Wojna Donalda Trumpa z aborterami
Poniedziałek, 21 listopada 2016 (04:24)Blady strach padł na aborcyjną organizację Planned Parenthood po tym, jak Donald Trump zwyciężył w wyborach prezydenckich. Aborterzy błagają swoich zwolenników o wsparcie, gdyż – jak uważają – mogą nie przetrwać prezydentury Trumpa. Przypomnę, że kandydat Republikanów jest zadeklarowanym obrońcą życia i obiecał, że pozbawi instytucje aborcyjne dotacji z budżetu. Co więcej, chce, aby pisane w USA prawo uwzględniało prawo do życia osób nienarodzonych.
Planned Parenthood obraca miliardami dolarów. W całych Stanach jest kilka tysięcy punktów tej organizacji, w których pod płaszczykiem troski o kobiety i rodzicielstwo, promuje się antykoncepcję, hedonizm, seksualizuje, eutanazję i aborcję. Żaden z pracowników nie robi tego społecznie, a za naprawdę olbrzymie pieniądze.
Pieniądze te głównie pochodzą z budżetu państwa. Są to olbrzymie sumy wydane na sprawy, które nie przynoszą żadnych korzyści dla kraju. Co więcej, przynoszą jedynie szkodę społeczeństwu, bo raz, że Ameryka traci rocznie miliony niepowtarzalnych istnień ludzkich, a dwa to – syndrom poaborcyjny – który często dotyka kobiety. Panie są później hospitalizowane, a zmiany w ich psychice są nieodwracalne.
To są miliardy, które można przeznaczyć na pomoc osobom najbardziej potrzebującym – sierotom, głodującym na świecie, czy też tym krajom w których ludzie muszą pokonywać wiele kilometrów, żeby przynieść dzbanek wody. To nie tylko dotyczy Ameryki, ale w Polsce również mamy do czynienia z tą samą sytuacją, tylko w mniejszej skali. Co roku w polskich szpitalach odbywa się 1 tys. aborcji, a każda z nich, według wyliczeń NFZ, kosztuje 1,3 tys. zł. łatwo można wyliczyć, że powstaje z tego niemała suma.
W sprawie obrony życia mam więc wielkie nadzieje co do prezydentury Donalda Trumpa. Jest to osoba wyjątkowo konkretna, która mówi wprost, co jest czarne, a co białe. Dlatego sądzę, że on naprawdę nie kłamie, składając deklarację co do zmian w prawie i wyrażając gotowość do walki z procederem aborcji. Ostatnia kampania pokazała, że ma w sobie tyle determinacji, że to zrobi. I to jest dopiero „dobra zmiana”.
Na współczesnej Ameryce ciąży skaza wstydu za wieki niewolnictwa. Ludzi różnych ras zmuszano do niewolniczej pracy, pozbawiając ich praw podstawowych. Toczono też wstrząsające dyskusje na temat: czy człowiek jest człowiekiem. Dopiero ostatnie lata to likwidacja różnic rasowych. Amerykanie wstydzą się za niewolnictwo i uważają je za skandal i takim samym skandalem jest zabijanie dzieci nienarodzonych.
Dobrze, że Donald Trump zwrócił uwagę na ten problem. Wydawało się, że świat zachodni jest zabetonowany i jakiekolwiek zmiany w prawie, tak aby chroniło życie, są na razie niemożliwe, dlatego też cieszy mnie pojawienie się na scenie politycznej Donalda Trumpa. USA jest mocarstwem, więc w ślad za nim powinny pójść kolejne kraje, w tym nasz.
Jacek Kotula