Polski orszak wiary
Poniedziałek, 10 października 2016 (21:18)Homilia wygłoszona przez ks. prof. dr. hab. Stanisława Nabywańca, kierownika Zakładu Historii Nowożytnej na Uniwersytecie Rzeszowskim, podczas obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski w Sanoku 10 września br.
Mijają lata, przemijają pokolenia – od 966 r. minęło 42-45 pokoleń, odchodzą i przychodzą ludzie, rodzą się i starzeją, zmienia się oblicze ziemi – granice naszego kraju zmieniły się co najmniej kilkanaście razy, ale Chrystus Jezus pozostaje ten sam – wczoraj i dziś, ten sam także na wieki (Hbr 13,8). Aby zrozumieć wymowę powyższego stwierdzenia, trzeba by najpierw przypomnieć sobie, kim był Jezus „wczoraj”, czyli dwa tysiące lat temu. Ten Jezus z „wczoraj” to Ten, który dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy, i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego (Credo nicejsko-konstantynopolskie). Jezus Chrystus „wczoraj” to Ten, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On, dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła (Dz 10,38).
Jezus z „wczoraj” sprawiał, że tłumy zdumiewały się, iż niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię (Łk 7,22), wzburzone morze milknie, złe duchy opuszczają swoje ofiary (por. Mt 15,21-31). Pan Jezus „wczoraj” jako Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła (1 J 3,8) i po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości (J 10,10).
Jezus Chrystus „dziś” jest taki sam, aczkolwiek wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca (Credo nicejsko-konstantynopolskie). Jednakże nadal jest Tym, kim był, i to, co czynił, to czyni i dziś. Nie zmieniła się Jego natura. Nie zmieniła się Jego moc. Co czynił, to czyni, jak kochał, tak kocha i mocen jest zbawić i wysłuchać. Jezus „dziś” obecny w swoim Kościele i w sakramentach, a szczególnie w Sakramencie Ołtarza, jest z nami. Jezus Chrystus żyje w swoim Kościele i z pokolenia na pokolenie. Jak w przypadku uczniów zmierzających do Emaus, zbliża się do nas i idzie z nami, zwłaszcza w chwilach próby, kiedy niepowodzenia mogą osłabić ufność i nadzieję. Przemierza drogi, po których błąka się człowiek, i choć czasem pozostaje nierozpoznany, towarzyszy naszej wędrówce, wysyła na ludzkie drogi zaproszenie skierowane do dobrych i złych: przygotowałem moją ucztę […]. przyjdźcie na ucztę! (Mt 22,4), który woła: jeśli ktoś jest spragniony... niech przyjdzie do Mnie i pije (J 7,37). Chrystus „dziś” obecny w swoim Kościele uczestniczy nieustannie w naszych radościach i smutkach, nadziejach i obawach (por. Gaudium et spes) oraz pragnie przekazywać orędzie swojej miłości i troski (por. JPII 1 X 1999).
Jezus Chrystus na wieki to Jezus jutra, to Jezus paruzji, to Jezus wieczności, to Ten Jezus, który przyjdzie sądzić żywych i umarłych (Skład Apostolski), który zasiądzie na swym tronie chwały (Mt 15, 31), a królestwu Jego nie będzie końca (Credo nicejsko-konstantynopolskie). Chrystus jutra jak błyskawica zabłyśnie na wschodzie, a świeci aż na zachodzie (Mt 24,27). Lecz czy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (Łk 18,8). Znajdzie ją, jeśli człowiek przyjmie prawdę, że Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Zatem autor listu do Hebrajczyków przestrzega nas: nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom (Hbr 13,8).
Ten Jezus, Jezus wczoraj, dzisiaj i przyszłości, jest uprawną rolą Bożą (1 Kor 3,9), z której wyrastamy, jest fundamentem, na którym wznosi się budowla naszej Ojczyzny i Kościoła w naszej Ojczyźnie, i nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus (1 Kor 3,11). Słusznie zatem przed 400 z górą laty wołał ks. Piotr Skarga: Ten stary dąb (czyli Polska) tak urósł, a wiatr jego żaden nie obalił, bo jego korzeń jest Chrystus. Ten narodowy kaznodzieja, polski prorok, nie wyobrażał sobie, aby Ojczyzna mogła trwać bez odniesienia do chrześcijańskich, katolickich wartości. Po wiekach do słów księdza Skargi nawiązał Stefan kard. Wyszyński, który na Jasnej Górze w 1957 r. przestrzegał: Albo Polska będzie katolicka, albo nie będzie jej wcale.
Istotę tej wiary i trwałość jej fundamentu znakomicie ujął w V w. św. Wincenty z Lerynu, nauczając: W samym zaś […] Kościele trzymać się trzeba silnie tego, w co wszędzie, w co zawsze, w co wszyscy wierzyli. To tylko bowiem jest prawdziwie i właściwie katolickie, jak to już wskazuje samo znaczenie tego wyrazu, odnoszące się we wszystkim do znaczenia powszechności. A stanie się to wtedy dopiero, gdy podążymy za powszechnością, starożytnością i jednomyślnością. Podążymy zaś za powszechnością, jeżeli za prawdziwą uznamy tylko tę wiarę, którą cały Kościół na ziemi wyznaje; za starożytnością, jeżeli ani na krok nie odstąpimy od tego pojmowania, które wyraźnie podzielali święci przodkowie i ojcowie nasi; za jednomyślnością zaś wtedy, jeżeli w obrębie tej starożytności za swoje uznamy określenia i poglądy wszystkich lub prawie wszystkich kapłanów i nauczycieli (Commonitorium).
Te słowa teologa sprzed półtora tysiąca lat są niejako komentarzem do słów autora Listu do Hebrajczyków: Pamiętajcie o swych przełożonych, którzy głosili wam słowo Boże, i rozpamiętując koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę! (Hbr 13,7). Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki, to wyznanie tych, którzy na przestrzeni wieków znali Go jako człowieka ziemskiego i widzieli jako zmartwychwstałego, i trwali mocno w przekonaniu, że Jezusa Chrystusa można poznać jedynie wtedy, kiedy pojmujemy Go jako jedność z Chrystusa „wczoraj”, „dziś” i „na wieki”, bo jedynie przez Chrystusa „wczoraj i dziś” można dostrzec i rozpoznać Chrystusa wiecznego.
Wybierzmy się oczyma naszej wyobraźni na wspólną podróż historyczną w głąb naszej, ponadtysiącletniej historii wiary, jak to niegdyś uczynił Dante Alighieri, udając się w pielgrzymkę w zaświaty, przekraczając kręgi piekieł, czyśćca i nieba, spotykając na drodze swego wędrowania wiele postaci z przeszłości. Niech nam wyjdą w tym wędrowaniu na spotkanie ci, którzy są uważani za filary Kościoła w naszej Ojczyźnie, by podali nam prawicę na znak wspólnoty (por. Ga 2,9). Niektórych z nich może nie znamy, wszak spreparowana historia nie uczy o świętych lub pomija ten ich aspekt życia i pracy, a i katecheza też często milczy. Niemal nie ma filmów i książek o naszych świętych, tych ogłoszonych i tych, których wiarę jedynie Ty znałeś (I Modlitwa Eucharystyczna), o Panie.
Wyruszmy zatem w tę duchową podróż:
W której dopatrzym w zachwyceniu błogim,
Jak się natura nasza łączy z Bogiem.
Tam się objawi, w co wierzym przez wiarę
(Dante Alighieri, Boska Komedia; Raj)
Oto wielki tłum […], stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy (Dz 7,9). Dalej Męczenników orszak biały (Te Deum).
Ci przyodziani w białe szaty, kim są i skąd przybyli? […] „Panie, ty wiesz”. […] „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi (Dz 7,13-15). Zbliżmy się przynajmniej do niektórych postaci z tego zastępu. Orszak ten otwiera kneź w książęcym kołpaku. A oto obok niego córa królewska wchodzi pełna chwały, […] za nią […] dziewice, jej druhny zdające się mówić do swej pani: zapomnij o swym ludzie, o domu swego ojca (por. Ps 45). To książę Mieszko I, który jako pierwszy z rodu Polan pokajał się [...] chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego (Thietmar, Kronika). Po jego prawicy „matka chrzestna Polski”, Dobrawa, która pracowała […] nad nawróceniem swego małżonka i wysłuchał jej miłościwy Stwórca (Thietmar, Kronika).
Za nimi zmierza ku nam wyniosła postać biskupa z wiosłem w ręku zamiast pastorału – to św. Wojciech, uchodźca z Pragi, przebity oszczepem Prusa imieniem Sicco. Z głębi wieków brzmi jeszcze głos Męczennika: Przybywam do Was z ziemi Polan, rządzonej przez księcia Bolesława, by nieść wam światło Wiary prawdziwej.
Na ustroniu, w lesie […] stoją pojedyncze i oddzielne chatki z drzewa, […] zewsząd borem i gajami […] otoczone, a przed nimi stoi pięć postaci, wychudzonych od surowego postu, odzianych w pustelnicze szaty kamedułów, uczynkami i budującym obyczajem we dnie i w nocy jaśniejących, […] śpiewem psalmów chwałę Bogu oddających (por. P. Pękalski, Żywoty). Ściany drewnianych domków krew barwi pięknymi plamami (Bruno z Kwerfurtu, Żywot) – to Bracia Męczennicy z Międzyrzecza.
Gdzieś w okolicach Pojezierza Suwalskiego spotkamy zaledwie 35-letniego mnicha benedyktyńskiego w biskupiej infule, ze śladami krwi na zakonnym habicie, który przemawia w naszym języku, lecz z obcym akcentem. W ręku trzyma pergamin. Można na nim odczytać jakże budujące słowa: Strzeż się, królu, jeżeli wszystko chcesz czynić przemocą, a nigdy z litością, którą lubi Chrobry […]. O, jak wielkie dobra i korzyści wynikłyby dla obrony chrześcijaństwa i nawracania pogan, jeśliby, jak ojciec [jego] Mieszko ze zmarłym, cesarzem, tak syn Bolesław żył z tobą, naszym królem. […] Cóż to za tekst? To fragment listu do cesarza Henryka II, a trzymający go w ręku mnich to św. Brunon, przyjaciel Chrobrego i autor listu.
W pustelni w Tropiu nad Dunajcem, w Bramie Sądecczyzny klęczy św. Andrzej Świerad, o którym Jan Długosz zapisał, iż wyróżniał się przykładnym życiem i obyczajami. Trzy razy w tygodniu pościł, a podczas Wielkiego Postu jego dziennym pokarmem był jeden orzech włoski. W jego ciało wrzynał się mosiężny łańcuch, który – jak mówią podania – z czasem obrósł skórą. Spójrz w kierunku wapiennej skały, u stóp której wstęgą Wisła płynie, a szczyt jej wieńczą wieże kościoła. Przy ołtarzu pochylona postać kapłana, którego ręce trzymają białą hostię i złoty kielich, a usta szepczą słowa „Hoc est enim Corpus Meum… Hic est enim Calix Sanguinis Mei…”, nad jego głową ostry miecz królewskiego siepacza. Rąbie ciało w kawałki – jakby nawet poszczególne części członków miały ponieść karę (W. Kadłubek, Kronika). Ciało jednak zrasta się bez blizny. To święty biskup krakowski, Stanisław ze Szczepanowa, patron zjednoczenia rozbitej na dzielnice Polski, obrońca ładu moralnego w kraju.
Dominikanin w białym habicie z miską pierogów u stóp, przygotowanych dla głodnych, i dzbanem mleka, które rozlane wróciło do cudownie sklejonego po rozbiciu dzbana. W jednej ręce trzyma Najświętszy Sakrament, a w drugiej figurkę Maryi, zaś w jego uszach brzmi Jej wyrzut: Jacku, mego Syna zabierasz, a mnie zostawiasz? Weź mnie ze sobą! Tak, to Odrowąż, św. Jacek.
Wzburzony Dunajec, pieniące się fale i biegnąca ku niemu niewiasta w czarnym habicie klaryski, z diademem książęcym na głowie i pierścieniem na palcu. W oddali bieleją tyny sądeckiego klasztoru, na które napiera horda tatarska. To św. Kinga, dzielna niewiasta. W dłoni trzyma akt fundacyjny klasztoru Panien zakonu świętej Klary, ku chwale Boga świętej Bogarodzicy (J. Długosz, Liber). U stóp czarnego krucyfiksu w katedrze wawelskiego zamku, z którego dolatuje szept „Jadwigo, ratuj Litwę”, klęcząca niewiasta, której ziemski urok […] tak porusza umysły i serca, urok, na który złożyło się wszystko, co tylko świat i przyrodzony porządek dać może, i przedziwna uroda i dostojność królewskiego pochodzenia i bystry rozum, wzbogacony świetną ogładą i silna wola i najczulsze niewieście serce (J. Rostworowski). Ach, to Jadwiga Królowa, patronka otwarcia Polski na chrześcijańską myśl. […] krzewicielka pokoju w swym otoczeniu i na scenie politycznej, […] nazywana Matką narodów (bp T. Płoski). U wrót tejże katedry wawelskiej klęczy postać w sutannie. Któż w nim odgadnie wielkiego uczonego, rektora Akademii Krakowskiej, który stał się […] chlubą i ozdobą tejże Akademii? To Jan Kanty, który w Akademii Krakowskiej przekazywał wiedzę zaczerpniętą z najczystszego źródła (Klemens XIII) łączący znakomicie wiarę z nauką.
Z Górnego Zamku wileńskiego ku Dolnemu Zamkowi schodzi młoda postać w czerwonym płaszczu i gronostajach spiętych klamrą z wizerunkiem litewskiej Pogoni. Zachował dziewictwo przez całe swe życie, aż do ostatniego dnia, a codziennie zalecał ojcu przestrzeganie sprawiedliwości w rządach królestwem i poszczególnymi ludami (Acta Sanctorum Martii). Tak, to święty Kazimierz Królewicz.
Ubogi zakonnik w habicie św. Franciszka, który niegdyś opuścił rodzinną Duklę, grotę nad rzeką Zaśpit i pustelnię na Cergowej, ukazujący się na niebie nad murami Lwowa, obleganego przez hajdamaków Chmielnickiego i czambuły Tuhajbeja, przynosząc ratunek dla miasta Semper Fidelis – zawsze wiernego Bogu i Rzeczypospolitej. To opiekun Dukli i Lwowa, chluba zakonu braci mniejszych, św. Jan z Dukli.
Gotycka katedra we Lwowie wypełniona po brzegi przez lud i możnych, a pod jej sklepieniem rozlega się donośny głos klęczącego u stóp wielkiego ołtarza monarchy: Wielka Boga-Człowieka Matko, o Przeczysta Panno! Ja, Jan Kazimierz, z łaski Twego Syna, Króla Królów i Pana mojego, i z Twojej łaski król, u stóp Twoich Najświętszych na kolana padając, obieram Cię dzisiaj za Patronkę moją i moich państw Królową (Za: A. Podsiad, Bogarodzico-Dziewico).
Ścieżką wśród błot poleskich biegnie postać w czarnej sutannie – to św. Andrzej Bobola. Dopada go zagon kozaków. Na plecach wycinają kontury ornatu i krzyża. Przerazić może wspomnienie okrutnych cierpień, które zniósł nieustraszony w wierze polski męczennik za to, że oddał się cały pracy apostolskiej i jako misjonarz nie szczędził sił w głoszeniu prawdziwej wiary (Pius XII).
Rok 1863. W gabinecie pałacu arcybiskupów warszawskich ze skupioną twarzą niedawno mianowany arcybiskup warszawski Zygmunt Szczęsny Feliński pochylony nad biurkiem składa carowi dymisję: Krew płynie wielkimi strumieniami, a represje zamiast uspokoić umysły, jeszcze bardziej je rozdrażniają […] Polska nie zadowoli się autonomią administracyjną, potrzebuje życia politycznego. Najjaśniejszy Panie […] uczyń z Polski naród niepodległy. Areszt domowy, wezwanie do Petersburga, zsyłka na 20 lat do Jarosławia nad Wołgą i dożywotnia tułaczka, bo stanął […] między pierwszymi postaciami, walczącymi o prawo narodu („Czas”).
Na stokach Cytadeli Warszawskiej lud Warszawy śpiewa Suplikacje, a skazaniec całuje krzyż. To Romuald Traugutt wołający do tłumu: Umiłowanie Ojczyzny i ponoszenie dla niej największych ofiar – to nie wybór, a obowiązek odziedziczony w testamencie naszych ojców (R. Traugutt).
Carski oficer, powstaniec styczniowy, więzień carskiej twierdzy, piszący duchowy testament w celi śmierci. Cudem ocalony, po powrocie z katorgi puka do furty klasztoru karmelitańskiego. Przecież to św. Rafał Kalinowski. Idzie ramię w ramię z młodzieńcem o postawnej sylwetce, lecz bez nogi, w ręce trzyma obraz cierpiącego Chrystusa – Ecce Homo. Stuka drewnianą protezą o bruk krakowskich ulic. Żołnierz. Inwalida. Malarz. Mnich. Żebrak. Cudotwórca. Człowiek z Bogiem zbratany (M. Winowska), Adam Chmielowski, św. Brat Albert, człowiek dobry jak chleb […], który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny (Brat Albert).
Obok, w otoczeniu zakładanych przez siebie zgromadzeń bezhabitowych, syn ziemi podlaskiej, kapucyn Honorat Koźmiński, spiskowiec z 1846 r., więzień X Pawilonu Cytadeli, opowiada swym duchowym córkom o swym nawróceniu: Jezus przyszedł do mnie do celi więziennej i łagodnie do wiary doprowadził (H. Koźmiński).
Nad dziecięcą trumienką w wiejskiej ochronce pochyla się ziemianin w surducie. Jakże kochał to dziecko, tę Józinkę, lecz Bóg ją zabrał. To twórca polskich ochronek i założyciel sióstr służebniczek NMP Niepokalanej, Edmund Bojanowski.
Mrocznymi zaś uliczkami ubogich dzielnic Lwowa przemyka chuda postać kapłana, lwowskiego apostoła Bożego miłosierdzia, „Ojca ubogich”, „Księdza dziadów”, którego jedynym pragnieniem było być wszystkim dla wszystkich, aby zbawić choć jednego (Z. Gorazdowski). Poznajecie go? To nasz rodak, sanoczanin, ks. Zygmunt Gorazdowski, jako niemowlę cudem ocalały z rzezi galicyjskiej.
Dwaj hierarchowie w biskupich szatach pochylają się nad mapą diecezji w Galicji, w zatroskaniu o dobro powierzonych im dusz, i zaznaczają miejscowości, gdzie należy wznieść nowy kościół i założyć nową parafię, by przybliżyć ludowi Boga i uchronić go od depolonizacji, od zruszczenia. Obaj synowie chłopscy, profesorowie Uniwersytetów Jagiellońskiego i Jana Kazimierza – abp Józef Bilczewski i bp Józef Sebastian Pelczar.
Początek wielkiej wojny. Polną drożyną, w kierunku lasu, ostatkiem sił biegnie młoda wiejska dziewczyna. Czy zdoła uciec przed rosyjskim sołdatem? Niestety nie zdołała, ale obroniła swą cześć, podejmując rozpaczliwe i nierówne zmaganie o zachowanie godności. Błogosławiona Karolino, skąd miałaś tyle sił i odwagi?
W zakonnej celi płockiego klasztoru sióstr miłosierdzia młoda zakonnica wpatruje się oczyma duszy w słodką postać Chrystusa, z którego serca wypływają dwa promienie, biały i czerwony. Wargi Faustyny szepczą: Jezu, ufam Tobie. Obok niej powiernik jej duszy ks. Michał Sopoćko z pokorą wyznający: co do prawdy miłosierdzia Bożego […] trzeba było prostej zakonnicy […], która […] powiedziała mi o niej (M. Sopoćko).
Appelplatz w KZ w Auschwitz. Przed szereg więźniów w pasiakach wysunął się jeden z nich i szedł krótkim krokiem […] prosto ku grupie esesmanów. Wściekły komendant obozu zapytał: Was will diese polnische Schweine? – Co chce ta polska świnia? Ojciec Maksymilian odpowiada spokojnie: Ich will sterben für ihn – wskazując ręką na stojącego obok Gajowniczka – Ja chcę umrzeć za niego. Er hat eine Frau und Kinder – On ma żonę i dzieci. Pada krótkie: Gut! Ten Rycerz Niepokalanej dopełnił swej ofiary w bunkrze głodowym w wigilię Jej święta Wniebowzięcia.
W konfesjonale przemyskiej katedry siedzi ascetyczna postać kapłana. Niestrudzony spowiednik, wychowawca kilku pokoleń przemyskich kapłanów – ksiądz Jan Balicki. Zatopiony w modlitwie powtarza z pokorą: Bonum mihi Domine quia humiliasti me – dobrze Panie, żeś mnie upokorzył (ks. J. Balicki).
Mury rzeszowskiego zamku, ubeckiej katowni, opuszcza wysoki, kościsty mężczyzna w popielatej czamarze, o twarzy szarosinej, za którym ludzie się oglądali. Szedł, a raczej wlókł się powoli. Swemu uczniowi, dzisiaj arcybiskupowi, wyznał: Traktowano mnie jak bandytę, upokarzano, wyśmiewano, popychano po chamsku, głodzono. A gdy poprosiłem o jedzenie, karmiono mnie słonymi śledziami, nie dając kropli wody do popicia. Bardzo się męczyłem (abp E. Nowak). Wkrótce dopełnił swoich dni. To pierwsza wyniesiona na ołtarze ofiara totalitaryzmu komunistycznego i ateistycznego, ks. Władysław Findysz, proboszcz ze Żmigrodu. Nie mogąc mówić, zaapelował pisemnie do parafian o podjęcie soborowych czynów dobroci. Postawiono mu zarzut zmuszania do praktyk religijnych.
Dostojna, wyprostowana, dumna postać hierarchy ubranego w kardynalska purpurę. Zdecydowanym głosem woła: Rzeczy Bożych na ołtarzach cesarza składać nam nie wolno. Non possumus! (List Episkopatu Polski). Potem były Rychwałd, Stoczek Warmiński, Prudnik i Komańcza, krótka wizyta w sanockiej farze i wielkie, milenijne „Gaude Mater Polonia!” na wałach jasnogórskich, a po latach w auli Pawła VI słowa: Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża-Polaka, […] gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła (JPII). Takiego Ojca, Pasterza i Prymasa Bóg daje raz na 1000 lat (JPII).
Trzydziestoparoletni kapłan, w oczach którego płonął żar miłości i odwagi w walce o sprawiedliwość i prawdziwą solidarność w narodzie, w kościele św. Stanisława na Żoliborzu zachęca słowami św. Pawła Apostoła tłum robotników gniewnie domagających się wolności i praw: Nie ulegaj złu, ale zło dobrem zwyciężaj! (ks. Jerzy). Na zewnątrz kordony ZOMO i milicji. Ten sam kościół, tłumy jeszcze większe. Pośrodku trumna kapłana-męczennika, Księdza Jerzego i słowa kaznodziei: Być może była potrzebna ofiara życia, aby odkryły się utajone mechanizmy zła, aby wyzwoliły się silniej pragnienia dobra (kard. J. Glemp).
Z loggii Bazyliki św. Piotra rozlega się wołanie: Habemus papam! Da un paese lontano (JPII) – z dalekiego kraju, dodaje z uśmiechem nowy Papież. Kilka miesięcy później całuje na kolanach ojczystą ziemię – To jest Moja Matka ta Ziemia, To jest Moja Matka ta Ojczyzna! (JPII) – Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi! (JPII). Na placu św. Piotra podczas audiencji tysiące ludzi. Rocznica objawień w Fatimie. Padają strzały, biała sutanna barwi się krwią. Totus Tuus, Maryjo! Szukałem was, teraz wy do mnie przychodzicie (JPII) – szepczą usta konającego. Wiatr czy tchnienie Ducha zamyka Księgę Życia na wieku trumny? Santo subito! – wołają tłumy. A on? Stoi […] w oknie domu Ojca, widzi nas i nam błogosławi (kard. J. Ratzinger).
Do szeregu dobiegają w ostatniej chwili dwaj młodzi, niemal chłopcy, braciszkowie franciszkańscy. Mocni w wierze; płonący miłością; posłańcy pokoju; aż do męczeństwa (napis na płycie pamiątkowej). Marksistowscy terroryści nazwali naszych Męczenników wrogami rewolucji, […] o. Zbigniew i o. Michał stanęli rewolucjonistom na drodze […] ich groźnych utopii (J. Zachariasz OFM).
Tak, widzę jeszcze wielu innych. 108 męczenników z okresu II wojny światowej, kapłanów i ich parafian pomordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, palonych żywcem w kościołach, widzę rodzinę Ulmów z Markowej – matka chroni przed kulą swe dzieci, również to w swym łonie.
Wszyscy oni tworzą panoramę naszych dziejów. Zwracam się zatem do Pana dziejów i narodów, i naszej ponadtysiącletniej historii:
Święty Boże!
O sprawiedliwą bijemy się rzecz:
O naszą wolną wolę,
O naszą ziemię i morze,
O matki krzyż na czole –
Pobłogosław nasz miecz.
O polskie kości na Wawelu,
O cmentarze ojcowskie,
Na których znak Twój świeci.
O lata przeszłe i przyszłe,
O nasze góry, o Wisłę,
O nasze żony i dzieci,
O dolę daleką i bliską,
O prawa ludzkie i Boskie,
O wszystko.
Amen.
(Kazimierz Wierzyński)