Dbali o obcych
Czwartek, 6 października 2016 (04:20)Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w PZL Mielec, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Polska nie kupi francuskich caracali. Jak ta decyzja została przyjęta w PZL Mielec?
– To bardzo dobra i długo przez nas oczekiwana decyzja. To także spełnienie deklaracji wyborczych z kampanii prezydenckiej i parlamentarnej PiS. Ale decyzja Ministerstwa Rozwoju to pierwszy – owszem – ważny, ale jednak dopiero pierwszy krok w kierunku rozstrzygnięcia, które, mam nadzieję, będzie dobre i korzystne dla Polski. Problem polega na tym, że zamknięcie przetargu na zakup śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii, na co ze zniecierpliwieniem czekamy od półtora roku, wymaga jeszcze kolejnych decyzji. Chodzi o to, w jaki inny sposób kierownictwo MON i polska armia może zakupić wysokiej klasy śmigłowce szybko, a jednocześnie nie przepłacając.
Jakie w związku z tym wyłaniają się możliwe scenariusze?
– Tych scenariuszy czy możliwości jest co najmniej kilka. Według naszej – związkowców – wiedzy, najszybszym i najkorzystniejszym rozwiązaniem byłby zakup śmigłowców według dyrektywy unijnej powołującej się na istotny interes bezpieczeństwa państwa. Ta dyrektywa daje możliwość dokonania zakupu z wolnej ręki, a więc bez postępowania przetargowego. Decyzje będą jednak podejmowane przez kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej. Uważam, że powinny być one podjęte jak najszybciej, bo tego wymaga dobrze pojęty interes państwa polskiego i sytuacja geopolityczna. W naszej ocenie, jeśli taka decyzja zostałaby podjęta w najbliższym czasie, to jest jeszcze możliwość, żeby zakup śmigłowców sfinansować z tegorocznego budżetu. Producent black hawków – amerykańska firma Sikorsky gwarantuje najszybszą dostawę śmigłowców dla polskiej armii.
Jak w obliczu ewentualnych nowych wyzwań przygotowuje się producent śmigłowców Black Hawk – Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu?
– Jako zakład jesteśmy gotowi podjąć każde wyzwanie. Wszystko będzie jednak zależeć od tego, jak będą sformułowane warunki techniczno-taktyczne ewentualnego przyszłego przetargu. Tak czy inaczej, jeśli zakup odbywałby się z zastosowaniem wspomnianej dyrektywy unijnej powołującej się na istotny interes bezpieczeństwa państwa i jeśli decyzje o tym zapadną lada moment, to należąca do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin firma Sikorsky i PZL Mielec jesteśmy w stanie dostarczyć pierwsze maszyny w ciągu pięciu, sześciu miesięcy.
Jak skomentuje Pan informację podaną przez jedną z komercyjnych stacji, która ubolewa, że polscy żołnierze będą musieli przekonać się do black hawka produkowanego w Mielcu na Podkarpaciu, które od lat konsekwentnie głosuje na PiS?
– Szczerze mówiąc, szkoda czasu na komentowanie doniesień TVN24 – medium o – delikatnie rzecz ujmując – bardzo nieobiektywnym spojrzeniu. Black hawka nie trzeba bronić – to jest produkt, który sam się broni. To śmigłowiec użytkowany w 28 krajach świata, sprawdzony w misjach wojskowych, m.in. w Iraku i Afganistanie. Do tej pory wyprodukowano ponad cztery tysiące tych ekonomicznych i niezawodnych maszyn. Black hawkom nie potrzeba zatem specjalnej reklamy. Należy się tylko dziwić, że poprzedni rząd koalicji PO – PSL, wykluczając ten śmigłowiec, nie dopuszczając go nawet do fazy testów, nie pozwolił na zaprezentowanie jego możliwości. To była zła, szkodliwa decyzja zarówno dla polskiej armii, jak i dla naszej gospodarki. Niech zatem poprzednia ekipa się wytłumaczy przed wyborcami ze swoich decyzji, a media – także te, które teraz wylewają krokodyle łzy nad „krzywdą” francuskiego oferenta, niech okażą się obiektywne i przypilnują, żeby politycy PO – PSL znów się nie wymigali od odpowiedzialności.
Co Pana zdaniem stało za decyzją o wyborze francuskich caracali?
– O to należałoby zapytać tych, którzy takie decyzje podejmowali. Nie ulega jednak wątpliwości, że była to decyzja szkodliwa z wielu względów. Co zatem skłoniło poprzednią ekipę do wyboru tego kierunku… Powodów może być bardzo wiele. Przypomnę tylko, co się wówczas mówiło, a mianowicie, że jest to wotum wdzięczności za wybór Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej, byli też i tacy, którzy uważali, że jest to rekompensata za wyprodukowane, ale niewysłane do Rosji przez Francuzów okręty desantowe Mistral. Tak czy inaczej, z punku widzenia interesu Polski dobrze się teraz stało, że Ministerstwo Rozwoju zerwało ten przetarg.
Jak związkowcy, jak załoga PZL Mielec ocenia działania rządu PiS w sprawie przetargu śmigłowcowego?
– To dobrze, że obecny rząd podjął refleksję i mimo krytyki ze strony opozycji, która idąc w zaparte, broni swoich, co tu dużo mówić – błędnych i szkodliwych decyzji – spojrzał obiektywnie na ten lukratywny kontrakt, przetarg i dokonany wybór francuskiej oferty, która w naszej ocenie nie miała żadnego racjonalnego uzasadnienia. Integralną częścią kontraktu śmigłowcowego był offset i Francuzi – jak widać – tego punktu nie spełnili, na co –jak już mówiłem – mieli półtora roku. Teraz mogą winić sami siebie. Natomiast politycy PiS w kampanii wyborczej obiecywali, że przyglądną się temu przetargowi i już po objęciu władzy danego słowa dotrzymali. Decyzja o zerwaniu kontraktu jest tego najlepszym przykładem, ale to nie koniec. Najważniejsze jest to, że zastopowane zostały szkodliwe decyzje dla polskiej gospodarki. Teraz niezbędne są kolejne decyzje, żeby naprawić to, co zepsuli poprzednicy. Polska straciła cztery i pół roku. Teraz, zakładając, że będzie nowe rozdanie, znów pojawiła się szansa i nadzieja na nowe inwestycje w naszych polskich zakładach, na zwiększenie zatrudnienia, które – jak pamiętamy – m.in. w związku z odrzuceniem przez rząd PO – PSL w Mielcu, ale też w Świdniku zostało zredukowane. To niestety prawda, że poprzednia ekipa, wybierając ofertę francuskiego Airbus Helicopters, de facto otworzyła worek ze zwolnieniami dla polskich pracowników, natomiast zadbała o miejsca pracy we Francji.
Póki co, francuski producent milczy, czy spodziewa się Pan jakichś reakcji wobec Polski?
– Publiczne francuskie radio już dziś, komentując decyzję o zerwaniu kontraktu z Airbus Helicopters, uderza w obecny polski rząd. To żenujące, przecież Francuzi mieli półtora roku na to, żeby podczas negocjacji offsetowych udowodnić i przekonać polskich partnerów, że są w stanie spełnić wymagania, jakie im postawiono. I tego niestety nie zrobili. Dzisiaj media francuskie, jeśli chcą krytykować czy szukać winnych tego, że wielomiliardowy kontrakt przeszedł im koło nosa, niech zaczną od siebie. Komentując decyzję polskich władz – zamiast rzucać oskarżenia – niech przedstawią francuskiemu społeczeństwu, jakie były fakty, wtedy żaden komentarz nie będzie potrzebny.