• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Niewolnicy we własnym państwie

Piątek, 21 października 2016 (05:23)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Rafał Stefaniuk

Sejm zajmuje się w czwartek projektami ustaw ws. kredytów frankowych – prezydenckim, Platformy i Kukiz’15. Jest nadzieja, że prace wreszcie nabiorą przyśpieszenia?

– Jako poseł wnioskodawca powiem tak: nadzieja umiera ostatnia. Wierzę, że posłowie oddadzą ludziom to, czego wymaga uczciwość. Czas uporządkować te sprawy, przywrócić godność ludziom i sprawić, żeby obywatele na nowo zaufali państwu. A to musi być kraj, który przestrzega Konstytucji, prawa bankowego, kodeksu cywilnego i nie pozwoli wykorzystywać obywateli. Ta sprawa jest zawężana przez czarny PR i media, a tak naprawdę dotyczy nas wszystkich. Jeżeli wmawia się nam, że złotówka jest frankiem, to wszyscy jesteśmy frankowiczami.  

Który z projektów najbardziej satysfakcjonuje frankowiczów?

– Poświęciliśmy dużo uwagi temu tematowi, dlatego uważam, że projekt Kukiz’15 jest najlepszy.

Prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział, że przyjęte rozwiązania nie doprowadzą do destabilizacji sektora bankowego. To chyba przekreśla szanse projektu Kukiz’15.  

– Prezes Kaczyński powinien wysłuchać argumentów wnioskodawców. Mam wrażenie, że w ostatnim okresie pan prezes bardzo dużo słucha wicepremiera Morawieckiego, a ja mam coraz większe wątpliwości co do jego obiektywizmu. Nasz projekt nie jest po to, aby rozwalić system bankowy, bo system ten się sam rozwala, poprzez burzenie zaufania do siebie. Od lat polski system bankowy jest najdroższy w Europie. Polacy zaciągają najdroższe kredyty. W tym momencie to bankowcy sami są dla siebie zagrożeniem, a nie kredytobiorcy, poszkodowani w wyniku wadliwych umów i wątpliwych działań etycznych. Nasz projekt mówi, że kredytobiorca chce spłacać swoje zobowiązania. Osoby te nie potrzebują niczyjej łaski i anulowania zobowiązania. Oni chcą prawa i sprawiedliwości – prawa polskiego, które będzie bronić interesów obywateli – i sprawiedliwego patrzenia na tę sprawę. A nie dominacji lobby finansowego i bankowego na polskiej scenie. Posłużmy się prostym przykładem. Stany Zjednoczone wystawiły rachunek dla Deutsche Banku na 14 mld dolarów za to, że narazili Amerykanów na rynku hipotecznym w czasach kryzysu w 2008 r. Tak działa państwo. Państwo ma w pierwszej kolejności bronić obywateli przed silniejszymi, a tego nie robi. Tak naprawdę jesteśmy niewolnikami lobbystów i finansjery. Na tym polega ten dramat.   

Arytmetyka sejmowa wskazuje na to, że największe szanse ma projekt prezydencki. Wydaje się więc, że prace pójdą w tę stronę.

– Środowisko frankowiczów uważa, że zostało oszukane. Prezydencki projekt miał być przecież rozliczeniem politycznym między prezydentem a środowiskiem poszkodowanym przez banki.

No tak, jedna ze sztandarowych obietnic Pana prezydenta.

– Mam opinię Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, które popiera nasz projekt, a wnioskuje o odrzucenie projektu prezydenckiego, który uważa za zdradę. Pan prezydent przyjął retorykę, która jest korzystna dla banków, a nie starał się uwzględnić źródeł problemu. A źródło problemu jest następujące: banknot złotowy nie może być nazywany frankiem. Dzisiaj mamy taką sytuację, że pokazuje się obywatelom 100 zł i mówi się, że to jest frank. A potem jeszcze chce się go przewalutować. I to jest pytanie, które zadaję każdemu ekonomiści i politykowi: powiedz mi, jak przewalutować złotówkę na złotówkę? To jest pytanie, za którego rozwiązanie ktoś dostanie Nobla z ekonomii. To, z czym mamy do czynienia, to nie były kredyty, a operacje pseudokredytowe. Ktoś dostawał złotówki, a wmówiono mu, że to jest frank. Dalej spłacał kredyt w złotówkach, a powtarzano mu, że spłaca franka. Zgodnie z prawem bankowym skoro dostaję do ręki złotówki i wpłacam złotówki, to nie jest to kredyt walutowy – to jest kredyt złotówkowy. Bankowcy, prof. Balcerowicz i wszyscy inni mieliby rację, gdyby ludzie od samego początku dostawali franki, dolary, euro i wpłacaliby franki, dolary i euro. Co więcej – i to jest wyjątkowo ciekawe i znajduje potwierdzenie w dowodach – nie było żadnej operacji na rynku walutowym. Na rynku walutowym nie kupiono ani jednego franka. Zatem, klienci zostali oszukani. Tych przykładów oszustwa było więcej i o tym zapomniał pan prezydent.   

Wobec tego spodziewa się Pan ostrej dyskusji w Sejmie?

– Niech będzie ostra, ale merytoryczna. Liczę na to, że osoby, które będą obserwować prace parlamentarzystów w Sejmie, nie zawiodą się. Sprawę trzeba rozwiązać systemowo. Rzecznik finansowy w swoim raporcie z września wyraźnie na to wskazuje. To się ma zrobić po to, aby nie sparaliżować sądów i banków. Jeżeli 500 tys. rodzin pójdzie do sądu i zacznie składać dokumenty i zaangażują się w to banki, to doprowadzi to do paraliżu całego systemu. Sprawy kosztują od 15 tys. do 20 tys. Kogo na to stać? Systemowe rozwiązanie musi być opracowane po to, aby do jednego stołu usiadł klient z bankiem i jeszcze raz napisali umowę, która będzie uwzględniać stan prawny.    

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk