek pyta Jezusa – Panie, wówczas kiedy było mi tak ciężko, zostałem sam – na piasku nie było śladów stóp drugiej osoby, gdzie Ty byłeś? Niosłem Cię na rękach. Ta historia dotyczy każdego z nas. Uważam, że należy nieść Boże Miłosierdzie pomimo choroby i cierpienia. Sam przeżywałem chorobę. Groziła mi amputacja stopy, ale dzięki Bogu udało się jej uniknąć.
Nie wszyscy mają, mówiąc tak po ludzku, tyle szczęścia…
– Czasami posługując w szpitalu, zadaję sobie pytanie: dlaczego Pan Bóg dopuszcza cierpienie dziecka. Pan Bóg nie chce cierpienia dziecka, ale chce naszej miłości, byśmy Mu bardziej zaufali we wszystkim.
– Bóg z cierpienia często wyprowadza dobro. Znam historię pewnej mamy, która mówiła: proszę księdza, my przez chorobę naszego dziecka staliśmy się dla siebie lepsi w domu. Zaczęliśmy ze sobą po ludzku rozmawiać. Wszystko zmierza do jakiegoś celu, a naszym celem jest osiągnąć Niebo i Pan Bóg robi wszystko, byśmy z tej drogi nie zboczyli.
Polacy zaczną tak patrzeć na swoje życie przez pryzmat Nieba?
– Myślę, że wszyscy katolicy wiedzą, dokąd zmierzają. Choć każdy grzech nas oddala od Jezusa Chrystusa, ale każda spowiedź nas do niego przybliża. Optymistyczne jest to, że tu, w Krakowie, jak i na Jasnej Górze na Wielkiej Pokucie nie przyjechały tylko osoby 60 plus, ale i 15-30 plus. To napawa mnie bardzo pozytywnie i daje nadzieję na lepsze jutro dla Polski.
Oczekuje Ksiądz owoców zawierzenia także w innych, m.in. gospodarczych wymiarach życia?
– Oczywiście.