• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Koncert Biało-Czerwonych

Piątek, 11 listopada 2016 (23:43)

Polscy piłkarze po fantastycznym występie – być może najlepszym za kadencji Adama Nawałki – pokonali w Bukareszcie Rumunię 3:0 w meczu grupy E eliminacji mistrzostw świata.

Biało-Czerwoni spodziewali się trudnej przeprawy – i trudna była. Zgodnie z przypuszczeniami Rumunii prowokowali, faulowali, urządzali polowanie na kości naszych reprezentantów. Wywoływali małą wojenkę, licząc na to, że Polacy się pogubią, nie podejmą rękawicy. Swoje trzy grosze dokładali kibice, których skandaliczne zachowanie omal nie doprowadziło do przerwania pojedynku. W 54. minucie rzucona przez jakiegoś idiotę petarda wybuchła w pobliżu Roberta Lewandowskiego, ogłuszając naszego kapitana. Polak padł na murawę jak gromem rażony, długo się z niej nie podnosił. Nie było wiadomo, czy będzie w stanie kontynuować grę, na szczęście wrócił na boisko.

Wspominamy o aspektach mało sportowych – faulach, prowokacjach, petardach. Innych zagrożeń za strony Rumunów bowiem nasi nie doświadczyli, może poza krótkim fragmentem drugiej połowy, bo rozegrali fantastyczny mecz, niemal przez cały czas mając go pod kontrolą. Pod względem taktyki i realizacji założeń, pod względem piłkarskiej mądrości, pod względem mentalnym, pod względem waleczności i włożonego serca – Polacy zanotowali popisowe zawody. Bodaj najlepsze za kadencji Nawałki i jedne z najlepszych w XXI wieku.

Ogromny wpływ na taki stan rzeczy miała z pewnością szybko zdobyta bramka. W 11. minucie Kamil Grosicki przeprowadził solowy rajd, którego nie powstydziłby się Lionel Messi. W pełnym biegu minął i oszukał czterech-pięciu rywali, po czym niesamowicie huknął, a potężnie uderzona piłka odbiła się od poprzeczki i zatrzepotała w siatce. To był gol marzenia, gol „stadiony świata”. Wydawało się, że Rumunii rzucą się do ataków, ale Polacy im na to nie pozwolili. Zbudowali przed własnym polem karnym mur, którego gospodarze nijak nie potrafili pokonać. Tylko jeden jedyny raz Łukasz Fabiański został zmuszony do interwencji – i udowodnił, że jest bramkarzem, na którego można stawiać w ciemno. Biało-Czerwoni wyprowadzali przy tym groźne kontry. Bliski szczęścia był Jakub Błaszczykowski, Rumuni bili na alarm po kolejnym rajdzie Grosickiego.

Do przerwy wynik się nie zmienił, na początku drugiej połowy Polacy za bardzo się cofnęli. Rywale mocniej przycisnęli, w poczynania wojowników Nawałki wdarł się mały chaos, na szczęście ten stał trwał co najwyżej kilkanaście minut. I co ważne – nawet wtedy nasi nie pozwolili gospodarzom na stworzenie jakiejś stuprocentowej sytuacji. Wielka w tym zasługa rozgrywającego kapitalne, niemal perfekcyjne zawody Łukasza Piszczka, bezbłędnego w defensywie i szalenie groźnego w ofensywie.

Po słabszym fragmencie Polacy uspokoili grę. Dramatyczna sytuacja z Lewandowskim dodatkowo ich zmotywowała i paradoksalnie napełniła ich jeszcze większą pasją i sercem. Każdy z naszych piłkarzy dawał z siebie dosłownie wszystko, każdy walczył na 110 procent. Mądrze, nie dając się sprowokować przeciwnikom. W 82. minucie świetnie zachował się wprowadzony na boisko chwilę wcześniej Łukasz Teodorczyk, który zgrał piłkę do Lewandowskiego, a ten wpadł w pole karne i silnym strzałem podwyższył na 2:0! W tym momencie stało się jasne, że nasi w Bukareszcie zwyciężą, ale oni chcieli jeszcze więcej. W 90. minucie „Lewy” został nieprzepisowo powstrzymany w szesnastce, po chwili sam podszedł do piłki i wymierzył karę. 3:0!

Biało-Czerwoni po trzy punkty sięgnęli w wielkim stylu – i to nie przesada, pod niemal każdym względem zdając na celująco egzamin. Jakby tego było mało, zostali liderami tabeli grupy E. Czarnogóra, która do tej pory wyprzedzała ich lepszym bilansem bramkowym, doznała bowiem sensacyjnej porażki 2:3 z Armenią. Prowadziła do przerwy 2:0, a nie wywalczyła nawet punktu, decydującą bramkę tracąc w ostatniej akcji meczu. W trzecim spotkaniu niespodzianki już nie było, Dania wysoko pokonała Kazachstan 4:1.

W tabeli nasi mają trzy punkty więcej od Czarnogóry i cztery więcej od Danii.

Rumunia – Polska 0:3 (0:1). Bramki: Kamil Grosicki (11.), Robert Lewandowski (82., 90. – karny). Sędziował: Damir Skomina (Słowenia). Widzów: 48 531.

Rumunia: Ciprian Tătărușanu – Romario Benzar, Vlad Chiricheș, Dragoș Grigore, Alin Toșca – Adrian Popa (46. Florin Andone), Răzvan Marin, Ovidiu Hoban (46. Andrei Prepeliță), Nicolae Stanciu (82. Claudiu Keșerü), Alexandru Chipciu – Bogdan Stancu.

Polska: Łukasz Fabiański – Łukasz Piszczek, Kamil Glik, Michał Pazdan, Artur Jędrzejczyk – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Karol Linetty (70. Krzysztof Mączyński), Piotr Zieliński (80. Łukasz Teodorczyk), Kamil Grosicki (89. Sławomir Peszko) – Robert Lewandowski.

 

 

 

 

 

Piotr Skrobisz