Bitwa o „być” hodowli świń
Środa, 7 września 2016 (03:17)Sejm przyjął w poniedziałek specustawę w związku z pojawianiem się kolejnych ognisk afrykańskiego pomoru świń.
Ustawą nie zwalczy się choroby, ale umożliwi podjęcie ważnych działań w tej walce. ASF jest bardzo niebezpieczne i może stanowić zagrożenie dla całej produkcji wieprzowiny w Polsce. Pojawia się wiele pytań: skąd się wzięło, jaki jest sposób rozprzestrzeniania, jaka jest w tym rola dzików, a jaka człowieka – zarówno po stronie rolników, jak i służb weterynaryjnych. Są to bez wątpienia kwestie, na które trzeba poszukać odpowiedzi.
Niestety pojawił się inny istotny problem. W wyznaczonych strefach związanych z występowaniem ASF są zdrowe zwierzęta (ich mięso nie jest dla ludzi szkodliwe), z którymi nie wiadomo co zrobić. Pomimo tego, że są to zdrowe zwierzęta o pełnowartościowym mięsie, przedsiębiorcy nie chcą ich kupować. Rolnicy bardzo się irytują, bo świnie przerastają i ponoszą straty.
Dlatego podjęliśmy decyzję, że tzw. jednostki sektora publicznego, czyli np. Agencja Mienia Wojskowego, będą mogły złożyć zamówienie do zakładów przetwórczych (tych, które zdecydowałyby się kupować zdrowe i żywe zwierzęta ze stref ASF) z pominięciem drogi przetargowej. Istotą tego rozwiązania jest to, aby były to zwierzęta, które tam były hodowane, a nie te przywiezione i sprzedawane na następny dzień.
To jest bardzo ważne, bo daje większe możliwości ministrowi rolnictwa i jego kolegom z rządu do szybszego reagowania podczas kryzysowych sytuacji.
Przyjęta specustawa nie precyzuje, w jaki sposób walczyć z afrykańskim pomorem świń, a jedynie stara się pomóc rolnikom. I tak bez skomplikowanej procedury ma doprowadzić do tego, że zwierzęta ze stref ASF mają być zagospodarowane.
Równolegle ministerstwo rolnictwa przygotowuje kolejne rozwiązania ustawowe, które mają zapobiec rozpowszechnianiu się ASF. Tutaj potrzebna jest absolutna współpraca, z jednej strony służb weterynaryjnych, a z drugiej rolników. I na rolnikach spoczywa tu wielka odpowiedzialność za zabezpieczenie gospodarstwa (czyli bioasekuracja, której rolnicy nie lubią). To jest kwestia zapobieżenia jakimkolwiek możliwościom kontaktu zwierząt z wirusem – poprzez ściółkę, paszę czy bezpośredni kontakt z zakażonymi zwierzętami. Wektory mogą być różne, a odpowiedzialni mają być wszyscy.
Nie może być tak, że rolnicy mówią: „to nas nie interesuje, to jest sprawa państwa”. Państwo musi udostępnić środki, odpowiednie służby, również przeprowadzić uzasadniony odstrzał dzików. Natomiast tylko we współpracy jest nadzieja, że zapanujemy nad tym wirusem. Jeżeli nam się to nie uda, to niestety, hodowla świń w Polsce jest poważnie zagrożona.
Jan Krzysztof Ardanowski