• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Zwycięski horror na Narodowym

Wtorek, 11 października 2016 (23:25)

Polscy piłkarze po niewiarygodnych mękach, po golu strzelonym w piątej minucie doliczonego czasu gry, wygrali z Armenią 2:1 w niezwykle ważnym meczu eliminacji mistrzostw świata.

Biało-Czerwoni byli zdecydowanymi faworytami starcia na Stadionie Narodowym. Hurraoptymiści liczyli nawet na bardzo wysoką, przekonującą wygraną, przypominając, że w sobotę Ormianie ulegli u siebie Rumunii 0:5. Mocniej stąpający po ziemi przestrzegali jednak, że mecz meczowi nierówny, że nasi zagrają bez trzech kluczowych graczy. Nikt nie spodziewał się, że pojedynek zakończy się w tak dramatycznych okolicznościach, a Polacy zwycięskiego gola zdobędą w ostatniej akcji. Chwilę po tym, jak rywale zmarnowali idealną okazję do powalenia naszych na deski.

Biało-Czerwoni atakowali od początku. W pierwszej połowie oddali kilkanaście strzałów, powinni otrzymać rzut karny za zagranie ręką jednego z przeciwników, od 31. minuty grali z liczebną przewagą po czerwonej kartce dla Gaela Andoniana. Nic z tego jednak nie wynikło. Polakom brakowało bowiem skuteczności, precyzji, zimnej krwi, opanowania. Szanse, znakomite, marnowali Robert Lewandowski, Łukasz Teodorczyk, Grzegorz Krychowiak, Kamil Grosicki.

Gdy tuż po przerwie, w zamieszaniu podbramkowym, piłkę do własnej bramki wpakował Hrajr Mkojan, wydawało się, że odtąd będzie już tylko łatwiej, a Polacy złapią wiatr w żagle. Chwilę potem Stadion Narodowy jednak utonął w ciszy, bo goście sensacyjnie wyrównali. Po rzucie wolnym gola na 1:1 zdobył Marcos Pineiro Pizzelli. To był szok. Nasi oczywiście ruszyli do szturmu, ale długo nie potrafili nic wskórać. Próbowali Lewandowski, Teodorczyk, Paweł Wszołek, Piotr Zieliński, lecz wynik się nie zmieniał. Więcej, Polacy tak mocno zaangażowali się w ofensywę, że kilka razy zapomnieli o tym, iż goście mogą przeprowadzić akcję, po której Narodowy raz jeszcze ucichnie. I niewiele brakowało, by tak się stało, bo po przerwie Ormianie kilka razy Polaków postraszyli, stwarzając sobie trzy znakomite sytuacje. Ostatnią, już w doliczonym czasie, zmarnował Aras Oezbiliz. Piłkarz gości był sam na sam z Łukaszem Fabiańskim, miał sporo czasu i miejsca, ale uderzył obok słupka. W odpowiedzi sfaulowany na wysokości pola karnego został Bartosz Kapustka. Piłkę dośrodkował Jakub Błaszczykowski, najwyżej wyskoczył Lewandowski i strzałem głową zdobył drugiego gola. Była piąta minuta doliczonego czasu gry, sędzia po chwili mecz zakończył…

Nasi awansowali dzięki temu na drugie miejsce w tabeli grupy E. Mają na koncie siedem punktów, tyle samo co niespodziewany lider, Czarnogóra, która pokonała na wyjeździe Danię 1:0. Zaskakujący wynik padł również w Astanie, gdzie Kazachstan zremisował 0:0 z Rumunią.

Polska – Armenia 2:1 (0:0). Bramki: Hrayr Mkojan (48. – samobójcza), Robert Lewandowski (90.+5. – głową) – Marcos Pizzelli (50). Żółte kartki: Thiago Cionek, Jakub Błaszczykowski – Gael Andonian, Arsen Beglarjan, Hrayr Mkojan. Czerwona kartka: Gael Andonian. Sędzia: Ivan Kruzliak (Słowacja). Widzów: 44 786.

Polska: Łukasz Fabiański – Jakub Błaszczykowski, Kamil Glik, Thiago Cionek, Artur Jędrzejczyk (33. Paweł Wszołek) – Kamil Grosicki (70. Bartosz Kapustka), Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Maciej Rybus – Robert Lewandowski, Łukasz Teodorczyk (85. Kamil Wilczek).

Armenia: Arsen Beglarjan – Wahagn Minasjan, Warazdat Harojan, Hrajr Mkojan, Gael Andonian, Lewon Hajrapetjan – Kamo Howhannisjan (60. Aras Oezbiliz), Karen Muradjan (34. Taron Woskanjan), Artak Grigorjan, Dawid Manojan – Marcos Pizzelli (85. Dawid Hakobjan).

Piotr Skrobisz