• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Pediatria pod młotek

Sobota, 1 grudnia 2012 (02:12)

Dyrektorzy instytutów pediatrycznych domagają się pilnego zwiększenia wyceny procedur wykorzystywanych w leczeniu dzieci. Wczoraj spotkali się w tej sprawie z prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Agnieszką Pachciarz. Sytuacja jest poważna. Niedoszacowanie pediatrii sięga nawet 20 procent.

Jak poinformowała Pachciarz, eksperckie analizy dowodzą, że niektóre ze świadczeń pediatrycznych są niedoszacowane i w związku z tym zostaną wyżej wycenione niż obecnie. Zespół specjalistów z dziedziny pediatrii pod kierunkiem prof. Anny Dobrzańskiej i prof. Alicji Chybickiej przygotował wykaz świadczeń, za które szpitale powinny otrzymywać więcej pieniędzy.

Dobrzańska, krajowy konsultant do spraw pediatrii, podnosi, że ciężko chore dzieci wymagają najczęściej leczenia kompleksowego, które siłą rzeczy jest droższe. Zmiany w finansowaniu powinny w pierwszym rzędzie objąć najbardziej złożone przypadki medyczne.

Prezes Agnieszka Pachciarz zapowiedziała, że propozycje będą analizowane, a efekty prac mają być znane na przełomie stycznia i lutego. Poseł Bolesław Piecha, szef sejmowej Komisji Zdrowia, nie ma wątpliwości, iż do spotkania doszło za późno i że jego efekty będą jedynie doraźne.

- Kontrakty powinny zostać podpisane jeszcze w grudniu, aby mogły zacząć obowiązywać już na początku przyszłego roku. 1 stycznia za pasem. Sądzę, że warunki są już ustalone, kontrakty rozpisane. Manipulowanie ceną w takim momencie jest rzeczą bardzo dziwną. Tym bardziej że nie słyszałem, aby były prowadzone jakieś rzetelne rachunki dotyczące prawidłowości wyceny tych świadczeń - zaznacza parlamentarzysta.

- Negocjacje skończą się tym, że komuś się odbierze, by komuś coś dorzucić. Być może dosypie się trochę pieniędzy do oddziałów pediatrycznych, ale ujmie się np. onkologii. Bałagan pozostanie ten sam - ocenia Piecha.

W jego przekonaniu, podejmowane działania mają charakter jedynie doraźny. - Nie da się w tak krótkim czasie w rzetelny sposób wycenić świadczeń zdrowotnych. To nieporozumienie. Gratuluję refleksu Narodowemu Funduszowi Zdrowia, który dopiero teraz zorientował się, że procedury leczenia chorych dzieci są źle wycenione - mówi poseł.

Radźcie sobie sami

Sytuacja szpitali pediatrycznych jest tragiczna - a i to słowo nie oddaje w pełni stanu, w jakim znalazły się wskutek chronicznego braku środków. Instytut "Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka" z 200-milionowym długiem to tylko jeden z całej palety przykładów. Podobne zadłużenie wygenerował Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, fatalną kondycję finansową ma też Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu.

Długi szpitali dziecięcych mają kilka źródeł: to przede wszystkim zaniżona wycena wysokospecjalistycznych procedur pediatrycznych, zaniżanie wartości kontraktu, brak lub niepełna zapłata za tzw. nadwykonania. A także brak pokrycia kosztów, jakie placówki te muszą ponosić, utrzymując 24-godzinną gotowość do przyjęcia pacjentów w ciężkim stanie, co wymaga rozbudowy diagnostyki oraz zapewnienia opieki wielu specjalistów z każdego zakresu pediatrii. Główną bolączką pediatrii jest system tzw. jednorodnych grup pacjentów (JGP), który uśrednia wydatki na świadczenia wysokospecjalistyczne, pomijając specyfikę schorzeń wieku dziecięcego, wymagających często bardziej intensywnego leczenia oraz bardziej pogłębionej diagnostyki w związku z występowaniem różnego typu wad wrodzonych i zaburzeń genetycznych.

Jak oszacował w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" dr Jacek Graliński, zastępca dyrektora ds. klinicznych Centrum Zdrowia Dziecka, niedoszacowanie pediatrii waha się w granicach 17-20 procent. - Jeżeli dostalibyśmy wycenę związaną z kosztami, jakie ponosimy adekwatnie do naszej pozycji w systemie ochrony zdrowia, to problem zostałby rozwiązany - zauważa dr Graliński.

Równia pochyła

Wiadomo już, że wzrost PKB na poziomie 2,5 proc., jaki rząd założył w ustawie budżetowej, jest nierealny. Resort finansów już obniżył prognozy do 2,3 procent. Według danych GUS, bezrobocie osiągnęło już pułap 12,4 proc. (dane z września br.) i jest wyższe niż przed rokiem. Bez pracy pozostaje blisko 2 miliony Polaków. A to oznacza, że szacowana na przyszły rok wysokość wpływów ze składek zdrowotnych do ZUS i KRUS będzie znacznie niższa od kwoty zakładanej przez NFZ. Na świadczenia opieki zdrowotnej zaplanowano w przyszłym roku nieco ponad 63,27 mld złotych. Wzrost liczby bezrobotnych odbije się niewątpliwie na wpływach do budżetu Funduszu.

Znaczenie ma też nominalna wysokość tych składek, uzależniona od wysokości zarobków. Obecnie składka zdrowotna płacona przez większość pracujących Polaków wynosi 9 procent. Wraz ze spadkiem dochodów spadną też te kwoty, co odbije się na finansach Funduszu. W efekcie może zabraknąć pieniędzy na zakontraktowane świadczenia.

- Problem polega na tym, że nie wiadomo, jak będzie wyglądać ostatecznie koniunktura gospodarcza, a składki zdrowotne są czymś w rodzaju "składatku", czyli czymś pośrednim między składką a podatkiem. Wielkość środków w NFZ jest pochodną koniunktury gospodarczej. NFZ może mieć tych środków mniej. Prognozy nie są optymistyczne. Myślę, że przyszły rok będzie trudniejszy niż obecny - ocenia dr hab. n. med. Krzysztof Krajewski-Siuda, ekspert Instytutu Sobieskiego z zakresu zdrowia publicznego.

Część placówek szybciej niż w tym roku może nie mieć pieniędzy na leczenie swoich pacjentów. W tej sytuacji trzeba będzie się liczyć ze wstrzymywaniem przyjęć chorych i zawieszaniem wykonywania zabiegów. Przez to w innych placówkach automatycznie będą rosły kolejki do specjalistów.

W ocenie ekspertów, konieczne byłoby zreformowanie sektora finansowania systemu ochrony zdrowia. A więc przede wszystkim wprowadzenie konkurencji dla NFZ - czyli innego płatnika, co spowodowałoby bardziej elastyczną wycenę świadczeń, lepiej dostosowaną do potrzeb szpitali. Na to się jednak nie zanosi. Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiedział już, że co najwyżej zdecentralizuje obecnego płatnika.

Anna Ambroziak