• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Pociąg pod Szczekocinami nie hamował

Poniedziałek, 3 grudnia 2012 (11:30)

Jeden z pociągów, które w marcu br. zderzyły się pod Szczekocinami, w ogóle nie hamował - ustalili biegli wyjaśniający sprawę tej katastrofy.

Według ustaleń, tuż przed wypadkiem jeden ze składów jechał blisko 100 km/h, zaś drugi wyhamował do 40 km/h.

- Postępowanie właśnie zostało przedłużone o kolejne trzy miesiące, do 3 marca przyszłego roku - poinformował Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

W czołowym zderzeniu dwóch pociągów zginęło 16 osób, 98 odniosło obrażenia. Zarzuty usłyszało dwoje dyżurnych ruchu.

Jednym z najważniejszych dowodów w śledztwie jest opinia biegłych z zakresu transportu szynowego, którzy dokonali odczytu z rejestratorów obu lokomotyw. W jednym przypadku było to bardzo trudne, ponieważ rejestrator był zniszczony po katastrofie - mówią śledczy.

Jak wynika z opinii biegłych, jeden z pociągów, relacji Warszawa - Kraków, na krótko przed katastrofą jechał 100 km/h. - 400 metrów przed zderzeniem rozpoczął manewr hamowania, w chwili zderzenia miał prędkość 40 km/h - powiedział Ozimek.

Zaskoczeniem dla śledczych jest informacja na temat szybkości drugiego pociągu, relacji Przemyśl - Warszawa. Okazało się, że jechał on 98 km/h i w ogóle nie zaczął hamować. - Zbyt wcześnie na odpowiedź na pytanie, dlaczego tak było. Mamy nadzieję, że dowiemy się tego z ostatecznej opinii biegłych - powiedział prokurator.

Do tej pory w śledztwie przesłuchano około 200 świadków. 166 z nich to pasażerowie obu pociągów, pozostali to pracownicy różnych spółek kolejowych. W ostatnim czasie do prokuratury dotarły też dane kilkunastu obywateli Hiszpanii i Francji, którzy jako poszkodowani w katastrofie zwrócili się do ubezpieczyciela jednej ze spółek kolejowych o wypłatę odszkodowania. Wkrótce polska prokuratura wystąpi do prokuratur w Hiszpanii i Francji o przesłuchanie tych osób w charakterze świadków, w ramach międzynarodowej pomocy prawnej.

W śledztwie zgromadzono wiele dokumentów kolejowych, nie tylko bezpośrednio związanych z marcową katastrofą, ale też dotyczących np. szkoleń i ruchu pociągów. Jak powiedział Ozimek, prokuratura czeka też na zakończenie prac Państwowej Komisji Wypadków Kolejowych, która niezależnie od śledczych wyjaśnia przyczyny i okoliczności katastrofy.

IK, PAP