Negocjowali na szkodę Polski
Czwartek, 6 października 2016 (20:00)Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Świdniku, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakie w Świdniku są echa decyzji Ministerstwa Rozwoju o zerwaniu kontraktu z Airbus Helicopters?
– Jest oczywiście radość i chyba trudno się temu dziwić, bo przez ostatni rok żyliśmy w ciągłej niepewności, nie będąc pewni jutra. Jednocześnie mamy satysfakcję, że wszystkie nasze protesty i działania, jakie podejmowaliśmy, żeby nagłośnić całą sprawę, żeby nie została zamieciona pod dywan – że te wysiłki nie poszły na marne. Dobrze też, że nasze obawy i zastrzeżenia zgłaszane do oferty złożonej przez Airbus Helicopters i wybranej w ubiegłym roku przez ówczesny rząd, rząd koalicji PO – PSL, dzisiaj podzieliło Ministerstwo Rozwoju, stwierdzając, że Francuzi nie dopełnili zobowiązań offsetowych. W tej sytuacji nadzieje wróciły, dlatego liczymy, że w kolejnym rozdaniu – niezależnie od tego, czy będzie to przetarg czy rozdanie bezprzetargowe, czego dziś jeszcze nie sposób powiedzieć – tak czy inaczej liczymy, że na nowo, już na równych dla wszystkich warunkach będziemy mogli szukać swojej szansy.
Jednak czy nie zagraża bezpieczeństwu naszego kraju to, że straciliśmy cztery i pół roku, co – zważywszy na sytuację geopolityczną i wydarzenia za naszą wschodnią granicą – nie jest bez znaczenia, a teraz upłyną kolejne lata bez sprzętu, który w innych okolicznościach mógłby już dawno być w wyposażeniu polskiej armii?
– Ma pan rację: tych straconych lat z całą pewnością szkoda, ale to już przeszłość. Nie ulega jednak wątpliwości, że decyzja podjęta teraz przez Ministerstwo Rozwoju powinna być już rok temu. Niestety poprzednia ekipa rządowa parafowała umowę z Airbus Helicopters i nie można było jej zerwać wcześniej, bo być może naraziłoby to Polskę na poważne konsekwencje finansowe. Jako NSZZ „Solidarność” od samego początku staliśmy na stanowisku, że wybór francuskiej oferty nie jest korzystny ani dla polskiej gospodarki, ani też dla polskiego systemu obronnego, nie wspominając już o negatywnych skutkach dla naszych zakładów i naszych pracowników.
Proszę zatem powiedzieć, jak ta decyzja rządu PO – PSL o wyborze caracali odbiła się na załodze PZL Świdnik.
– W ubiegłym roku w PZL Świdnik w związku z wykluczeniem naszej oferty z przetargu mieliśmy uruchomiony jeden program dobrowolnych odejść, gdzie z firmą pożegnało się sto osób. Później został uruchomiony drugi program, a do tego jeszcze przymusowe zwolnienia, gdzie w sumie pracę ma stracić ok. 170 osób. Najbardziej przykre jest to, że – jeśli chodzi zwłaszcza o programy dobrowolnych odejść – na taki wariant rozstania się z zakładem decydują się doświadczeni, niezbędni dla firmy pracownicy w zasadzie w wieku przedemerytalnym. W obliczu nowych wyzwań, które być może nas czekają w nowym rozdaniu, ci ludzie z całą pewnością przydaliby się w firmie.
Czy w rysujących się nowych okolicznościach i ewentualnym nowym przetargu można będzie uniknąć tych zwolnień?...
– Trudno to teraz jednoznacznie powiedzieć. Póki co mamy, owszem, bardzo ważną decyzję o zakończeniu negocjacji offsetowych z Airbusem, ale jest to decyzja tylko Ministerstwa Rozwoju. Do finału potrzebna jest jeszcze decyzja Ministerstwa Obrony Narodowej o zakończeniu całej procedury przetargowej na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii bez wyboru oferty. Kiedy to nastąpi, jeszcze niestety nie wiemy. Stąd na nowe szanse, na nowe ewentualne zamówienia będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Mam tylko nadzieję, że w odróżnieniu od poprzedniego przetargu w przyszłym rozdaniu nie będzie jednej wspólnej platformy śmigłowcowej. To stwarza szanse nie tylko jednej, ale kilku firmom na udział w podziale tego przetargowego tortu. Oczywiście trzeba będzie też dostosować swoją ofertę do nakreślonych przez MON wymogów, ale to nie powinno stanowić problemu.
Jak ocenia Pan szanse na to, że śmigłowiec AW-149 produkowany w Świdniku znajdzie się w wyposażeniu polskiej armii?
– Z oceną ewentualnych szans będziemy musieli poczekać do momentu ogłoszenia przez resort obrony nowych warunków przetargowych, czyli szanse będą zależeć od wymagań, jakie zostaną postawione, i do tego – jak wspomniałem wcześniej – trzeba będzie dobrać ofertę. Tak czy inaczej wiemy, że w pierwszej kolejności kończą się resursy, a więc dobiega żywotność śmigłowców morskich. I tak jeśli mówimy o śmigłowcu morskim, który zastąpiłby użytkowane, serwisowane i naprawiane przez Marynarkę Wojenną helikoptery Mi-14, to z całą pewnością nie mógłby to być nasz śmigłowiec AW-149 ani też produkowany w Mielcu S-70i Black Hawk. To musiałby być śmigłowiec tej klasy, co AW-101, a więc morska wersja śmigłowca wytwarzanego przez nasz koncern AgustaWestland. Jest to większy śmigłowiec, który jest w stanie zabrać na pokład 27 w pełni wyposażonych żołnierzy lub nawet do 40 pasażerów. Jeśli natomiast w ewentualnym przyszłym rozdaniu będzie potrzebna wersja helikoptera pasująca do AW-149, to jak najbardziej będziemy ją wystawiać i spróbujemy powalczyć o kontrakt w uczciwym w odróżnieniu od poprzedniego przetargu postępowaniu, gdzie skreślono nas, nie dając nawet szansy na zmierzenie się z francuską konkurencją.
Szkoda tylko straty kilku lat…
– Owszem, tak jak już mówiłem: straconego czasu nikt już nie wróci. Ale pozytywne w tym wszystkim jest to, że teraz błąd jest naprawiany. Nie oznacza to jednak, że winni tych zaniedbań, karygodnych błędów mają być bezkarni, skoro oferta wybrana do dalszych negocjacji przez rząd Platformy zawierała szereg uchybień. Czy i jaki ewentualnie to będzie rodzaj odpowiedzialności, to myślę, że powinno być określone i wyjaśnione przed powołane do tego służby. Jednak nie mnie to oceniać. Nie można też wykluczyć, że wszystko odbyło się zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, a wtedy konsekwencje karne mogą nie wchodzić w grę. Tak czy inaczej są jeszcze konsekwencje polityczne i te z całą pewnością powinny zostać wyciągnięte wobec winnych. Moje prywatne zdanie jest takie, że działania, jakie zostały podjęte przez poprzednią ekipę, Platformę z PSL, tuż przed końcem kadencji, kiedy parafowana została umowa z francuskim dostawcą, dodatkowo w sytuacji, kiedy tyle było zastrzeżeń wobec caracali – to tylko potwierdza, że było to działanie celowe i z premedytacją. Teraz dodatkowo pojawiają się nowe fakty związane z offsetem, gdy okazuje się, że były to także działania nieprzynoszące żadnych korzyści dla polskiego przemysłu i w ogóle całej naszej gospodarki. Ktoś, kto za to odpowiada, powinien zostać napiętnowany.