• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

W sidłach genderyzmu

Czwartek, 3 listopada 2016 (20:51)

Z Andreą Williams, brytyjskim prawnikiem, dyrektorem wykonawczą Chrześcijańskiego Centrum Prawnego, rozmawia Piotr Falkowski

Kolejne zmiany prawa w Wielkiej Brytanii pokazują, że sytuacja w kwestii obrony tradycyjnych wartości raczej się pogarsza. Zalegalizowano związki homoseksualne, młodzież jest poddawana bardzo silnej indoktrynacji w szkołach, prowadzone są eksperymenty genetyczne na ludzkich embrionach.

– Tak. I wprowadzono kary dla tych, którym się to nie podoba. Nie chodzi tylko o tzw. prawa homoseksualistów, ale masowe niszczenie rodziny. Prawo promuje nowy kształt międzyludzkich relacji, przy którym społeczeństwo jest skazane na upadek. Państwo, żeby zmusić do nowego sposobu myślenia i bycia, karze tych, którzy wierzą w prawdziwą rodzinę, w której jest mąż i żona, ojciec i matka. Jeśli ktoś nie myśli tak, jak chce państwo, musi być w pewien sposób wyeliminowany. Na przykład nauczyciel, który nie zamierza stać po stronie nowej państwowej ortodoksji, musi stracić swoją pracę.

Czy to dotyczy też bardzo licznej w Zjednoczonym Królestwie społeczności muzułmańskiej?

– Nie. Może to dziwne, ale prawdziwe. Muzułmanie są lobby, którego się boją tak jak homoseksualistów. Jedni i drudzy budzą strach i dlatego są uprzywilejowani. A naród, zwykli ludzie są cicho, spuszczają głowy, są zastraszeni. W naszych szkołach dzieci są od małego nauczane, że to jest normalne. Od początku wmawia się im, że płeć jest płynna, miłość jest płynna, można mieć „rodzinę” na wiele sposobów, a układ między mężczyzną i kobietą jest tylko jednym z wielu możliwych.

Technologia podmiany mitochondriom komórki jajowej spowodowała, że możliwe jest poczęcie dziecka mającego troje genetycznych rodziców. Właśnie Wielka Brytania jako pierwsza do-puściła taką procedurę.

– Gdy małżeństwo i rodzina nie są rozumiane, nie ma znaczenia normatywnego prawda, że związek płciowy mężczyzny i kobiety istnieje przede wszystkim dla ich dzieci, nagle wszystko staje się kwestią indywidualnych praw. Także posiadanie dziecka staje się indywidualnym prawem człowieka, a technologie reprodukcyjne na to pozwalają.

Jak to wszystko się mogło stać w dość tradycyjnym społeczeństwie brytyjskim?

– Myślę, że jest to ostrzeżenie dla każdego innego kraju, by nie iść tą drogą. To kompletny prawny, społeczny i kulturowy chaos. Nasze społeczeństwo nie jest szczęśliwe. Jemu ten program narzucono, ludzi zmuszono do dostosowania się i wprowadzono kary dla nieposłusznych. Ale nie jesteśmy zadowoleni z tej rewolucji.

Jeśli jednak Brytyjczycy na to pozwolili, ich tożsamość musiała być słaba.

– Została osłabiona odrzuceniem wartości. Bardzo ważną rzeczą jest to, że naród wybiera, w co wierzy. Nasza tradycja prawna jest tradycyjnie zakorzeniona w wartościach chrześcijańskich, począwszy od Magna Charta, i jasno wskazuje na godność człowieka stworzonego na obraz Boga. To odnosi się też do małżeństwa, w którym obowiązują szacunek i uznanie wolności drugiej strony. Ale Wielka Brytania odrzuciła chrześcijaństwo, przyjmując radykalnie świecką koncepcję praw człowieka, która prowadzi nas do chaosu i zagubienia. Teraz trudno stwierdzić, co należy robić, jest wiele różnych praw, a każdy ma inny pomysł na społeczeństwo. Te pomysły konkurują w przestrzeni publicznej, co jest źródłem wielkiego zamieszania i braku efektywności sfery publicznej.

Zatem uważa Pani, że nie da się obronić naturalnej rodziny i tradycyjnych wartości bez kryterium nadprzyrodzonego?

– Właśnie. Myślę, że historia dowodzi, iż społeczeństwa, które rozkwitają, to te, które wierzą w wartości chrześcijańskie i przykazania. Wzrastają społeczeństwa wolne. Popatrzmy na kraje islamskie – one nie są ani wolne, ani się nie rozwijają, chociaż są religijne. Także państwa świeckie, czego przykładem był komunizm, nie mogą się rozwijać. Chrześcijaństwo prowadzi do wolności i do wzrostu we wszystkich dziedzinach. My, jeśli nie nastąpi radykalna zmiana, niedługo będziemy biednym, podzielonym narodem. Myślę, że politycy i prawodawcy muszą stawić opór rewolucji seksualnej.

Jak można pomóc ludziom represjonowanym, na przykład właścicielom hoteli, których ukarano za odmowę wynajęcia sali na gejowskie „wesele”?

– Przede wszystkim musicie się upewnić, że coś takiego nie może się wydarzyć w waszych krajach. Oczywiście konieczny jest nacisk na brytyjski rząd na forum międzynarodowym. Brytyjczycy muszą zobaczyć, że są kraje, które nie wpadły w sidła programu gender, że to, co się dzieje, nie jest wcale postępowe, ale wstecznicze i formuje państwo przymusu. Polacy po doświadczeniu komunizmu wiedzą, co znaczą represje, brak wolności słowa. Wy jesteście wrażliwi na przejawy ograniczania waszych praw i wolności i potraficie odróżnić prawdziwe prawa człowieka od ideologii. W Wielkiej Brytanii nie dorastaliśmy w takim systemie, więc nie zdajemy sobie sprawy, co się dzieje, aż nagle jest za późno.

Jaki wpływ na sytuację w tym względzie będzie miało wyjście z Unii Europejskiej?

– Myślę, że to nie jest jeszcze całkowicie rozstrzygnięte. Jednak Brexit wydaje mi się szansą. Bo rząd został zmuszony, by bardziej słuchać społeczeństwa. I w pewnych sporach to może być dobre. Dotąd wiele zmian było wprowadzanych w ten sposób, że rząd powoływał się na Europę. Zwykle mówiono, że „musimy, bo Bruksela tak każe”. Teraz nie będą mogli. Z drugiej strony poza UE nie będzie szansy odwołać się do zasad europejskich w innych kwestiach, na przykład wolności religijnej. Do tego potrzeba odważnych liderów, wielkich polityków, a także przywódców religijnych. U nas Kościół Anglii po prostu się poddał i to stało się nie z powodu wiernych, ale słabości kierownictwa. Kościół w Polsce musi być mocny wiarą w biblijną prawdę o małżeństwie i rodzinie.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski