Kłopoty z dźwiękiem z jaka
Środa, 5 grudnia 2012 (02:09)Przedłużają się badania fonoskopijne nagrania z pokładowego rejestratora dźwięku z samolotu Jak-40. Od lipca Rosjanie nie przesłali dodatkowych materiałów, o które wnioskowali polscy śledczy.
Pracownia Analizy Mowy i Nagrań Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie wciąż pracuje nad zapisami kopii nagrań urządzeń obiektywnej kontroli pracy Grupy Kierowania Lotami Lotniska Smoleńsk Północny.
Trwają również prace nad analizą porównawczą tzw. zapisu referencyjnego, który został wykonany przez biegłych na bliźniaczym do rozbitego 10 kwietnia 2010 roku samolocie Tu-154M 102. Obecnie maszyna stacjonuje w Mińsku Mazowieckim.
Instytut pracuje też nad kopią nagrania pokładowego rejestratora dźwięku z samolotu Jak-40. Żadne z tych badań nie może być zakończone, bo ekspertom brakuje niezbędnych materiałów, będących w posiadaniu Rosjan.
Wprawdzie jeszcze w lipcu br. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie zwróciła się w uzupełniającym wniosku o pomoc prawną do Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej - o przesłanie potrzebnych materiałów, ale dotąd nie ma odpowiedzi.
- WPO w Warszawie nie otrzymała dotychczas wnioskowanych w ramach pomocy prawnej materiałów, wobec powyższego nie jest znany termin zakończenia prac biegłych z Pracowni Analizy Mowy i Nagrań Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie - mówi płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Okręgowej.
Dotąd wojskowa prokuratura otrzymała z IES jedną opinię fonoskopijną. Dotyczy ona odczytania cyfrowej kopii zapisu z rejestratora fonicznego CVR z samolotu Tu-154M. Dokument jest datowany na 3 grudnia 2011 roku.
Tymczasem zlecone krakowskim ekspertom analizy mogą mieć wpływ na ustalenie przebiegu wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku, w tym na ocenę pracy rosyjskich kontrolerów. Zarówno nagrania z samolotu Jak-40, jak i z wieży powinny pomóc w rozstrzygnięciu m.in. tego, w jakich okolicznościach miało paść, relacjonowane przez członków polskiej załogi oczekującej na płycie Siewiernyj, pozwolenie wieży na zejście Tu-154M do wysokości 50 metrów.
Nagranie z polskiego samolotu może też być przydatne w wyłączonym do odrębnego postępowania wątku obejmującym kwestię lądowania samolotu Jak-40.
Prokuratura bada, czy piloci lądowali poniżej warunków minimalnych, przy braku zgody kontroli naziemnej. Wcześniej sprawę badała już wojskowa komisja dyscyplinarna, która stwierdziła, że lotnicy podjęli decyzję o lądowaniu powyżej wysokości 100 m i procedur nie złamali.
Sama załoga relacjonowała, że uzyskała kontakt wzrokowy z ziemią powyżej wysokości decyzji oraz że w przekazywanych komunikatach w ogóle nie otrzymywała informacji o wysokości podstawy chmur. Ponadto komenda wieży nakazująca odejście załodze na drugi krąg - po tym jak kontrolerzy nie zauważyli nadlatującego samolotu - padła zbyt późno. Nie dość, że nie była ona usłyszana przez załogę, to zabrakło w niej określenia, jakiego samolotu dotyczy, i wbrew obowiązującym regułom nie została powtórzona.
Marcin Austyn