• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Badania brzozy w Moskwie

Sobota, 1 grudnia 2012 (02:08)

Polscy biegli będą badać fragmenty smoleńskiej brzozy w Moskwie.

Ze smoleńskiej brzozy, na której według MAK i komisji Jerzego Millera polski tupolew miał stracić część skrzydła, odcięto dwa fragmenty, o długości 160 cm każdy.

Informację potwierdził rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa. O sprawie doniosła najpierw "Gazeta Polska Codziennie", która napisała, że odcięto 3,2 m drzewa wraz z miejscem jego złamania, a także wiele gałęzi. Z informacji prokuratury wynika, że chodzi o długie części.

Jeden fragment pochodzi z części brzozy, która wciąż rośnie w ziemi, a drugi z odciętej prawdopodobnie w czasie katastrofy części pnia. Po kawałku obu fragmentów drzewa chcieli mieć i polscy prokuratorzy, i rosyjski Komitet Śledczy. Jednak okazało się to trudne do zrealizowania.

- Z przyczyn naturalnych nie było możliwe pobranie czterech próbek, dlatego badania fragmentów brzozy zostaną wykonane przez polskich biegłych w Moskwie - tłumaczy płk Rzepa.

Podczas prawie miesięcznego pobytu (od 15 września do 13 października) polska ekipa wykonała także zdjęcie rentgenowskie brzozy oraz szereg badań wraku samolotu i miejsca katastrofy. Pracowali specjaliści z zakresu fizykochemii, kryminalistyki, budowy samolotu i badań wypadków lotniczych. Pobrano dużą ilość próbek. Są wśród nich fragmenty brzozy.

Jak dotąd wszelkie próbki są pobierane na terenie Federacji Rosyjskiej w ramach polskich wniosków o pomoc prawną. Formalnie czynności wykonują rosyjscy oficerowie Komitetu Śledczego. Oni też sporządzają protokoły. Po pewnym czasie są one wraz ze wszystkimi materiałami przysyłane do Polski. Odbywa się to za pośrednictwem Prokuratury Generalnej Rosji, gdyż ta odpowiada za międzynarodową współpracę prawną. Tak jest w przypadku pomiarów, fotografii i większości próbek. Gdy jednak dowody są niepowtarzalne, nie da się podzielić materiałem, Rosjanie nie chcą ich oddawać i pozostaje badanie ich w Rosji.

- Analogicznie jak to było w przypadku badań wykonywanych przez biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie - tłumaczy płk Rzepa, mając na myśli oględziny i badanie rejestratorów samolotu w czerwcu 2011 roku.

Takie rozwiązanie niepokoi mec. Bartosza Kownackiego, pełnomocnika grupy rodzin ofiar katastrofy.

- Rozumiem, że materiał do badań jest ograniczony, ale Rosjanie też mieli tę brzozę od dwóch i pół roku i też się nie pofatygowali wcześniej, żeby pobierać z niej próbki, tylko poczuli taką konieczność w momencie, gdy strona polska sformułowała konkretny wniosek o pomoc prawną. To może sugerować chęć destrukcji działań polskiej prokuratury. Dowód przejęty przez Rosjan może być bezwartościowy. Jeżeli fragmenty brzozy mają badać Rosjanie, którzy nieraz dali dowód nierzetelności i fałszerstw, to mogą uszkodzić materiał dowodowy - wyjaśnia swoje zastrzeżenia prawnik.

Zdaniem Kownackiego, nie można dopuścić do tego, żeby badanie wykonywali najpierw rosyjscy eksperci. - Próbki powinny być zamknięte, zapieczętowane i otwarte w obecności polskich biegłych i prokuratora - dodaje.

Fragmenty poszycia

Prawdopodobnie biegli zamierzają przebadać fragment pnia w celu znalezienia fragmentów samolotu. Można będzie wówczas odpowiedzieć na pytania, czy rzeczywiście to lewe skrzydło Tu-154M uderzyło w brzozę, czy inna część, lub też zostało ono złamane jeszcze w inny sposób. Być może da się wówczas stwierdzić, jak przebiegało zderzenie i ścięcie drzewa.

Eksperci będą mogli również wykonać dokładne pomiary właściwości fizycznych brzozy. Długość próbki sprzyja wiarygodności badania, gdyż cechy wytrzymałościowe drzewa są bardzo odmienne w różnych częściach pnia. Poznane własności brzozy mogą też pomóc w symulacjach komputerowych zderzenia, chociaż w tej kwestii eksperci, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik", woleliby mieć brzozę ściętą w kwietniu, gdyż rosnące drzewo zmienia w ciągu roku swoje właściwości pod wpływem soków, wody itp. Duże znaczenie ma też zbadanie tego rodzaju materiału szybko po odcięciu, gdyż drewno wyschnięte również ma inne cechy niż świeże.

Przynajmniej cztery referaty konferencji smoleńskiej były poświęcone w całości kwestii zderzenia tupolewa z brzozą. Drzewo to stało się jednym z symboli katastrofy. Odwiedzający Smoleńsk Polacy obowiązkowo przychodzą także do daczy dr. Bodina, oglądają odcięty pień, wypowiadając najróżniejsze opinie o prawdziwych powodach jego złamania. W kwietniu 2011 r. teren przy drzewie uporządkowano i przygotowano małą drewnianą platformę z myślą o zniczach i kwiatach. Nigdy ich tam nie brakuje.

Ścinać czy nie ścinać?

Krytycznie o odcięciu tak dużego fragmentu brzozy wypowiada się przewodniczący zespołu parlamentarnego poseł Antoni Macierewicz (PiS).

- Jestem zdziwiony, że zrobiono to bez wiedzy pełnomocników rodzin, bez uczestnictwa ekspertów rodzin, którzy mogliby temu towarzyszyć, dokładnie zobaczyć, obfotografować, zbadać przed ścięciem. To jest duży błąd prokuratury i zupełna samowola - mówił wczoraj w Radiu Maryja.

Mecenas Kownacki zasadniczo popiera ścięcie brzozy do badań. - Trzeba było ją zbadać zaraz po katastrofie, a nie dwa i pół roku później. Jednak sam fakt badania jest rzeczą pozytywną - ocenia.

Niestety potwierdza, że prokuratura blokuje możliwość udziału pełnomocników ofiar w tego rodzaju czynnościach. Już na początku sprawy adwokaci reprezentujący rodziny smoleńskie wnosili do prokuratury, by ta informowała o planowanych czynnościach. Wówczas zainteresowani pełnomocnicy mogliby składać wnioski o ich dopuszczenie do udziału w przeprowadzanych dowodach.

Prokuratura jednak ignoruje to oczekiwanie i mecenasi o tego rodzaju czynnościach, jak badania wraku czy brzozy, dowiadują się z mediów i nie mogą już złożyć żadnego wniosku. Dotyczy to także dowodów niepowtarzalnych, jak choćby wycięcie istotnego fragmentu brzozy.

Piotr Falkowski