• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Przegrali, ale było lepiej

Wtorek, 27 września 2016 (23:21)

Wstydu nie było, ale sensacji też. Piłkarze Legii Warszawa przegrali w Lizbonie ze Sportingiem 0:2 w meczu drugiej kolejki Ligi Mistrzów.

W pierwszym spotkaniu, przed dwoma tygodniami, warszawianie zostali upokorzeni na własnym stadionie przez Borussię Dortmund. Wielu się obawiało, że dziś może być podobnie – i musieli poczuć się zaskoczeni przebiegiem początkowych fragmentów meczu. Oto bowiem legioniści zaczęli całkiem odważnie, bez kompleksów, stworzyli sobie nawet sytuację, zmarnowaną przez Nemanję Nikolicia.

Widać było wpływ nowej „miotły”, czyli trenera Jacka Magiery, szczególnie w mentalnym podejściu piłkarzy. Niestety, z czasem zarysowywała się przewaga gospodarzy, którzy, gdy tylko wzięli się mocniej do pracy, od razu wprowadzali wielkie zamieszanie w liniach defensywnych mistrzów Polski. Świetnie wyszkoleni Portugalczycy łatwo wygrywali pojedynki, szybko wymieniali piłkę, korzystając przy tym z licznych – w tej fazie meczu – błędów warszawian. Te chyba najbardziej irytowały, proste straty, podania wprost do rywala, w dużej mierzy wynikające z braku pewności siebie albo dekoncentracji. Wynik 0:0 utrzymał się do 28. minuty. Wtedy, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Miroslav Radović przedłużył piłkę tak niefortunnie, iż idealnie wystawił ją Bryanowi Ruizowi, który płaskim strzałem nie dał szans Arkadiuszowi Malarzowi. W 37. min było już 2:0, kiedy to z bliska trafił Bas Dost. Zrobiło się wtedy nieciekawie, gdyby nie Arkadiusz Malarz, szybko padłby trzeci gol. Do przerwy nie padł – nie padł także po niej.

W drugiej połowie Sporting nie atakował już z zacięciem, a Legia zagrała lepiej niż w pierwszej. Mistrzowie Polski kilka razy postraszyli nawet rywali, a w 69. minucie mogli i powinni zdobyć kontaktowego gola. Radović znalazł się w idealnej sytuacji, mógł zrobić z piłką wszystko i uderzył… fatalnie, obok słupka. Szkoda tej okazji, była wyborna, najlepsza, jaką warszawianie sobie stworzyli. Wynik 2:0 pozostał już do końca. Porażka, jak każda, zabolała, jednak tym razem obyło się bez kompromitacji, obyło się bez wstydu. Legia była zespołem gorszym, ale kilka razy pokazała, że jednak wie, jak się w piłkę gra. Coś, o czym w starciu z Borussią nie pamiętała w ogóle.

W drugim meczu grupy F dortmundczycy zremisowali u siebie z Realem Madryt 2:2. „Królewscy” prowadzili od 17. min i trafienia Cristiano Ronaldo, w 43. min wyrównał Pierre-Emerick Aubameyang, w 68. min kolejnego gola dla gości zdobył Raphaël Varane, a w 87. min wynik ustalił André Schuerrle.

Sporting Lizbona – Legia Warszawa 2:0 (2:0). Bramki: Bryan Ruiz (28), Bas Dost (37). Żółte kartki: Guilherme, Jakub Rzeźniczak. Sędzia: Michael Oliver (Anglia). Widzów: 40 094.

Sporting: Rui Patrício – João Pereira, Sebastián Coates, Rúben Semedo, Jefferson - Gelson Martins (76. Joel Campbell), William Carvalho, Adrien Silva, Bruno César (67. Lazar Marković) – Bryan Ruíz (87. Radosav Petrović), Bas Dost.

Legia: Arkadiusz Malarz – Bartosz Bereszyński, Jakub Rzeźniczak, Jakub Czerwiński, Adam Hlousek – Guilherme, Tomasz Jodłowiec, Thibault Moulin (86. Michał Kopczyński), Miroslav Radović, Steeven Langil (46. Michaił Aleksandrow) – Nemanja Nikolić (60. Vadis Odjidja-Ofoe).

 

 

Piotr Skrobisz