Modelowa przeciwskuteczność
Środa, 2 listopada 2016 (05:32)Prezydent Duda, jako jeden z nielicznych polityków, naprawdę chciał pomóc frankowiczom, a dziś jest przez ich liderów odsądzany od czci i wiary. Nie zasłużył na to.
Od dawna apelowałem, by rozmowy o rozwiązaniu problemu walutowych kredytów hipotecznych toczyły się przy „trójkątnym stole”, to znaczy z udziałem banków, samych zadłużonych oraz przedstawicieli władzy. Jeśli spokojnie przyjrzeć się sprawie, interes wszystkich zainteresowanych jest bowiem wspólny. To spokój, stabilizacja i minimalizowanie ewentualnych strat wynikających z czynników zewnętrznych, na które nikt w Polsce nie ma wpływu.
Prezydent, mimo iż wspomnianego mebla w żadnej z sal jego pałacu nie ustawiono, próbował trzymać się podobnej formuły i szukać rozsądnego kompromisu. Wsłuchiwał się w argumenty obu stron. Brał pod uwagę szeroki kontekst społeczno-ekonomiczny i długi horyzont skutków swojej ewentualnej inicjatywy legislacyjnej. Wyraźnie nie chciał, by rozwiązanie jednego problemu zrodziło w przyszłości kolejny, znacznie większy.
Brak elastyczności i woli porozumienia ze strony frankowych radykałów (zapewne zresztą nieznacznej, tyle że najgłośniejszej części wszystkich walutowych kredytobiorców) doprowadził jednak do sytuacji, w której prezydent, zamiast podziękowań za swoją postawę, otrzymuje dziś polityczne i medialne ciosy niemal od wszystkich. Nie zdziwię się zatem, jeśli opracowany w jego kancelarii projekt rozmyje się w Sejmie i ostatecznie przepadnie. Dwóm pozostałym – skrajnemu autorstwa klubu Kukiz’15 i obłudnemu Platformy Obywatelskiej – nie wróżę i nie życzę powodzenia.
Summa summarum, znani liderzy środowisk frankowych, nieugięcie walczący o pełne zwycięstwo, mogą zostać z niczym. Czy to źle? W ich subiektywnej ocenie, zapewne tak. Ale już w świetle opinii NBP i KNF, mówiących o braku ryzyka systemowego związanego z kredytami walutowymi, czy w odniesieniu do sytuacji uczciwie spłacających swoje raty (często jeszcze wyższe, w wyniku różnicy stóp procentowych) złotówkowiczów, chyba jednak niekoniecznie.
Jeśli ktoś chciwie i naiwnie liczył na uznanie jego długu za złotówkowy, ale oprocentowany jak w Szwajcarii, to słusznie się przeliczy. Takie cuda nie tylko filozofom się nie śniły.
Dr Marian Szołucha