• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Nie czas na insurekcyjne metody

Czwartek, 15 września 2016 (03:16)

Z pewnym niepokojem patrzę na akcję obywatelskiego nieposłuszeństwa „Zero haraczu”, ogłoszoną przez frankowiczów, a polegającą na umyślnym niespłacaniu rat kredytowych. 

Rozumiem rozgoryczenie i złość osób pozostawionych na lodzie ze zwiększonym kredytem, ale należy pamiętać, że ciągle jeszcze żyjemy w państwie prawa. To najpierw sądy powinny decydować o słuszności rozwiązań prawnych, a dopiero w ostateczności należy sięgać do metod insurekcyjnych, które w naszym Narodzie mają bogatą historię. Obecnie jednak żyjemy w niepodległej RP z demokratycznie wybranym rządem i wydaje się, że takie skrajne rozwiązania nie przystają do naszej epoki.

Co gorsza, decyzja o niespłacaniu rat może mieć złe konsekwencje dla ich uczestników. Co się dzieje, kiedy kredyt nie jest spłacany przez dłuższy czas? Przez pierwszy miesiąc bank ogranicza się do upominania kredytobiorcy, ale po 3-4 miesiącach wypowiada umowę. Skutkiem jest konieczność spłaty całego kredytu wraz z odsetkami, a w konsekwencji często utrata mieszkania...

Na marginesie warto zauważyć, że zgodnie z badaniami najwięcej frankowiczów głosowało w ostatnich wyborach parlamentarnych na PO i Nowoczesną, a ich problemy spadły teraz na barki rządu PiS, który stara się im pomóc bez zwracania uwagi na upodobania partyjne wyborców.

Ustawa spreadowa, zaproponowana przez prezydenta Andrzeja Dudę, może być więc traktowana jako kompromis, który pomaga frankowiczom, a jednocześnie nie naraża państwa na straty. Przypomnijmy, że projekt ten zakłada zwrot kosztów przeliczania waluty, pobieranych przez banki przy udzielaniu kredytu. Osoby, które zaciągały kredyty w obcych walutach, otrzymają więc konkretne pieniądze z powrotem. Myślę, że warto to docenić, zwłaszcza że zwrócone kwoty mają być wolne od opodatkowania.

Może więc jednak frankowicze powinni pójść na kompromis i cieszyć się z rozwiązań pośrednich, zamiast stawiać sprawę na ostrzu noża? Tym bardziej że – jak zapowiada prezes NBP prof. Adam Glapiński – do przewalutowania i tak dojdzie, ale nie na drodze ustawowej, lecz za pomocą bodźców skierowanych do banków, w wyniku których one same zechcą zapewnić odpowiednie warunki frankowiczom. Proces taki ma się odbywać stopniowo.

Prezydencka ustawa zapewne nie jest idealna w optyce żadnej ze stron sporu. Ale być może to właśnie jest jej największą zaletą. Frankowicze zarzucają jej zachowawczość. Druga strona przypomina z kolei zasadę, że prawo nie może działać wstecz i wzywa do zabrania głosu konstytucjonalistów. W takich sprawach każdy musi nieco ustąpić ze swojego stanowiska. Dlatego uważam, że największym błędem frankowiczów byłoby odtrącenie wyciągniętej do nich ręki.

Dr Marian Szołucha