• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Najlepszy... Wiadomo kto

Środa, 12 października 2016 (21:24)

Najlepszym polskim piłkarzem w meczu z Armenią był oczywiście Robert Lewandowski i aż strach pomyśleć, co by było, gdyby we wtorek zabrakło go na boisku.

Łukasz Fabiański – 3 (w skali od 1 do 6): pracy nie miał za wiele, bo rywale, nawet jak dochodzili do znakomitych pozycji, to nie trafiali w światło bramki. Przy golu niby nie miał szans, choć z drugiej strony nie była to chyba sytuacja nie do obrony. Solidny.

Jakub Błaszczykowski – 5: zagrał na prawej obronie, a to nie jest jego nominalna i ulubiona pozycja na boisku. Mimo to ze swej roli wywiązał się bardzo dobrze, potwierdzając, że dla reprezentacji Polski potrafi zostawić na murawie serce i zdrowie. Notę podwyższyła kapitalna asysta przy zwycięskiej bramce.

Kamil Glik – 3: niby lepszy niż z Danią, ale i tak słabszy niż zazwyczaj. Nasza defensywa pozwała Ormianom na zdecydowanie zbyt wiele i tak naprawdę tylko szczęściu Biało-Czerwoni zawdzięczali, iż stracili jednego gola. A Glik to, przypomnijmy, szef bloku obronnego.

Thiago Cionek – 2: przeciętny. Do tego złapał żółtą kartkę, która wyeliminuje go z następnego meczu z Rumunią.

Artur Jędrzejczyk – 3: ambitny, aktywny, lubiący grać do przodu. Niestety, musiał zejść z boiska już po pół godzinie, bo nabawił się kontuzji. Szkoda.

Kamil Grosicki – 3: jak to on: waleczny, biegający aż do utraty tchu, ale nie tak produktywny jak w sobotę przeciw Danii.

Grzegorz Krychowiak – 2: gdzie jesteś, formo, pyta pomocnik PSG i nie znajduje odpowiedzi. Ta gdzieś zaginęła. Ławka w drużynie mistrza Francji przełożyła się wprost na jego zachowanie na boisku, pozbawione pewności siebie, którą w zeszły sezonie aż kipiał. Minus za fatalne próby strzałów z dystansu.

Piotr Zieliński – 4: powinno być 3, ale jest wyżej – na zachętę. Rozgrywający Napoli zaczyna bowiem coraz lepiej i swobodniej czuć się w narodowej drużynie, bierze na siebie ciężar gry, nie unika odważniejszych, ryzykownych zagrań. Nie wszystkie mu jeszcze wychodzą, ale w końcu wyjdą – i wtedy reprezentacja będzie miała z niego ogromny pożytek.

Maciej Rybus – 2: nie najgorszy, ale jego notę obniżyło bezmyślne zachowanie, po którym rywale wykonywali rzut wolny, zakończony wyrównującym golem. Obrońca – a wtedy Rybus pełnił już zadania bardziej defensywne – musi być bardziej odpowiedzialny.

Robert Lewandowski – 6: Przy pierwszym golu tak naciskał rywala, iż ten sam wpakował piłkę do własnej bramki. W piątej minucie doliczonego czasu gry, w ostatniej akcji, zadał rozstrzygający cios. Oto prawdziwy kapitan. Poza tym, jak zwykle, dał z siebie wszystko i walczył za dwóch, choć z pewnością miewał lepsze występy w narodowych barwach. Ale za całokształt tego, co pokazał w październiku, zasłużył na „maksa”.

Łukasz Teodorczyk – 1: bodaj najsłabszy z Biało-Czerwonych. Chaotyczny, bezsilny, mający czasami problemy z trafieniem w piłkę. Ci, którzy narzekali niekiedy na skuteczność Arkadiusza Milika, przekonali się, ile on znaczy dla reprezentacji. Teodorczyk to nie ten poziom.

Paweł Wszołek – 2: długo nie potrafił odnaleźć się na boisku, ale w końcówce pokazał kilka akcji, po których Adam Nawałka wie, że warto dać mu jeszcze szanse.

Bartosz Kapustka – 2: jego nieco ponad 20-minutowy występ przeszedłby bez echa, gdyby nie wywalczył rzutu wolnego, po którym padł zwycięski gol.

Kamil Wilczek – bez noty. Grał za krótko. 

 

Piotr Skrobisz