• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Putin jest wyrachowanym graczem

Piątek, 4 listopada 2016 (03:28)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Brytyjski Financial Times radzi rosyjskim oligarchom odsunąć Władimira Putina od władzy. Czy i na ile jest to realne?

– Odsunięcie Putina od władzy przez oligarchów rosyjskich jest absolutne nierealne, z kilku powodów. Po pierwsze, Putin ma rzeczywiste poparcie co najmniej 60 proc. wyborców, po drugie, to on kontroluje oligarchów w Rosji. Kolejna sprawą jest to, że dla Rosjan oligarchowie rosyjscy, którzy walczą o władzę w tym kraju, a mieszkają poza granicami Rosji są traktowani przez społeczeństwo bardzo podejrzliwie. Proszę też zwrócić uwagę, że Putin w ostatnich latach zlikwidował w Rosji większość instytucji zachodnich mających na celu „promowanie demokracji”. W tej sytuacji sam jest „sterem i okrętem”.      

Jak zatem wygląda mechanizm funkcjonowania współczesnej Rosji?

- Rosja to część historycznego Bizancjum, gdzie wspólnota ma większe znaczenie niż prawa jednostki, jak to ma miejsce w przypadku cywilizacji Zachodu. Rosja ma – owszem – bieżące problemy z finansowaniem wydatków bieżących, ale jednocześnie ma poniżej 10 proc. zadłużenia wewnętrznego i międzynarodowego, nie mówiąc o gigantycznych rezerwach złota. Dodatkowo rosyjski system administracyjny ma charakter quasi-wojskowy, czyli on nie dokona radykalnych zmian. Rosjanie także mają w pamięci upokorzenia związane z upadkiem Związku Radzieckiego. To wszystko sprawia, że w okresie krótkoterminowym złudzenia co do dezintegracji Rosji są naiwnością. 

Jakie miejsce czy też jaką rolę odgrywają rosyjscy oligarchowie?

– Tak jak wspomniałem, to Putin kontroluje oligarchów w Rosji, i to on decyduje, kto jeszcze może być oligarchą. Zaś oni sami zdają sobie sprawę, iż próba sięgnięcia po władzę w Rosji skończy się dla nich tak jak kariera Borisa Bieriezowskiego czy Michaiła Chodorkowskiego. Konkludując, na Ukrainie to oligarchowie decydują o tym, kto rządzi państwem, natomiast w Rosji to system aparatu siłowego decyduje o tym, kto może być oligarchą.

Czy w tej sytuacji czas rosyjskich oligarchów już minął…?

– Z całą pewnością nie. Oligarchowie będą zawsze. Każde państwo z czasem wytwarza klasę ludzi bardzo zamożnych, rządnych władzy, którzy wskazują odpowiednich ludzi na stanowiska, bądź wspierających władzę. To nic innego jak pewna symbioza. I dotyczy to również Rosji. Oczywiście w systemie zachodnim musi to być bardziej przejrzyste, ale na Wschodzie jest to związane ze współpracą z władzą. Zresztą dotyczy to nie tylko Rosji, ale także np. Chin.

Putin wykorzystał pieniądze oligarchów do zbudowania swojej pozycji…?

– Przeciwnie, to rosyjski aparat siłowy stworzył mechanizmy przepływu środków poprzez oligarchów dla utrwalania obecnej władzy. Jest to układ bardzo silnie powiązany ze sobą. Jest też wyraźny podział ról, tzn. oligarchowie znają swoje miejsce w szeregu i nie mogą się angażować w walkę o wpływy w Rosji.

Czy to, że miliony Rosjan żyją w biedzie, to „zasługa” oligarchów, czy Putina, a może jedno i drugie…?

– Faktem jest, że sfera ubóstwa w Rosji jest bardzo duża. Jednak należy pamiętać, iż nikt tam nie głoduje. Co więcej, państwo rosyjskie w sposób istotny wspiera rodziny wielodzietne. Biedy Rosjan nie należy porównywać do biedy Ukraińców czy Mołdawian, których miliony emigrują zarobkowo do Rosji. Zatem w Rosji jest rynek pracy, natomiast bieda jest ograniczana do pewnych regionów tego kraju.

Co sprawia, że Putin wciąż utrzymuje się przy władzy?

– Putin na nowo obudził w Rosjanach poczucie dumy, co więcej – wlał w nich nadzieję na odbudowę pozycji kraju na arenie międzynarodowej. I tak po latach upokorzeń z czasów rządów Jelcyna dzisiejsza Rosja jest w stanie przeciwstawić się polityce Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych czy Chin. Poza tym Rosja z państwa surowcowego doszła do poziomu kraju mogącego poszczycić się najwyższymi na świecie technologiami w przemyśle zbrojeniowym. I jeżeli będzie w stanie narzucić światu swoje władanie na Antarktydzie i przełożyć technologie ze zbrojeń na życie cywilne, to wówczas do rozwiązania pozostanie jej tylko jeden problem. Chodzi o odwrócenie trendów i poprawienie demografii, a więc stosunku ludności do terytorium przy gwałtownie rosnącej populacji świata.

Jak ocenia Pan skuteczność Putina w rozgrywaniu Zachodu…?

– Putin jest wyrachowanym graczem. To nie jest watażka tak jak to niektórzy próbują przekonywać, ale Putin to osoba, która podejmuje decyzje w oparciu o analizy dziesiątków instytutów naukowych pracujących w zakresie problemów geopolitycznych, gospodarczych i strategii wojskowej. W tym znaczeniu Rosja jest podobna do Chin. Zresztą obu państw przez lata nie doceniano na Zachodzie, co się teraz mści.

Rosja usiłuje, ale czy jest w stanie zdemontować NATO…?

– Rosji nie chodzi o zdemontowanie NATO, ale o podważenie roli Stanów Zjednoczonych w świecie. Bez Stanów Zjednoczonych NATO nie ma większego znaczenia jako potęga militarna. Dlatego też Moskwa nie stara się konfrontować w pojedynkę z Waszyngtonem, ale robi to, działając w grupie państw, które nie są zadowolone z roli, jaką obecnie odgrywają w świecie Stany Zjednoczone, czyli w ramach BRICS – sojuszu gospodarczego i politycznego takich państw, jak: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA. 

Czy w odpowiedzi na wzmocnienie wschodniej flanki NATO Rosja Putina może użyć taktycznych ładunków jądrowych podczas konfliktów lokalnych?

– Moim zdaniem nie. Użycie broni jądrowej będzie zawsze zakwalifikowane jako rozpoczęcie konfliktu jądrowego. A tego w zaprojektowanym krótkim czasie nikt już nie zatrzyma. Koszty takich działań są nie do zaakceptowania dla stron konfliktu. Broń jądrowa zawsze będzie bronią ostateczną, a w wojnach pośrednich ciągle będzie w użyciu broń klasyczna i nowe technologie.

Kto i dlaczego z punktu widzenia Putina byłby lepszym przyszłym prezydentem Stanów Zjednoczonych?

– Na pewno Donald Trump, gdyż Hillary Clinton reprezentuje dotychczasowy układ, który jest nastawiony konfrontacyjnie wobec Rosji. Według Moskwy, Hillary Clinton i układ, który reprezentuje, próbuje ograniczyć Rosji sferę jej wpływów, co dla Kremla jest nie do przyjęcia.

Proszę powiedzieć, czy dla Zachodu korzystniejsze byłoby „wyautowanie”, czy paradoksalnie utrzymywanie się Putina na stanowisku prezydenta Rosji?

– Putin jest tylko elementem dominującego układu siłowego w Rosji. Oczywiście zawsze należy się zastanowić, czy następca Putina nie byłby jeszcze większym jastrzębiem polityki. Proszę zwrócić uwagę, że przez dekadę Zachód walczył z prezydentem Łukaszenką na Białorusi. Teraz zdając sobie sprawę, że właściwie nie ma mechanizmów, aby go zneutralizować, próbuje się z nim dogadywać. Tym bardziej nie ma takich mechanizmów, które pozwoliłyby odpowiedzieć na pytanie, jaka może być Rosja po Putinie.

Gdzie w tej sytuacji jest kres władzy Putina?

– Należy zadać inne pytanie, a mianowicie, o co chodzi Putinowi w tej grze, którą prowadzi? Moim zdaniem, chodzi mu o upodmiotowienie Rosji jako elementu nowego wielobiegunowego układu światowego bezpieczeństwa. Władimir Putin wie, że jego taktyczny sojusz z Pekinem jest czasowy. Chiny za pewien czas mogą stać się realnym zagrożeniem dla dotychczasowego układu sił w świecie, a wówczas Rosja dla Zachodu może ponownie stać się naturalnym sojusznikiem.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki