• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Polska to nie kolonia

Niedziela, 9 października 2016 (10:20)

Zakończenie rozmów przez Ministerstwo Rozwoju z francuską firmą Airbus Helicopters, producentem śmigłowca Caracal, w związku z brakiem możliwości porozumienia się w sprawie umowy offsetowej wywołało burzę we Francji, ale także wręcz lawinę krytyki ze strony opozycji w Polsce.

Francuski prezydent François Hollande, który miał przybyć do Polski 13 października, odwołał wizytę, a media w tym kraju piszą wręcz o „nożu w plecy i podeptaniu Francji przez Polskę”.

Emocje są spore, ponieważ już w połowie następnego roku we Francji wybory prezydenckie, a po ogłoszeniu końca rozmów z polskim rządem firma Airbus Helicopters poinformowała o konieczności zwolnienia przynajmniej 3 tysięcy pracowników.

Także politycy Platformy i Nowoczesnej odsądzają rząd premier Szydło dosłownie od czci i wiary w związku z rezygnacją z zakupu caracali, stwierdzając nawet, że właśnie straciliśmy potężnego francuskiego sojusznika.

Przypomnijmy tylko, że rząd PO – PSL w wyniku przetargu na helikopter dla polskiej armii wybrał ofertę francuskiej firmy Airbus Helicopters i jej śmigłowiec Caracal, a odrzucił oferty amerykańskiej firmy Sikorsky i należącej do niej PZL Mielec, oferującej śmigłowiec S-70i Black Hawk i jego morską wersję Seahawk, a także oferta włosko-brytyjskiej grupy Agusta Westland i jej zakładów PZL Świdnik, oferujących helikopter AW149.

Przypomnijmy także, że śmigłowce amerykańskie znajdują się w wyposażeniu 22 armii świata, w tym przede wszystkim armii amerykańskiej, i przetestowane zostały w wielu konfliktach wojennych, w tym w ostatnich latach w Afganistanie.

Z kolei te francuskie zaledwie w kilku krajach (poza Francją tylko w Brazylii, Meksyku, Malezji, Indonezji i Tajlandii), natomiast śmigłowiec ze Świdnika wchodzi do produkcji i w związku z tym, jak określił go prezes tego zakładu Krzysztof Krystowski, jest najnowocześniejszym produktem w tym segmencie uzbrojenia.

Ponadto należy podkreślić, że zarówno konsorcjum amerykańskie, jak i konsorcjum włosko-brytyjskie mają swoje zakłady w Polsce; ci pierwsi zatrudniają w samym PZL Mielec około 2 tysięcy pracowników (u kooperantów kolejne kilka tysięcy), ci drudzy w PZL Świdnik około 6 tysięcy pracowników.

Zwycięzca przetargu nie miał natomiast żadnego zakładu w Polsce, zobowiązał się tylko, że na podstawie porozumienia z WZL w Łodzi będzie montował w przyszłości śmigłowce Caracal.

Według prezesa Krystowskiego z PZL Świdnik, w jego zakładach (i u kooperantów) powstaje aż 60% śmigłowca AW129, podobne zaangażowanie zakładu w Mielcu deklarowali Amerykanie przy budowie Black Hawków w naszym kraju.

Wybór przez MON zarządzanego wówczas przez ministra Siemoniaka francusko-niemieckiego śmigłowca Caracal już w świetle tych faktów był co najmniej zastanawiający, zwłaszcza że z niejasnych powodów gwałtownie wzrosła jego cena.

Najpierw bowiem publicznie informowano, że zakup 70 śmigłowców dla polskiej armii będzie kosztował od 8 do 12 mld zł, później zakup zmniejszono do 50 śmigłowców, a miały one kosztować aż 13,5 mld zł, co oznacza, że podrożały przynajmniej o kilkadziesiąt milionów złotych za sztukę tuż przed rozstrzygnięciem przetargu.

Ponadto, jak ujawnili wówczas posłowie Prawa i Sprawiedliwości z sejmowej Komisji Obrony Narodowej, 25 śmigłowców Caracal miało przylecieć do Polski z Francji, natomiast pozostałe 25 według zapewnień koncernu Airbus miało być montowane w Polsce (zapowiadana skala zwolnień w Airbusie potwierdza, że nawet to minimalne zobowiązanie Francuzów było na wyrost).

Wczoraj na konferencji prasowej ministrów Macierewicza, Kownackiego z Ministerstwa Obrony Narodowej i Domagalskiego-Łabędzkiego z Ministerstwa Rozwoju dowiedzieliśmy się, że Francuzi nie byli gotowi do przedstawienia oferty offsetowej wartości przynajmniej 13,5 mld zł (co wynika z polskiej ustawy offsetowej), co więcej, nie spełniała ona celów określonych przez polski rząd.

Jak podkreślił wiceminister obrony Bartosz Kownacki (przedstawiciele tego resortu także brali udział w negocjacjach offsetowych), takie rozstrzygnięcie tej sprawy „jest dobrą lekcją dla tych wszystkich, którzy chcą rozmawiać z polskim rządem i próbować przeciągać na swoją stronę warunki umowy”.

Po prostu Polska nie może być traktowana jak kolonia, a reakcja strony francuskiej, ale niestety także obecnej opozycji i części mediów w naszym kraju, dobitnie pokazuje, że takie nawyki przez ostatnie lata weszły w krew i jednym, i drugim.

Dr Zbigniew Kuźmiuk