Będziemy przygotowywać nową ofertę
Wtorek, 25 października 2016 (21:23)Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Świdniku, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Obserwujemy spektakl, w którym Platforma wylewa krokodyle łzy, nie mogąc się pogodzić z zakończeniem negocjacji z Airbus Helicopters. Czy dla Pana ten cały przetarg był zrozumiały, transparentny?
– Przetarg był o tyle zrozumiały czy uzasadniony, że Wojsko Polskie rzeczywiście potrzebuje nowoczesnych helikopterów. Wymusza to sytuacja geopolityczna i wydarzenia za naszą wschodnią granicą. Natomiast wybór jednej platformy śmigłowcowej, a więc jednego śmigłowca dla wszystkich rodzajów wojsk, był błędem poprzedniej ekipy rządowej. I co do tego chyba nikt nie ma dziś wątpliwości. Stąd obecny rząd miał prawo zakończyć całe postępowanie bez wyłonienia dostawcy sprzętu i rozpisanie przetargu od początku. Platforma Obywatelska oczywiście nie może się pogodzić z tym faktem. Sądzę jednak, że dzisiaj jest dobry czas, żeby odpowiednie służby wyjaśniły całą tę procedurę do spodu, tak jak to zostało zapowiedziane. Zbyt dużo wątpliwości, podejrzeń i niejasności narosło wokół tego przetargu, żeby przejść nad tym do porządku dziennego. Najwyższy czas, żeby pokazać kulisy rządzenia poprzedniej ekipy i wyborów także przetargowych o znaczeniu strategicznym dla Polski, jakie podejmował rząd koalicyjny PO – PSL.
Minster Macierewicz w jednym ze swoich ostatnich wywiadów powiedział, że wymagania dopasowywano tak, aby tylko oferta francuska mogła je spełnić…
– Takie podejrzenia były już wcześniej, docierały również do nas w czasie całej tej procedury przetargowej. Rzeczywiście, zmiany, jakich dokonywano już w trakcie trwania procesu przetargowego, preferowały ofertę francuską, co było nie tylko dziwne, ale wręcz bulwersujące. I o tym mówiliśmy otwarcie. Niestety ze swoimi uwagami czy nawet protestami odbijaliśmy się niczym od ściany.
W wypowiedzi dla „Wiadomości” TVP stwierdził Pan, że PZL Świdnik zostały niejako zmuszone przez poprzednią ekipę do składania oferty offsetowej. Co konkretnie miał Pan na myśli, formułując taką tezę?
– Firma, która jest zarejestrowana w KRS w Polsce, a dodam, że my naszą ofertę do przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii składaliśmy jako PZL Świdnik, nie powinna mieć postawionego wymogu zobowiązującego do offsetu. Przypomnę tylko, że offset dotyczy podmiotów zagranicznych. W przypadku konsorcjum Airbus Helicopters czy konsorcjum Sikorsky International Operations Incorporation, Sikorsky Aircraft Corporation oferty były składane nie przez podmioty zarejestrowane w Polsce, ale za granicą. Natomiast my składaliśmy swoją ofertę nie jako AgustaWestland, ale jako PZL Świdnik. W tej sytuacji w naszym przypadku nie powinno być tego wymogu, który nakładałby na nas zobowiązania offsetowe. Jednak w toku procedury przetargowej musieliśmy taką ofertę offsetową złożyć. Taki był wymóg postawiony przez poprzednie kierownictwo MON i ten warunek spełniliśmy.
Coś w tym postępowaniu było jednak na rzeczy, skoro PZL Świdnik wytoczyły Inspektoratowi Uzbrojenia MON proces, domagając się unieważnienia przetargu?
– To wszystko prawda. Stąd też w naszym pozwie sądowym jako jeden z powodów był wymieniony fakt, o którym przed chwilą powiedziałem, iż zostaliśmy zmuszeni do złożenia oferty offsetowej. Ponadto w trakcie „majstrowania” przy postępowaniu przetargowym zmieniono wymóg serwisowania sprzętu. Zakładał on, że zakupione przez naszą armię śmigłowce zgodnie z umową dotyczącą obsługi, napraw, remontów, modernizacji będą serwisowane w Polsce. Natomiast pierwotnie w umowie z Airbus Helicopters tego wymogu nie było. Pojawił się dopiero po podpisaniu umowy między konsorcjum Airbus Helicopters a Wojskowymi Zakładami Lotniczymi nr 1 w Łodzi, gdzie miało się to serwisowanie odbywać. To też jest element świadczący o niejasnościach, a zarazem potwierdzający brak przejrzystości w tym postępowaniu przetargowym. W momencie, kiedy Airbus Helicopters podpisał umowę z Wojskowymi Zakładami Lotniczymi nr 1 w Łodzi, również PZL Świdnik oraz PZL Mielec, w związku ze zmianą wymogu, musiały takie umowy z łódzkimi zakładami podpisać.
Czyli minister Macierewicz ma rację, mówiąc, że wymogi czy też warunki tak formułowano, żeby dopasować je właśnie pod francuskiego Airbusa?…
– Nie inaczej. Sądzę jednak, że minister Antoni Macierewicz jako szef MON ma dostęp do znaczniej szerszej bazy materiałów i dokumentów niż wiedza, jaką dysponujemy my jako związkowcy. Przypomnę, że całość tego przetargu była niejawna, ale tak czy inaczej nawet te szczątkowe informacje, jakie zza kulis do nas docierały – jako do strony społecznej – dziś znajdują potwierdzenie w słowach właśnie ministra Macierewicza.
Teraz śledczy mają przeanalizować, czy z tym przetargiem wszystko było zgodne z prawem. Czy zaskakuje Pana fakt, że zbadania sprawy chce także Platforma?
– Nie jest to dla mnie zaskoczenie. Uważam, że jest to element czegoś, co nazwałbym obroną przez atak. To nic innego jak gra, która, jak widzimy, toczy się przy kamerach telewizyjnych czy na łamach gazet przez wszystkie strony. Nie wnikając jednak zbyt głęboko w politykę – uważam, że całej sprawie wokół śmigłowców dobrze zrobi, jeśli odpowiednie służby zbadają i przeanalizują cały ten proces od początku do końca. Wówczas okaże się, czy te nasze podejrzenia były słuszne, a winni ewentualnych zaniedbań poniosą karę.
Jako strona społeczna przedstawiciele związków zawodowych byli blisko tego przetargu. Czy, Pana zdaniem, ten proces mógł być ustawiony?
– Trudno wyrokować, zanim sprawa zostanie zbadana, o ile w ogóle zostanie. Niewykluczone jednak, że coś było na rzeczy. Świadczą o tym fakty, które nagle zaczęły się zbiegać w czasie. Mam tu na myśli zarówno sprawę wyboru przez polski rząd caracali, sprawę okrętów Mistral, jak i poparcie Francji dla kandydatury Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Mówiliśmy o tym jeszcze podczas trwania przetargu, bo to budziło nasze podejrzenia czy obawy. Trzeba przyznać, że to wszystko układa się w jedną logiczną całość, ale czy tak rzeczywiście było, niech to zostanie wyjaśnione, nie będzie łatwo, ale może się uda.
Jak odczytać wypowiedź byłego szefa MON Bogdana Klicha, który uważa, że rządowi potrzeba pieniędzy na Obronę Terytorialną, którą nazwał „weekendowym wojskiem”, dlatego zrezygnował z zakupu caracali?
– Nie wierzę w takie scenariusze budowane zwłaszcza przez ludzi, którzy sprawując najwyższe urzędy, niczym dobrym nie zasłużyli się dla polskiej obronności, a dzisiaj formułują takie czy inne zarzuty wobec innych. O takich ludziach najlepiej świadczą ich czyny. Jednak przechodząc do meritum, to nie wierzę w takie insynuacje czy sugestie stawiane przez polityków Platformy, przecież MON nie zrezygnował w ogóle z zakupów helikopterów dla polskiego wojska, ale zrezygnował jedynie z zakupu tych konkretnych śmigłowców caracal. Co więcej, MON wysłało już zaproszenia i to do wszystkich trzech firm, które brały udział w poprzednim postępowaniu. Takie zaproszenie otrzymały też PZL Świdnik, co mogę potwierdzić i będziemy przygotowywać nową ofertę dla wojska. Powiem raz jeszcze – te opowieści dziwnej treści i cała ta atmosfera, którą wokół przetargu tworzy m.in. były minister Bogdan Klich, nie mają żadnego potwierdzenia w faktach. Plany zakupowe śmigłowców przygotowane przez MON są i nic mi nie wiadomo, żeby cokolwiek się zmieniło w tym zakresie.
Jak ocenia Pan szanse PZL Świdnik w nowym rozdaniu?
– Szanse, biorąc pod uwagę liczbę zaproszonych oferentów, są jak jeden do trzech. Jednakże z tego, co wiadomo, obecne kierownictwo MON planuje, że zakupy nie będą oparte o jedną platformę śmigłowcową, jak to było za poprzedniej ekipy, stąd każdy z oferentów ma szanse brać udział w podziale tego tortu. Oczywiście wszystko będzie zależeć od wymagań, jakie wojsko postawi, oraz czy i na ile nasz sprzęt będzie odpowiadał tym wymogom. Jednak patrząc na to, jak szeroką gamę śmigłowców ma w swojej ofercie PZL Świdnik, łącznie z naszym właścicielem Leonardo Helicopters, to o to, czy spełnimy wymagania, jakie postawi nam MON, jestem spokojny. Myślę, że będzie to z korzyścią dla polskiej armii, dla stanu naszej obronności, dla polskiej gospodarki i dla polskich pracowników.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki