Problem, z którym nie radzi sobie Unia
Wtorek, 25 października 2016 (03:30)Z Adamem Andruszkiewiczem, posłem Ruchu Kukiz’15, członkiem Eurorealistycznego Zespołu Parlamentarnego, rozmawia Rafał Stefaniuk
Służby francuskie rozpoczęły likwidację obozowiska tzw. uchodźców w Calais. W Pana ocenie to rozładuje napięcie na północy Francji?
– To jest jedynie pudrowanie dużego wrzodu, który powstał na zachodzie Europy. Jedyną szansą na skuteczne zatrzymanie postępu kryzysu migrantów jest szczelne zamknięcie granic przed kolejnymi osobami. Zlikwidowanie jednego obozowiska może doprowadzić do zniknięcia problemu w samym Calais, ale nie sprawi, że Francja stanie się krajem wolnym od zagrożenia ze strony islamskich terrorystów.
Byłby Pan zwolennikiem deportowania tych osób z terytorium Unii?
– Jeżeli te osoby łamią prawo, atakują kierowców, powodują zagrożenie na drogach, to oczywiście, powinny być jak najszybciej deportowane z terenu Europy.
Mówi się, że sprzeciw Polski i Węgier wobec kwotowego podziału tzw. uchodźców daje do myślenia Brukseli. Ale nikt oficjalnie nie wycofał się z tego pomysłu. Nie słyszymy też o żadnej alternatywie. Sprawa przymusowego przyjmowania uchodźców jeszcze powróci?
– Myślę, że dojdzie do takich prób. Rząd w Berlinie uważał, że na zaproszenie Angeli Merkel do Europy odpowiedzą tylko fachowcy i osoby wykształcone, których potrzebuje niemiecka gospodarka. Jak wielką niespodzianką dla nich było to, że migrantami były też osoby bez wykształcenia, które chcą żyć z zasiłków socjalnych. Niemcy ich nie potrzebują, dlatego kolejna próba wysłania ich do biedniejszych państw UE może wkrótce mieć miejsce.
Tylko o tych najbiedniejszych i najgorzej wykształconych upomina się m.in. Papież Franciszek.
– To jest stanowisko Papieża, które szanuję. Jednak uważam, że przyjmowanie islamskich migrantów, wśród których są terroryści, jest zbyt dużym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa. W tej sprawie nie chodzi tylko o terrorystów. Do Europy przybyły osoby, które dopuszczały się ataków na tle seksualnym na kobiety i dzieci. Tutaj nie ma innego wyjścia jak zamknięcie przed nimi drzwi.
To, że teoretycznym prezydentem Unii jest Donald Tusk, ułatwia Polsce i Węgrom przebicie się z proponowanymi rozwiązaniami?
– Ależ skąd. Donald Tusk, w mojej opinii, nie reprezentuje interesów państwa polskiego, tylko brukselskiej kasty urzędniczej.
Donald Tusk „zasłużył” sobie na drugą kadencję?
– To się okaże. Ale jak znam życie, to za wierną służbę wobec rządów w Berlinie i Paryżu doczeka się drugiej kadencji bądź innego wysokiego stanowiska.
I jakie to będzie mieć znaczenie dla Polski?
– Żadnego. Donald Tusk i komisarz Janusz Lewandowski nie pracują na rzecz silnego państwa polskiego, a na zlecenie niemieckich i francuskich polityków. Nie da się wskazać ani jednego działania, które wpłynęłoby pozytywnie na polską gospodarkę czy na naszą sytuację polityczną.