• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Polisolokaty – czyli jak „strzyżono” Polaków

Czwartek, 22 września 2016 (05:18)

Z Januszem Szewczakiem, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Finansów Publicznych, głównym ekonomistą SKOK, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejmowa Komisja Finansów Publicznych zajęła się polisolokatami. Czym są polisolokaty i dlaczego akuratnie ta sprawa jest tak paląca?

– Sprawa jest nie tylko paląca, ale też bulwersująca, wręcz skandaliczna. Okazuje się bowiem, że w państwie polskim od wielu lat, mimo istnienia takich instytucji jak Komisja Nadzoru Finansowego – czyli wysokich urzędników państwowych, którzy mieli dbać o bezpieczeństwo naszych portfeli i równość wszystkich uczestników na rynku finansowym, a co za tym idzie – również najsłabszych klientów, niestety doszło do sytuacji, gdzie według szacunków ok. 4-5 milionów Polaków zostało naciągniętych na te niezwykle oszukańcze produkty – często określane przez ekspertów jako rażąco oszukańcze – na kwotę 40-50 miliardów złotych. Były to tzw. ubezpieczenia z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, które adresowano do osób często starszych czy wręcz mocno zaawansowanych wiekowo, którym proponowano np. ominięcie podatku Belki i poprzez stałe opłaty inwestowanie w różnego rodzaju produkty bankowe, giełdowe z jednoczesną obietnicą ubezpieczenia. Produkty te praktycznie nie dawały klientom szans na zarobek, co więcej, poziom ich skomplikowania był tak wysoki, że nie powinny być oferowane przeciętnemu konsumentowi, a co dopiero ponad 80-letniej osobie.

Jakie były pułapki i skala nadużyć?

– Takich kruczków prawnych było wiele. Dla przykładu w 30 czy 40-stronicowej umowie był zapis, że jeśli dana osoba zerwie taką umowę przed upływem 5, 10 czy nawet 15 lat, to traci 90 czy nawet 100 proc. tego, co miała zgromadzone na koncie. I takich przypadków była cała masa i dopiero działania rzecznika finansowego, UOKiK unaoczniły skalę „strzyżenia” Polaków i „golenia” ich z ciężko zarobionych i zaoszczędzonych pieniędzy. Skala tych nadużyć, tych nieprawidłowości była ogromna. To, co się działo, bez żadnej przesady można nazwać aferą polisolokat. Przecież wielu ludzi – jak wspomniałem – zostało pozbawionych często dorobku całego życia. Jeśli mówimy o oszukaniu 4 czy 5 milionów Polaków na kwotę 40-50 miliardów złotych, to skala tych patologicznych, oszukańczych produktów jest ogromna, i jeśli chodzi o wielkość, porównywalna do tzw. kredytów frankowych.

Kto był beneficjentem tych nieuczciwych polisolokat, mówiąc wprost – kto się na tej krzywdzie ludzkiej obłowił?

– Tego typu produkty jak polisolokaty czy tzw. ubezpieczenia z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym były sprzedawane głównie przez firmy ubezpieczeniowe, ale również przez firmy pośrednictwa finansowego, ale także przez banki, które w tym procederze uczestniczyły. To jest udokumentowane i nawet pierwsze wyroki, jakie zapadły w tych sprawach, pokazują, jaka była skala zaniedbań na polskim rynku finansowym ze strony nadzorcy, który często zamiast stawać w obronie czy po stronie pokrzywdzonych niestety – w procesach sądowych – stawał po stronie firm ubezpieczeniowych oferujących te toksyczne produkty. I jak słusznie zauważył kilka miesięcy temu prezes PiS Jarosław Kaczyński, są to właściwie sprawy na pograniczu lichwy i wyzysku, stąd należy z tym procederem jak najszybciej skończyć.

Jak należałoby ten problem rozwiązać?

– Należy pomyśleć o systemowym, a nie tylko doraźnym rozwiązaniu, może o projekcie ustawy. Być może można ten spór zażegnać w sposób polubowny, żeby firmy ubezpieczeniowe, firmy pośrednictwa finansowego czy banki wyszły z inicjatywą i zwróciły te pieniądze Polakom. I to byłoby najprostsze i najbardziej oczekiwane rozwiązanie. Oczywiście w grę wchodzi też rozliczenie tych, którzy dopuścili do takiej skali grabieży ludzkich portfeli. Tak jak wspomniałem, często ludzi starszych, którzy nawet nie mieli świadomości, na czym polega ten produkt. Absurdem jest także ubezpieczanie na życie osób powyżej 80. czy 85. roku życia na kilkanaście czy nawet na kilkadziesiąt lat do przodu.

Co te produkty miały wspólnego z ubezpieczeniami?

– Nic. To nie były żadne ubezpieczenia, a jedynie tak się nazywały. To było obejście prawa podatkowego, bo jak już powiedziałem, unikano w ten sposób płacenia podatku Belki. Co również istotne – instytucje publiczne tolerowały uszczuplanie wpływów podatkowych i budżetowych podobnie jak banki, które to tolerowały. W sumie była to ogromna skala zaniedbań i nieprawidłowości, pokazująca, jak przez wiele lat na polskim rynku finansowym był traktowany indywidualny klient ze swoimi pieniędzmi. Nikt tego klienta nie chronił, co więcej, niektórzy przedstawiciele instytucji publicznych – państwowych, wręcz tolerowali tego typu zjawiska. Z pewnością KNF jest tutaj jedną z głównych instytucji współodpowiedzialnych za tą sytuację.

Czy dotąd nikt o tym nie mówił, nikt z poszkodowanych nie zgłaszał tego faktu?  

– Członkowie różnych stowarzyszeń – ludzie, którzy się organizowali w grupy poszkodowanych przez polisolokaty – kierowali wielokrotnie zawiadomienia do prokuratury o tego typu formie przestępstwa. Były też zawiadomienia Stowarzyszenia „Przywiązani do Polisy” do ówczesnego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o popełnieniu przestępstwa z art. 231 kodeksu karnego przeciwko przewodniczącemu KNF Andrzejowi Jakubiakowi, które trafiały do kosza bądź były umarzane. A zatem nie było żadnej reakcji poprzedniej władzy koalicji PO – PSL w tej sprawie, a problem narastał. I dzisiaj jest to już gigantyczna kwota, która powinna być zwrócona polskim obywatelom, klientom firm ubezpieczeniowych, bankowych, firm pośrednictwa finansowego i często już tak się dzieje, tyle że nie formalnie, bo pod postacią ugód zawieranych przez kancelarie prawne, które występują w imieniu swoich klientów. W ten sposób część poszkodowanych odzyskuje swoje pieniądze.

A co z tymi, którzy dużo wcześniej utracili swoje pieniądze?

– Ci ludzie, którzy wiele lat temu zostali poszkodowani, niestety nie mieli szans na podjęcie działań odszkodowawczych, a co za tym idzie – na odzyskanie swoich pieniędzy. I teraz trzeba będzie to naprawić. Te pieniądze zagrabione w sposób bezprawny, uzyskane w sposób oszukańczy, powinny wrócić do polskich obywateli, do ich portfeli. Normalnie na świecie takie firmy ponoszą konsekwencje i muszą płacić wielomilionowe czy nawet wielomiliardowe kary. Te działania, które dzisiaj podejmujemy w Polsce – chodzi o dyskusję w ramach sejmowej Komisji Finansów Publicznych – mam nadzieję zapoczątkują działania, które zapewnią ochronę polskim klientom. I tak jak to jest w przypadku tzw. kredytów frankowych, gdzie poszkodowani zaczynają na drodze sądowej odzyskiwać swoje pieniądze – niesłusznie pobrane raty kredytowe – tak wydaje się, że również poszkodowani za pomocą polisolokat odzyskają pieniądze. Sądzę, że w przypadku polisolokat nie warto czekać wyłącznie na procesy czy ugody sądowe, ale ustawodawca sam powinien reagować w tej sprawie. Jeśli winowajcy nie będą chcieli współpracować w naprawieniu szkód wywołanych tą gigantyczną aferą finansową, to oczywiście należałoby rozważyć również surowy wariant nie tylko wzrostu tych pieniędzy, ale również ukarania winnych podmiotów.

Jakie konkretnie propozycje na rozwiązanie tej sprawy ma PiS?

– Ponieważ była to pierwsza tak znacząca debata w ramach komisji dotycząca polisolokat, bo jak wspomniałem wcześniej, ta sprawa była lekceważona, stąd teraz liczymy, że niebawem wyłonią się pewne propozycje. Oczywiście będą przedstawiane stanowiska wszystkich stron, a więc miejmy nadzieję, że będzie to dopiero początek długiego procesu. Dzisiaj chcemy ustalić, w jakim miejscu jesteśmy z tymi rażąco oszukańczymi produktami, jakimi są polisolokaty, i ustalić program naprawczy. Będzie to albo wspólne działanie z firmami ubezpieczeniowymi, bankami i firmami pośrednictwa finansowego, albo przygotowanie rozwiązań ustawowych.

Czy następne na tapecie będą tzw. kredyty frankowe...?

– Taki postulat dotyczący tzw. kredytów frankowych jest oczywiście również zgłoszony do prac sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Mam nadzieję, że dyskusja będzie równie burzliwa. W Sejmie jest projekt prezydencki dotyczący zwrotu spreadów przez banki. Jest też projekt Kukiz’15 dotyczący przewalutowania tzw. kredytów frankowych, a dzisiaj Platforma podobno zgłosiła także swój stary projekt rozwiązania tzw. kredytów frankowych czyli „50 na 50”, który upadł w Sejmie jeszcze w poprzedniej kadencji. Tych projektów jest zatem coraz więcej. Niewykluczone, że PiS także przedstawi swój własny projekt rozwiązania tej pilnej kwestii, bo w takiej formule jak obecnie może się okazać, że na drodze sądowej tzw. kredytobiorcy frankowi będą otrzymywać korzystniejsze warunki niż jest im w stanie zaoferować ustawodawca. Sądy coraz bardziej dostrzegają skalę problemu, czynią to w sposób bardziej profesjonalny, sprawiedliwy, stając po stronie poszkodowanych na skutek tzw. kredytów frankowych – tak zwanych, ponieważ żaden kredytobiorca franka szwajcarskiego nawet na oczy nie widział, podobnie jak deweloper, który budował mieszkania.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki