• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Ile troski, a ile polityki?

Wtorek, 13 września 2016 (03:27)

Związek Sadowników RP zorganizował wczoraj demonstrację na ulicach stolicy. Producenci jabłek domagali się podjęcia negocjacji z Federacją Rosyjską w celu zniesienia sankcji na produkty rolne.

Sprawa jest o wiele bardziej złożona niż tylko rosyjskie embargo. Przede wszystkim my nie mamy żadnego wpływu na działanie Rosjan. Tam polityka międzynarodowa przekłada się na kontakty handlowe. Wydano rozkaz i Rosjanie nie chcą już kupować polskich jabłek.

W sprawie odzywają się grzechy przeszłości. Należy zadać pytanie, dlaczego przez wiele lat rozwój sadownictwa w Polsce oparty był głównie na odmianach, które cieszyły się zainteresowaniem tylko w Rosji, a które trudno ulokować na innych rynkach. Dlaczego polityka rolna była tak krótkowzroczna?

Odzyskać rynek rosyjski będzie wyjątkowo trudno. Na naszych oczach Rosja staje się dużym producentem jabłek. Rozwój sadów na południu Syberii, wzdłuż rzeki Amur, sprawił, że ich rynek przestał być uzależniony od dostaw naszych owoców. To musiało się przełożyć na sytuację polskich sadowników.

Z pewnością trzeba wzmocnić akcję promocyjną, by przekonywać polskich konsumentów do kupowania jabłek, oraz tych zagospodarowanych w inny sposób, np. soków jabłkowych. Jest wiele do zrobienia i Związek Sadowników RP powinien się na tym skoncentrować.

Mam duże wątpliwości, a z tego, co mi wiadomo, podziela je wiele osób, związane z mechanizmem wycofywania owoców z rynku w celu darmowego rozdawnictwa. To przybrało patologiczną postać. Wygląda to tak, że za dobrą cenę odkupuje się jabłka od części sadowników. Następnie były one rozdawane bezpłatnie przez organizacje charytatywne czy parafie, a one potem wracały na rynek. Można je było spotkać na małych osiedlowych straganach i ryneczkach. Tym samym psuto rynek sprzedaży jabłek tym sadownikom, którzy „nie załapali się” na mechanizm pomocy. Tak nie powinno być.

Może część tych jabłek należałoby wycofać i przeznaczyć je, nie na cele konsumpcyjne, ale np. na produkcję biogazu lub na zniszczenie? Wiem, że jest to trudne do zaakceptowania, ale co z tego, że wydamy publiczne pieniądze na owoce, które potem wrócą na rynek i tak zepsują interes innym sadownikom?

Musimy szukać możliwości zagospodarowania jabłek na szereg różnych sposobów. Oczekiwałbym właśnie takich propozycji ze strony Związku Sadowników RP, a nie działań protestacyjnych. W mojej ocenie, protesty mają charakter polityczny. A to wynika także z faktu, że szefem tego związku jest poseł PSL Mirosław Maliszewski.

Co więcej, przewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, poseł Kukiz’15 – Jarosław Sachajko – poinformował mnie, że Związek Sadowników RP do tej pory nie przekazał do Sejmu żadnej informacji o sytuacji podażowo-popytowej na rynku sadownictwa.

Trzeba się więc zastanowić, czy ten protest ma na celu rozwiązywanie problemów sadowniczych, czy ma tylko charakter polityczny, wpisując się w politykę PSL krytykowania obecnego rządu – często za problemy, które narastały przez lata, gdy to osoby spod znaku zielonej koniczyny kierowały resortem rolnictwa. 

Jan Krzysztof Ardanowski