• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Wynik jest katastrofą

Czwartek, 15 września 2016 (11:59)

Bądźmy realistami. Czego oczekiwaliśmy po Lidze Mistrzów? Trzeba powiedzieć uczciwie, że w kolejnych meczach także będzie trudno o gole, dlatego musimy skupić się na ekstraklasie – powiedział napastnik Legii Warszawa Nemanja Nikolić po porażce z Borussią Dortmund 0:6.

To był powrót polskiego zespołu do rozgrywek Champions League po 20 latach przerwy. W grupie F występują jeszcze Real Madryt i Sporting Lizbona.

– Co możemy powiedzieć po wyniku 0:6? Oczywiście to była katastrofa. Pierwsze minuty naszej gry były fatalne. Straciliśmy bardzo szybko trzy bramki, a na tym poziomie sportowym jest bardzo trudno odrobić nawet jednego gola. Popełniliśmy dokładnie te same błędy co w ekstraklasie i musimy w końcu wyciągnąć z tego wnioski. Mamy naprawdę dobrych piłkarzy w składzie i musimy w końcu także zdobywać gole – podkreślił król strzelców polskiej ligi ostatniego sezonu.

Po takiej porażce zarówno piłkarze, jak i trener Besnik Hasi zaczęli mówić, że najważniejsze w tej chwili są rozgrywki krajowe. W tabeli ekstraklasy Legia zajmuje dopiero 13. miejsce.

– Bądźmy realistami. Czego możemy oczekiwać po Lidze Mistrzów? Będzie bardzo trudno w kolejnych meczach zdobywać bramki. Nie wiem, czy jest sens skupiać się na tych rozgrywkach, dawać z siebie wszystko. Wydaje mi się, że dla kibiców bardzo ważne jest mistrzostwo kraju. Jeśli nie będziemy o to walczyć, to w przyszłym roku w ogóle nie będziemy grać w Europie, a to jest duży problem dla klubu i piłkarzy. Oczywiście nie szukamy teraz wymówek, bo na mecze Ligi Mistrzów nie potrzeba dodatkowej motywacji. Każdy zawodnik chce grać w takich spotkaniach – dodał Nikolić.

Podkreślił, że atmosfera na trybunach w środę była fantastyczna i dziękuje kibicom za doping do samego końca.

– Ale wynik jest katastrofą. Nie wolno nam popełniać takich błędów i tracić sześciu bramek na własnym boisku. Nawet z taką drużyną jak Borussia. Nie ma na to wytłumaczenia – zaznaczył węgierski snajper serbskiego pochodzenia.

On sam miał także pretensje do albańskiego szkoleniowca, że nie wystawił go od początku.

– Oczywiście, że byłem zły na taką decyzję. Moje miejsce jest na boisku, a nie na ławce. Udowadniam to w każdym meczu. Powiedziałem trenerowi przed spotkaniem, że jednym z powodów, dla których zostałem w Legii, była możliwość występów w Lidze Mistrzów. Chcę grać co trzy dni, bo czuję się dobrze i jestem na to przygotowany. Dowiedziałem się jednak, że w pierwszej połowie trener chce zagrać defensywnie i nie widzi mnie na murawie. Po zmianie stron miałem wejść, by próbować strzelić z kontrataku, ale niestety po 20 minutach było już praktycznie po meczu – podsumował.

Teraz najważniejsze dla legionistów są występy w krajowych rozgrywkach i najbliższy mecz z Zagłębiem Lubin.

– W Lidze Mistrzów nie jesteśmy faworytami, a w ekstraklasie tak, i dlatego mamy całkowicie inne oczekiwania. Nie jesteśmy w tym miejscu w tabeli, gdzie byśmy chcieli, i to jest duży problem. Ale oczywiście przed meczami Champions League też nie chcemy oddawać punktów. Tak samo zależy nam na zwycięstwach. Walczymy o każdy mały punkt, staramy się o cud, ale to będzie bardzo trudne. Zobaczyliście, na jakim poziomie jest Borussia i my. Sporting Lizbona i Real Madryt nie są gorszymi drużynami – ocenił.

Nikolić podkreślił jednocześnie, że wina za wynik meczu z BVB 0:6 leży zarówno po stronie piłkarzy, jak i trenera.

– Nie możemy teraz zwalać całej winy na szkoleniowca. To zawodnicy są na murawie i musimy też wziąć za to odpowiedzialność. To my przecież graliśmy. O jakiej taktyce mówimy? Po pięciu minutach była ona już zniszczona przez straconą bramkę. Trzeba było wszystko zmieniać – zaznaczył.

Kolejny mecz w Lidze Mistrzów Legia zagra 27 września w Lizbonie ze Sportingiem.

RS, PAP