• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Szkodliwe przepisy nadal obowiązują

Wtorek, 13 września 2016 (11:36)

Andrzejem Sadowskim, prezydentem Centrum im. Adama Smitha i członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Agencja Moody's nie zmieniła ratingu Polski, a także nie opublikowała raportu kredytowego. Oznacza to, że ocena została utrzymana na dotychczasowym poziomie. W Pana ocenie decyzja odpowiada rzeczywistej sytuacji?

– Nie zmieniła swojej oceny, bo w bieżącej sytuacji w Polsce nie działo się nic nadzwyczajnego, co by wymagało jej korekty. Od ostatniej oceny minęło trochę czasu i rząd nie podjął działań, aby zmienić jej negatywną perspektywę. Czy to jest powód do optymizmu?

Możemy więc mówić jedynie o odłożeniu wyroku w czasie?

– Rząd przez rok nie zlikwidował tysięcy przepisów szkodliwych dla polskiej gospodarki, które rocznie przynoszą jej straty szacowane na blisko70 mld złotych. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rząd to zrobił, a wówczas agencje nie miałyby wyboru i musiałyby zmienić swoje oceny. Brak tych działań rządu może uzasadnić za chwilę gorszą rekomendację agencji. Skutek będzie taki, że wkrótce polski podatnik zapłaci więcej w podatkach za obsługę długu, który siłą rzeczy po gorszym ratingu podrożeje.

Ale w ocenie wielu ekspertów istotnym czynnikiem, który wpływa na ocenę wiarygodności Polski, jest sprawa Trybunału Konstytucyjnego.

– A dlaczego nie wymiaru sprawiedliwości jako takiego, który jest jedną z największych dziś przeszkód w polskiej gospodarce? Niewydolność aparatu sprawiedliwości trwa to od dekad i to powinno być o wiele ważniejsze dla ocen agencji. Dramatycznie wysokie koszty niewydolności wymiaru sprawiedliwości ponoszą firmy, które zanim dowiodą swojej niewinności czy dojdą sprawiedliwości, są zlikwidowane. Tysiące wyrzuconych pracowników, zniszczone firmy, zmarnotrawiona praca i kapitał to jest właściwa ocena wymiaru sprawiedliwości, a nie skupianie się wyłącznie na Trybunale Konstytucyjnym.

Jakie znaczenie dla inwestorów w Europie ma sytuacja polityczna? Na przykład Hiszpania od ośmiu miesięcy nie ma premiera, ich parlament od roku nie uchwalił ustawy, a inwestorzy nie uciekają z ich kraju.

– Gdyby w Polsce rząd nie uchwalał ustaw przez tak długi okres, jak ma to miejsce w Hiszpanii, to przedsiębiorcy i inwestorzy byliby wręcz wniebowzięci. Im mniejsza aktywność rządu i parlamentu, tym lepiej dla przedsiębiorców i polskiej gospodarki. W Polsce przepisy podatkowe i ich interpretacja zmieniają się co dwa dni. Nie raz na rok, tylko co dwa dni. To jest miara sytuacji politycznej i braku jej stabilizacji, którą biorą pod uwagę przedsiębiorcy i powstrzymują się od nowych przedsięwzięć.

Kolejna ocena ratingu zaplanowana jest na styczeń 2017 roku. Jak wiemy, rząd planuje rekordowy deficyt. Prawie 60 mld zł pod kreską może mieć znaczenie dla inwestorów?

– Dokonałbym jednak rozróżnienia inwestorów, którzy prowadzą w Polsce swój biznes i angażują się długoterminowo w Polsce, od spekulantów finansowych na długu polskiego rządu. Rekordowy deficyt przyciągnie z pewnością spekulantów, którzy jeszcze więcej zarobią na długu. Rosnący rządowy dług trzeba obsłużyć, a to oznacza większe podatki, które uderzają głównie w polskich przedsiębiorców, bo międzynarodowe korporacje korzystają na ich minimalizowaniu dzięki złemu systemowi podatkowemu oraz ulgom, które polskie rządy cały czas im przyznawały. Najważniejsi dla rządu powinni być polscy przedsiębiorcy, a oni, nie widząc tych zapowiadanych zmian, które mogłyby poprawić sytuację ich firm, a jedynie słysząc zapowiedzi zwiększenia represyjności instytucji rządowych, wstrzymują inwestycje. To zachowanie polskich przedsiębiorców, a nie zagranicznych inwestorów i spekulantów zadecyduje przede wszystkim o tym, jak będzie działo się w naszej gospodarce i tym samym o kolejnej ocenie ratingu.

I nie przekonuje Pana tzw. plan Morawieckiego i efekty programu „Rodzina 500+”?

– A o jakich efektach programu „500+” mówimy?

Choćby zwiększenie wydatków najbiedniejszych rodzin i w ten sposób zwiększenie popytu na poszczególne towary.

– Rząd nie ma własnych pieniędzy, tylko ma je od obywateli. Te pieniądze wcześniej zostały tym ludziom zabrane w wysokim podatku VAT i innych podatkach. Jeżeli pan premier Morawiecki deklaruje zwiększenie poziomu zamożności Polaków i ich oszczędności, to nie ma na to innego sprawdzonego sposobu niż obniżenie opodatkowania. Jak to się ma do zostawienia po poprzednim rządzie jednej z najwyższych w Europie stawek podatku VAT, którą rząd obiecywał przynajmniej przywrócić do poprzedniej? Nowe podatki na koniec dnia zapłacą Polacy, bo korporacje doliczą je do cen swoich towarów i usług. To nie zbuduje dobrobytu polskiej rodziny.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk