• Niedziela, 15 grudnia 2019

    imieniny: Waleriana, Celiny, Niny

Polacy przekonają się, kto naprawdę dba o interes Polski

Czwartek, 20 października 2016 (05:28)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wicedyrektor Centrum Operacyjnego MON Beata Perkowska podczas konferencji przypomniała, że rząd PO – PSL od początku przetargu stawiał na pozycji uprzywilejowanej francuskie śmigłowce Caracal, czego przejawem było bezprawna zmiana wstępnych założeń techniczno-taktycznych, której miał dokonać min. Tomasz Siemoniak. Jest Pan tym zaskoczony?

– Podczas rozmów w MON jako przedstawiciele strony społecznej powiedzieliśmy prosto w oczy min. Tomaszowi Siemoniakowi i wiceministrowi Czesławowi Mroczkowi, że decyzja o odrzuceniu ze względów formalnych ofert PZL Mielec i PZL Świdnik jest niesprawiedliwa, ponieważ w trakcie gry zostały zmienione zasady tej gry. Dzisiaj, obecne kierownictwo MON potwierdza to, co mówiliśmy od samego początku, że wszystko zostało przygotowane pod ofertę Airbus Helicopters. Już po zakończeniu negocjacji offsetowych, rozstrzygnięciu tego przetargu śmigłowcowego bez wyłaniania oferenta jako przedstawiciele związków zawodowych powiedzieliśmy wprost, że sprawę okoliczności tego przetargu powinna zbadać prokuratura. Organy ścigania do tego powołane powinny wyjaśnić od początku do końca, jak faktycznie było. Cztery lata, bo tyle trwała ta procedura przetargowa, która zakończyła się fiaskiem, to są cztery lata zmarnowane. Zmarnowane z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, ale także czas zmarnowany dla naszych zakładów, które mogły wyprodukować i dostarczyć Wojsku Polskiemu znakomity sprzęt. To z kolei dałoby pracę polskim pracownikom. Wspomnę tylko, że dzisiaj po decyzji min. Macierewicza, że MON zakupi śmigłowce Black Hawk, PZL Mielec już w tej chwili przyjął stu pracowników.

To może przypomnijmy, że w ubiegłym roku po decyzji koalicji PO – PSL i odrzuceniu oferty PZL Mielec pracę straciło tam ok. pięciuset osób…

– Zwolnienia rzeczywiście były, aczkolwiek nie były one podyktowane tylko odrzuceniem oferty PZL Mielec, aczkolwiek rozstrzygnięcie przetargu śmigłowcowego nie pozostało bez wpływu na zmianę strategii firmy, co z kolei przełożyło się na redukcję etatów i zwolnienia w Mielcu.

Wcześniej zaznaczył Pan, że w oczy mówiliście wicepremierowi Siemoniakowi, że ten przetarg nie był czysty…

– Już wtedy podawaliśmy w wątpliwość, co więcej – byliśmy przekonani, że jeżeli oferty Mielca i Świdnika nie spełniały wymogów formalnych, to tych wymogów nie spełniała również oferta Airbus Helicopters. Mieliśmy taką wiedzę, co więcej – mówiliśmy o tym. Wiceminister Mroczek oczywiście odpierał nasze zarzuty, zapewniając, że oferta francuska w stu procentach wypełnia wszystkie wymagania techniczne. Tymczasem śmigłowiec Caracal to jest inna maszyna niż ten śmigłowiec wielozadaniowy, który znajdował się w ofercie Airbus Helicopters. Ten, który jest prezentowany, ma większą masę startową i po prostu jest większy.      

A jak sprawa wyglądała z ofertami Mielca i Świdnika odrzuconymi przez ówczesne kierownictwo MON?

– Śmigłowce oferowane przez PZL Mielec, a więc black hawk, i PZL Świdnik, a więc AW-149, to śmigłowce różne od caracala. Co więcej, one w przeciwieństwie do caracala były zgodne z wymaganiami stawianymi przez wojsko, a więc przez zamawiającego sprzęt.

Czy to oznacza, że chcąc dopasować się do caracala, zmieniono warunki?

– Dokładnie. Ten przetarg był robiony po to i tak, żeby wygrał francuski oferent. Gdyby warunki były jednakowe dla wszystkich i wygrał lepszy, to nie byłoby sprawy, nie byłoby też naszych protestów. Natomiast to, co zrobiono z tym przetargiem, było nie do przyjęcia. Nie mogliśmy się pogodzić, kiedy widzieliśmy, jak w białych rękawiczkach zakłady, które są na terenie Polski, które dają zatrudnienie polskim pracownikom, które płacą podatki w Polsce, są rolowane i eliminowane z gry i pozbawione wielkich kontraktów, za którymi stoją ogromne pieniądze.

Na światło dzienne wychodzi coraz więcej faktów na temat przetargu śmigłowcowego. Radio RMF, posiłkując się osobą, która brała udział w negocjacjach z Francuzami, mówi o kreatywnej księgowości przy obliczaniu wartości offsetu, podnosi też wygórowane ceny za licencję i brak konkretnych zobowiązań dotyczących utworzenia miejsc pracy...

– Jeśli dzisiaj Airbus Helicopters twierdzi, że planował zatrudnić sześć tysięcy pracowników, jeżeli Francuzi twierdzą, że oferta offsetowa była równa wartości kontraktu, a więc 13,5 miliarda złotych, a resort obrony i Ministerstwo Rozwoju twierdzą, że wartość offsetu była na poziomie bodajże 25 proc. kontraktu, to nie trzeba być ekspertem, żeby stwierdzić, że próbowano Polaków, o zgrozo także przy pomocy polskich władz zrobić w konia. Panie redaktorze, żeby nie być gołosłownym, proszę zauważyć, że dzisiaj PZL Mielec i PZL Świdnik razem wzięte nie zatrudniają sześciu tysięcy pracowników, natomiast słyszymy, że oto Francuzi chcieli zatrudnić właśnie tylu pracowników. Logiczne pytanie w tej sytuacji brzmi: czy Francuzi stworzyliby dwa tak potężne zakłady w Polsce jak Mielec i Świdnik…? I to tylko po to, żeby wyprodukować 50 śmigłowców caracal…? Przecież to się wszystko kupy nie trzyma, to jest jakieś szaleństwo. Ktoś próbuje z nas robić idiotów!

Jak odebrał Pan wypowiedź byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który stwierdził, że Polska miała kupić śmigłowce, aby zrekompensować Francji wstrzymanie sprzedaży Rosji okrętów typu Mistral?

– Były prezydent Aleksander Kwaśniewski nie jest autorytetem, z którego słowami czy ocenami należałoby się liczyć. Natomiast to, co mówi o kulisach podejmowanych decyzji dotyczących przetargu śmigłowcowego, jest interesujące, bowiem pokazuje, jak skomplikowane – delikatnie rzecz nazywając – jest to środowisko lewicowe, skoro ludzie z tego grona nawet sami siebie oskarżają czy też posądzają o tego typu rzeczy. To pokazuje też mechanizm funkcjonowania elit i ośrodków decyzyjnych i jaka gra się tam toczy. Jeśli miałaby to być forma zadośćuczynienia dla Francuzów i jeśli ówczesne polskie władze poszłyby na taki układ, to jest to nic innego jak działanie na szkodę państwa polskiego. Notabene dziś pojawiła się informacja, że podobno Egipt, który odkupił od Francji wspomniane przez pana mistrale, ma je za symbolicznego jednego dolara oddać Rosji. Jeśli wierzyć temu, to jest to tylko dowód na to, jak Francuzi podchodzą do kwestii bezpieczeństwa Europy i przeciwstawienia się imperialnym zakusom Moskwy Putina.       

PiS zapowiada złożenie wniosku do CBA w sprawie sprawdzenia przetargu na caracale. Czy stoimy w przededniu nowej afery…?

– Myślę, że powołane do tego służby, a więc prokuratura czy np. CBA, powinny bardzo dokładnie prześledzić wszystkie szczegóły tego postępowania przetargowego. Osoby, które w tak perfidny sposób grają bezpieczeństwem Polski, powinny ponieść konsekwencje, i to konsekwencje bardzo surowe, bo to jest igranie z bezpieczeństwem całego polskiego Narodu, a tego nie można robić bezkarnie.

Czemu ma służyć dzisiaj ta cała polityczna awantura wokół zakupu śmigłowców dla polskiej armii, którą usiłuje wywołać Platforma, formułując oskarżenia wobec ministra Macierewicza, że bez przetargu chce kupić black hawki?

– Minister Antoni Macierewicz postępuje zgodnie z interesem państwa i zgodnie z obowiązującym prawem. Minister może dokonać zakupu uzbrojenia, w tym wypadku śmigłowców, z tzw. wolnej ręki w ramach pilnej potrzeby operacyjnej zgłoszonej przez Siły Zbrojne RP. Natomiast Platforma, krzycząc, próbuje odwlec „egzekucję” na sobie. Politycy tej formacji doskonale zdają sobie sprawę z tego, co zrobili, wiedzą, jak przekręcili ten przetarg. Nie bez przyczyny w ubiegłym roku polscy pracownicy, protestując przeciwko decyzji o wyborze francuskich caracali, mieli na transparentach wypisane „przekręt stulecia”. Wiedząc, co zrobili, teraz próbują zakrzyczeć i oskarżać ministra Macierewicza, ale to im się nie uda. Jestem przekonany, że cała prawda, że kulisy tego przetargu śmigłowcowego wyjdą na jaw i Polacy się przekonają, jak było naprawdę, i kto dba o interes i bezpieczeństwo Polski, a kto gra Polską.  

MON poinformowało o nowym postępowaniu w sprawie zakupu śmigłowców dla polskiej armii, do udziału w którym zaproszono PZL Mielec, PZL Świdnik i Airbus Helicopters. Jak informację tę przyjmuje NSZZ „Solidarność”?

– To dobrze, że MON widzi konieczność zakupu śmigłowców dla polskiej armii. Słyszałem też o kwocie w wysokości miliarda złotych z budżetu MON na ten cel. Wypada tylko przyklasnąć tej decyzji i życzyć obecnemu rządowi, aby w jak najszybszym czasie zdecydował, jakich śmigłowców będzie potrzebowała nasza armia. Chodzi o to, które będzie można wykonać w PZL Mielec, a które w PZL Świdnik, a które trzeba będzie zakupić u innego kontrahenta. Prawda jest bowiem taka, że na razie w żadnym z polskich zakładów nie jest produkowany śmigłowiec bojowy. Chyba żeby wystąpiły okoliczności, o których jeszcze nie wiemy, i np. w ramach offsetu taka linia zostałaby uruchomiona.

Jak ocenia Pan pomysł ministra Macierewicza dotyczący budowy śmigłowca na spółkę z Ukrainą?

– Pomysł z polsko-ukraińską współpracą w zakresie produkcji śmigłowców to dość problematyczna sprawa. Dlatego chcemy się spotkać z ministrem Macierewiczem i na ten temat porozmawiać. Oczywiście nie chciałbym, aby posądzano nas o wrogie nastawienie przeciwko Ukrainie, bo – w rzeczy samej – tak nie jest. Natomiast mamy pewne, nazwijmy to, wątpliwości co do spółki Motor Sicz i chcemy się tymi naszymi spostrzeżeniami podzielić z szefem MON. Ostatecznie decyzję na „tak” czy na „nie” podejmie minister, ale tak czy inaczej zależy nam na tym, aby podejmował ją w oparciu o wiedzę, którą my posiadamy i chcemy się nią podzielić.

Brzmi to dość enigmatycznie...

– Nie chciałbym, aby wypowiadać się w tej sprawie w mediach, zanim o naszych wątpliwościach poinformujemy szefa MON. Byłoby to nieuprzejme. Mam jednak nadzieję, że przyjdzie moment, aby i o tym porozmawiać. Czas pokaże...

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki