Boniek nadal u steru PZPN
Piątek, 28 października 2016 (18:22)Wynik wyborów na prezesa PZPN był formalnością i niczego w tej kwestii nie zmieniały „groźby” jednego z dwóch kandydatów, Józefa Wojciechowskiego. Wygrał ten, kto wygrać miał – Zbigniew Boniek.
Jedyne, co przed dzisiejszym Walnym Zgromadzeniem Sprawozdawczo-Wyborczym stanowiło niewiadomą, to zachowanie Wojciechowskiego i jego sztabu. Niektórzy obawiali się, że panowie mogą wybory zamienić w mały cyrk, wprowadzić zamieszanie, chaos i faktycznie, przez moment wydawało się, że tak być może. Jeszcze na chwilę przed rozpoczęciem zjazdu dwóch stronników stołecznego biznesmena, Cezary Kucharski oraz Radosław Majdan, obwieścili, iż „Boniek gra nie fair”. Mieli na myśli krytykowany przez obóz Wojciechowskiego system głosowania (za nic w świecie nie wyrażał zgody na tzw. maszynki, jego zdaniem niegwarantujące głosującym pełnej tajności) oraz niewielką liczbą osób towarzyszących, z którymi właściciel i przewodniczący rady nadzorczej firmy J.W. Construction Holding S.A. może wejść na salę. Kandydat chciał wprowadzić tam dziewięć, PZPN zgodził się na dwie.
Jeszcze przed zjazdem Wojciechowski i jego stronnicy grozili, iż jeśli Związek nie zgodzi się na zmianę systemu głosowania – w wyborach udziału nie weźmie. Delegaci faktycznie nad tym problemem się dziś pochylili. Jeden z nich, Janusz Hańderek z Małopolskiego ZPN złożył wniosek o głosowanie kartami i wrzucanie ich do urny. Argumentował, że zapewniłoby to całkowitą tajność wyborów i ucięłoby wszelkie spekulacje na ten temat. Jego pomysł, miażdżącą liczbą głosów, jednak przepadł. Za opowiedziało się 18 delegatów, jeden się wstrzymał, a przeciw – aż 93. W ten sposób utrzymano metodę elektroniczną.
Wojciechowski opuścił wówczas salę.
– Gdyby głosowanie nad wnioskiem pana Hańderka było tajne, może sala opowiedziałaby się inaczej. Ale tutaj każdy widział, kto podnosi rękę – stwierdził.
Wydawało się nawet, że nie wystartuje w wyborach, ale do tego nie doszło. Szans z Bońkiem nie miał jednak żadnych. Otrzymał tylko 16 głosów, a urzędujący prezes aż 99. W ten sposób, już w pierwszej rundzie, poznaliśmy ostateczne wyniki, wyniki, których chyba wszyscy się spodziewali.
– Szczerze mówiąc, nie byłem zaskoczony tym, że Józef Wojciechowski wyszedł z sali. Myślałem, że wycofa się wcześniej. Wczoraj wieczorem przedstawiciele jego sztabu mówili, że ma 70-80 głosów. Jeśli ktoś tyle ma, nie interesuje go sposób głosowania. Troszeczkę ośmieszyli się ci, którzy myśleli jeszcze, że znaczą coś w polskiej piłce. Tak naprawdę pana Józefa jest mi nawet szkoda. Tak jednak jest, gdy ktoś mówi słabemu piłkarzowi, że potrafi grać. Otoczyli go ludzie, którzy mu coś wmówili - powiedział Boniek.
Nie chciał jednak odpowiedzieć na pytanie, czy choćby przez moment obawiał się o wynik wyborów.
Nowy-stary prezes przypomniał, iż prawie każdy, kto wychodził z PZPN – może poza Michałem Listkiewiczem – miał połamane nogi.
– Ja jestem człowiekiem, który coś osiągnął w futbolu, który jest znany na całym świecie, więc te połamane nogi bardzo by mi przeszkadzały. Przez najbliższe cztery lata możecie zatem być pewni, że zrobimy wszystko, by podążać we właściwym kierunku. Mamy wiele rzeczy do zrobienia, choćby w kwestii szkolenia czy edukacji w kwestii kultury fizycznej wśród dzieci i młodzieży. Ona musi być naprawdę wysportowana, jeśli chce coś w sporcie osiągnąć. Beneficjentem tego, co teraz robimy, będzie następne pokolenie – podkreślił Boniek.
Dziś zostali wybrani również wiceprezesi PZPN. Zostali nimi Eugeniusz Nowak, Marek Koźmiński, Andrzej Padewski, Cezary Kulesza i Jan Bednarek. Trzech pierwszych, zgodnie ze statutem, zaproponował Boniek. Nowak będzie zajmował się sprawami organizacyjno-finansowymi, Padewski zagranicznymi oraz relacjami z samorządami, Koźmiński będzie wiceprezesem ds. szkoleniowych, Kulesza będzie odpowiedzialny za futbol profesjonalny, a Bednarek – amatorski.
Piotr Skrobisz