Dziś w „Naszym Dzienniku”
Broń z polską marką
Wtorek, 13 września 2016 (18:17)Już dawno nie usłyszeliśmy tak wielu dobrych wiadomości dla polskiego przemysłu obronnego jak podczas ostatnich targów zbrojeniowych w Kielcach.
Polscy producenci, państwowi i prywatni, nie tylko pokazali na targach swoje najnowsze wyroby, ale padły konkretne deklaracje dające szansę na zdobycie kontraktów krajowych i zagranicznych. Firmy liczą w pierwszej kolejności na zamówienia związane z programem modernizacji polskiej armii – do 2020 roku mają one wynieść przynajmniej 100 mld zł i jak deklaruje minister obrony Antoni Macierewicz, MON chciałoby jak najwięcej zamówień skierować do polskich przedsiębiorstw.
Jednocześnie resort nie kryje, że głównym dostawcą i filarem polskiej zbrojeniówki ma być Polska Grupa Zbrojeniowa. PGZ będzie brała udział w programie „Wisła”, którego celem jest budowa systemu obrony powietrznej kraju w oparciu o amerykańskie patrioty. Ale połowa produkcji ma być ulokowana w Polsce, głównie w zakładach PGZ.
Armia ma też kupić BMS – nowoczesny system dowodzenia dla brygad, dywizji i mniejszych oddziałów, który powstanie w oparciu m.in. o transportery Rosomak, także urządzenia łączności i informatyczne mają powstawać w polskich firmach, głównie z PGZ. Dodatkowe zamówienia polskim zakładom powinno też przynieść tworzenie i rozbudowa Obrony Terytorialnej.
Nadzieją na lepszą przyszłość dla Grupy ma być również współpraca międzynarodowa. Dlatego podczas targów duże zainteresowanie wzbudziło podpisanie listów intencyjnych o współpracy PGZ z włoskim koncernem Leonardo i francuskim Thalesem. Pierwsze porozumienie dotyczy m.in. wymiany technologii i samolotów bezzałogowych, w tym kooperacji w dziedzinie platform i usług śmigłowcowych, a także technologii kosmicznych i sprzętu szkoleniowego.
Duże perspektywy daje też współpraca PGZ z grupą Thales. Porozumienie podpisane w Kielcach zakłada produkcję w Polsce rakiet indukcyjnych przeznaczonych zarówno na rynek krajowy, jak i na rynki zagraniczne. Wytwarzaniem rakiet ma zająć się skarżyskie „Mesko”. – Podpisane porozumienie o współpracy to kolejny przykład skuteczności działań Polskiej Grupy Zbrojeniowej w zakresie pozyskiwania nowoczesnych technologii oraz rozwijania eksportu – podkreślił Arkadiusz Siwko, prezes PGZ.
Wymiana zarządów
W kuluarach kieleckich targów dyskutowano również o zmianach kadrowych w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Politycy, wojskowi, menedżerowie nie kryli, że temat ten jest żywy głównie z tego powodu, że jest nagłaśniany przez opozycję, która straszy Polaków negatywnymi konsekwencjami, jakie ma spowodować wymiana zarządów części spółek wchodzących w skład PGZ.
Bartosz Kownacki, wiceminister obrony narodowej, który bezpośrednio nadzoruje funkcjonowanie Grupy, podkreślił, że w tych ocenach jest za dużo politycznych emocji, a brakuje merytorycznych argumentów. – Uważamy, że każdy zarząd powinien dostać szansę na wykazanie się swoją pracą oraz na podsumowanie jej wyników po określonym czasie. Zarząd Polskiej Grupy Zbrojeniowej to najlepsi specjaliści, ludzie, którzy są zdeterminowani i chcą odnieść sukces. To widać po ostatnich miesiącach – powiedział Kownacki.
Wiceminister zapewniał, że „wszelkie zmiany, jakie wprowadzane są w PGZ oraz w jej spółkach zależnych, motywowane są troską o stan krajowego przemysłu obronnego”. Jak podkreślał, w wielu przedsiębiorstwach stwierdzono opóźnienia lub nawet brak realizacji podpisanych kontraktów, co oznaczało nałożenie kar umownych sięgających kilkudziesięciu milionów złotych.
W tym kontekście Kownacki podał przykład kontraktu na 48 czołgów dla Malezji, z których większość nie jeździ. Nie dostarczono też do Indii wozów zabezpieczenia technicznego, ale pośrednicy zdążyli zgarnąć 1/3 kontraktu. Poprzedni rząd PO – PSL podpisał też bardzo niekorzystny kontrakt ze Słowacją, który teraz trzeba renegocjować. – Warunki przyjęte przez rząd PO do tego kontraktu wiązałyby się z problemami finansowymi dla części polskich zakładów. MON ostrzegało, ale z niewiadomych przyczyn politycznych we wrześniu 2015 r. naciskano na podpisanie kontraktu. Chciano poświęcić polski przemysł zbrojeniowy, aby osiągnąć korzyść polityczną – argumentował Bartosz Kownacki.
Jak dodał, eksport polskiej broni w 2014 r. wyniósł ledwie 67 mln dolarów, o połowę mniej niż w Czechach. – Przez osiem lat nie robiono nic, aby realizować kontrakty eksportowe – podsumował Kownacki.
Jednocześnie wiceszef resortu obrony zwrócił uwagę na to, że zmiany w spółkach nie są prowadzone pochopnie. – Gros zmian, które następują w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, ma miejsce sześć, siedem czy dziewięć miesięcy po tym, jak nowy zarząd przejął kierownictwo nad PGZ. To był czas potrzebny na ocenę funkcjonowania spółek. Wśród nich są takie, które ze swoich zadań wywiązują się bardzo dobrze i które rokują na przyszłość. Ale były też zarządy, co do których istniały obawy, że ich działania doprowadzą do upadku przedsiębiorstw, co będzie generowało problemy w ramach Polskiej Grupy Zbrojeniowej – powiedział Kownacki.
Dowodem na to jest choćby fakt, że przewodniczącym Rady Nadzorczej PGZ pozostał prof. Tomasz Siemiątkowski, powołany jeszcze w czasach poprzedniej władzy, który – jak powiedział wiceminister Kownacki – do tej pory dobrze wywiązuje się ze swoich obowiązków.
Arkadiusz Siwko, prezes PGZ, podkreśla, że nic w Grupie nie dzieje się przypadkowo. – Tworzymy właściwe standardy prowadzenia polityki korporacyjnej. Zarządom wszystkich spółek PGZ daliśmy czas na to, żeby opracowały plan działania zmierzający do poprawy funkcjonowania. I jeżeli dokonujemy zmian po sześciu, siedmiu czy dziewięciu miesiącach, nie można powiedzieć, że zmiany te są kierowane pośpiechem, niewłaściwą oceną czy też nie są one uzasadnione – stwierdził prezes Siwko.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej