Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Objaśniał nam, co to znaczy widzieć, ocenić, działać
Wtorek, 25 października 2016 (11:24)Z ks. bp. Edwardem Frankowskim, emerytowanym biskupem pomocniczym diecezji sandomierskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
„Abp Ignacy Tokarczuk – człowiek, kapłan, patriota” – to tytuł sympozjum organizowanego przez rzeszowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej, w filii KUL w Stalowej Woli. Ksiądz Biskup był bardzo blisko związany z ks. abp. Tokarczukiem, proszę powiedzieć, dlaczego dziś tak chętnie wracamy do tej postaci?
– Choć od śmierci ks. abp. Tokarczuka minęły już blisko cztery lata, to jego wielkość jest dzisiaj jeszcze bardziej widoczna, zwłaszcza na tle przemian, jakie zaszły i dzisiaj zachodzą w Polsce. Wtedy, kiedy żył i mówił z nadzieją, że nadejdzie czas zmian w naszej Ojczyźnie, że kolos na glinianych nogach – jak określał komunizm, upadnie, wielu wówczas traktowało te wizje i pragnienia Pasterza za mało prawdopodobne. Mówiono, że są to marzenia, a samego ks. abp. Tokarczuka nazywano niepoprawnym optymistą. Tymczasem on bardzo trzeźwo oceniał sytuację i te przemyślenia, którymi chętnie się dzielił z innymi, nabierały realnych kształtów. Co więcej, ks. abp Tokarczuk wskazywał kierunek i drogę, miał w sercu i umyśle strategię i tym się dzielił z robotnikami, z opozycją antykomunistyczną. Nic zatem dziwnego, że ludzie „Solidarności” tak chętnie do niego przybywali, chcąc zaczerpnąć z tej skarbnicy mądrości życiowej człowieka, kapłana, patrioty, którego cechowało umiłowanie bliźniego, miłość do Ojczyzny, a przede wszystkim głęboka wiara w Boga w Trójcy Świętej Jedynego. On wiedział, że świat i życie ziemskie to tylko chwila w wieczności, a wszystkim tym rządzi Boża Opatrzność. Wszystko poświęcił Bogu. Chrystusowi i Matce Najświętszej oddał się bez reszty ze szczerością i ufnością dziecka.
Wspomniał Ksiądz Biskup o wielkiej wierze, która cechowała śp. ks. abp. Tokarczuka. Proszę powiedzieć, czy bez tego zaufania Panu Bogu, zwłaszcza w czasach komunistycznych, byłoby możliwe skuteczne przeciwstawienie się totalitaryzmowi, który eliminował przeciwników. Jak sobie radził z tym ogromem problemów?
– Bez wiary, bez Boga nie było szans, aby poradzić sobie z tą zbrodniczą, fałszywą, a przy tym nachalną wręcz ordynarną ideologią, jaką był komunizm. Komuniści wykorzystywali wszelkie możliwe sposoby, żeby wtłaczać ludziom do głów kłamstwo, oswajając i przyzwyczajając człowieka do życia w kłamstwie jako czymś normalnym. Ksiądz abp Ignacy bardzo szybko rozszyfrował ten system. Sam przez całe swoje życie stał na gruncie prawdy, wierząc i przekazując wiarę w Boga innym. Nigdy nie mówił, że to łatwa droga, bez wyrzeczeń – przeciwnie, pokazywał realia, wyznaczał cele, mówił o konsekwencjach takich wyborów, wskazując na Dekalog, którego przestrzeganie zbliża i prowadzi człowieka do Boga. Jakże pięknie mówił nam o darze wolności, który każdy z nas otrzymał od Pana Boga, którego to daru nie można się pozbyć ot tak po prostu. Podkreślał, że dowodzi to o wielkości i mądrości Boga, który zaufał człowiekowi, obdarzył go rozumem, ale i wolną wolą. Ze szczególnym naciskiem przy okazji swoich wystąpień podkreślał zwłaszcza wobec nas, kapłanów, ale także wiernych świeckich znaczenie godności i honoru, prawdy i sprawiedliwości. Co więcej, utwierdzał nas w przekonaniu, że idzie nowy powiew Ducha Świętego. I to było – można powiedzieć – prorocze, bo tak się przecież stało.
Ksiądz abp Tokarczuk był doskonałym mówcą, ale wszyscy, którzy znali go bliżej, mogą powiedzieć, że potrafił też z uwagą słuchać…
– Można powiedzieć, że ksiądz arcybiskup bez wątpienia był niepowtarzalny, był zawsze sobą. Był też niezwykle konsekwentny, bardzo konkretny. Był ciągle w drodze, do celu, który sobie wyznaczał, ciągle się uczył, pogłębiał swoją wiedzę, bardzo dużo czytał, robił notatki, zdobywał wiedzę, by móc dzielić się nią z innymi ludźmi. Kiedy się spotykał z drugim człowiekiem, to tak jak pan zauważył, chętnie słuchał, co ma do powiedzenia, swoją obecnością nie przytłaczał innych. Ilekroć przybywałem do niego, to z uwagą słuchał o tym, co się dzieje w parafiach, jak żyją ludzie, jakie są problemy duszpasterskie i jak je rozwiązujemy jako proboszczowie. Nie lubił „wycieczek personalnych”, ale zawsze starał się pomagać w rozwiązywaniu problemów. Tak jak wspomniałem, Dekalog, który miał w swoim herbie biskupim, miał również w sercu i w sumieniu. Nie dbał o względy ludzkie, ale o sprawy sumienia. Dbał o to, żeby być w porządku przed Panem Bogiem. Co nas ujmowało, to także to, że był bardzo twardy i wymagający wobec siebie. Był zdecydowany i bezkompromisowy wobec zakłamanej rzeczywistości, ale z drugiej strony był otwarty dla ludzi. Nie krępował swoją osobą. Jego kazania były tłumaczeniem rzeczywistości w świetle Bożej Prawdy.
Jak kapłani dzisiaj patrzą na tę całą spuściznę, którą pozostawił po sobie ks. abp Ignacy Tokarczuk?
– Młode pokolenie księży to niestety nie wie, co głosił słowem i życiem ks. abp. Tokarczuk. Niewiele też młodzi księża mogą powiedzieć na temat jego tytanicznej pracy na rzecz zbliżania ludzi do Boga w niełatwych przecież czasach komunistycznych. Inaczej jest w przypadku starszych kapłanów, którzy posługiwali w parafiach, kiedy on kierował diecezją, a następnie archidiecezją przemyską. I to nasze pokolenie księży jest pod wielkim urokiem osoby i dokonań księdza arcybiskupa. Brakuje nam człowieka takiego formatu, człowieka takiej wiary, jakim był ks. abp Tokarczuk. Brakuje nam jego dojrzałości, mądrości w tych dzisiejszych, skomplikowanych czasach, kiedy coraz częściej są próby, aby rozmiękczyć i zawładnąć człowiekiem, proponując mu życie łatwe, wygodne, na luzie, bez Boga. Ci, którzy znali ks. abp Tokarczuka, często wspominają go, podkreślając, że dzisiaj jest ogromna potrzeba takich ludzi, takich przewodników, takich pasterzy jak on.
Wspomniał Ksiądz Biskup o umiejętności patrzenia w przyszłość ks. abp. Tokarczuka. Patrząc na chaos, który dzisiaj ogarnia Europę, nieudolność unijnych decydentów i chęć dominacji silniejszych państw nad słabszymi, przypominam sobie, co mówił o przyszłości Unii Europejskiej, twierdząc, że rozpadnie się prędzej niż komunizm…
– Zgadza się, ks. abp Tokarczuk mówił publicznie, przewidując niechybnie koniec Unii Europejskiej. Już wtedy widział, że ten sztuczny twór państw, o tak rozbieżnych interesach, Unia, która odrzuca chrześcijańskie korzenie, dąży do zburzenia ładu i porządku Bożego w świecie, która chce zawładnąć człowiekiem, dokonując zamachu na małżeństwo, rodzinę, wychowanie, że to wszystko nie ma żadnej przyszłości. Już wtedy on był świadomy tych zagrożeń, które dzisiaj są upowszechniane w każdy możliwy sposób. On to wszystko w swojej mądrości przewidywał, widział brak perspektyw dla wspólnoty, która chce wykluczyć Boga. Mówił nam, że to rozchwianie, rozmycie chrześcijańskich fundamentów, na których od wieków zbudowana jest Europa i próba budowania przyszłości na „piasku”, muszą doprowadzić do ruiny do katastrofy i fatalnych skutków. Dziś widzimy, że miał rację.
Co dzisiaj ks. abp Ignacy Tokarczuk chciałby nam powiedzieć?
– To, co było aktualne przed laty, zasady wzajemnego współistnienia są aktualne także i dzisiaj. Wskazałby zatem, aby każdy człowiek kierował się sumieniem, żeby miał uporządkowane życie, gdzie nad emocjami górować będzie rozsądek i logika, a więc myślenie. Chciałby nam wpoić to, co wpajał nam przy każdej okazji, a mianowicie znaczenie prawdy w życiu opartej na poznaniu. Żeby dokonać wyboru, najpierw trzeba poznać. Nie wystarczy zobaczyć w telewizji czy internecie, nie wystarczy bezkrytycznie przyjmować treści płynących z ekranu, ale analizować rzeczywistość, dokonując rozróżnienia czy coś jest dobre, czy złe. Nauczał, że prawda oznacza wolność, kłamstwo zniewolenie. To się nam bardzo podobało, on mówił nam, jak jest. Druga rzecz: ks. abp Tokarczuk pragnąłby, aby ludzie, stąpając nogami po ziemi, serce mieli w Niebie. Żeby rzeczywistość Bosko-ludzka zawsze była uszanowana.
Co to znaczy, jak to rozumieć?
– To znaczy, żeby myśli czerpać od Pana Boga, ale jednocześnie korzystając z osobistych doświadczeń, być realistami. Pamiętam, jak często powtarzał, aby nie dać się zwieść pozornymi obietnicami. Po trzecie, ks. abp Tokarczuk w swoim życiu i postawie był niezwykle elegancki, co dziś niestety jest rzadkością. On był elegancki zarówno w sprawowaniu funkcji duszpasterskich, jak i w kontaktach międzyludzkich, zarówno z grupami, wspólnotami wiernych, jak i z pojedynczym człowiekiem. Można powiedzieć, że tam, gdzie był, tam budował, ciągle coś dobrego wnosił. I dzisiaj nam takich ludzi tak bardzo potrzeba. Myślę, że ks. abp Tokarczuk chciałby nam dzisiaj dać prostą receptę, jak żyć, receptę, która zawiera się zresztą w Katolickiej Nauce Społecznej, którą można sprowadzić do trzech słów: widzieć, ocenić i działać. On nam stale objaśniał, co to znaczy widzieć, ocenić, działać. Sam ksiądz arcybiskup był zafascynowany osobą i czynem św. Jana Pawła II, którego znał, z którym współpracował jeszcze w czasach krakowskich i z całą pewnością zachęcałby nas, aby sięgać do głębi jego nauczania, a także do nauczania Ojców Kościoła. Katechizm był dla tego bardzo zasadniczego człowieka, jakim był ks. abp Tokarczuk, podstawą. Uważał, że zasady zawarte w Ewangelii są wieczne i stąd zachęcał, aby utrzymać w życiu Boży ład, Boży porządek. Jeśli te zasady będą przestrzegane, jeśli z imieniem Boga na ustach będziemy zasypiać i z Bogiem się budzić, to nie będziemy się musieli zbytnio martwić o ład gospodarczy i materialny. Właśnie tego Bożego ładu, o którym ks. abp Ignacy Tokarczuk nie tylko mówił, ale budował, tego ładu nam dzisiaj tak bardzo potrzeba w naszej Ojczyźnie, w życiu indywidualnym i społecznym.