• Czwartek, 26 marca 2026

    imieniny: Emmanuela, Teodora, Larysy

Ten okręt tonie

Wtorek, 6 września 2016 (03:26)

Z Tomaszem Rzymkowskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym Eurorealistycznego Zespołu Parlamentarnego, rozmawia Rafał Stefaniuk

Partia Angeli Merkel CDU przegrała wybory do regionalnego parlamentu w landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie. Zwyciężyła SPD przed Alternatywą dla Niemiec. Jakie wnioski wyciąga Pan z wyborów Niemców?

– Ciałem staje się to, co mówiło się od dawna – polityka Merkel się kompromituje. CDU odniosło druzgocącą porażkę, i to na czyją rzecz? Alternatywy dla Niemiec! Partia ta jest jedynie „nowinką” na hermetycznej niemieckiej scenie politycznej. Co więcej, jej liderzy mówią wprost, że ich ugrupowanie jest finansowane przez Putina. Trudno mówić, żeby w normalnych warunkach partia ta na trwałe zapisała się na scenie politycznej Niemiec, bo taka sytuacja nie miała miejsca na przestrzeni ostatnich 50 lat. A to teraz jest możliwe. Wykorzystując słabość CDU i używając kilku antyemigranckich haseł,  udało się jej uzyskać 22 proc. w jednym z regionów. To jest pierwszy, ale poważny sygnał, że niemiecka scena polityczna w najbliższych wyborach parlamentarnych zostanie dramatycznie zmieniona. Jeżeli chodzi o polską optykę tych wydarzeń, to nie jestem optymistą. Nie widzę żadnej siły politycznej, która z punktu widzenia polskiej racji stanu byłaby dla nas korzystna. Czy będą rządzić socjaldemokraci, czy pseudochadecy spod znaku Angeli Merkel, czy Alternatywa dla Niemiec, to dla nas będzie to to samo. Ciężko teraz mówić o jakimkolwiek pozytywnym scenariuszu dla Polski.

Jakie znaczenie ma to, że CDU przegrało w mateczniku Merkel?

– To już jest koniec kanclerz Angeli Merkel. Po wygaśnięciu jej kadencji będziemy musieli nauczyć się nazwiska nowego kanclerza Niemiec. To już jest przesądzone. Pytanie, które się rodzi, to jaka rola w polityce przypadnie jej po następnym rozdaniu politycznym. Według mnie, czeka ją los poprzednich kanclerzy: Helmuta Kohla i Gerharda Schrödera, a więc uda się na polityczną emeryturę, znikając z pierwszych stron gazet.

Marine Le Pen zapowiada referendum ws. członkostwa Francji w Unii Europejskiej. Mając w pamięci Brexit, przegrane wybory w  Meklemburgii mogą być najmniejszym problemem Merkel?

– To zależy od tego, jak kanclerz Merkel traktuje politykę europejską i niemiecką. Jeżeli patrzy w optyce własnej osoby, a więc egoistycznie, to będzie robić wszystko, aby utrzymać władzę w Niemczech kosztem wydarzeń w Europie. Gdyby jednak doszło do francuskiego referendum, to byłaby to dla Merkel tragedia, bo ona jest jednym z twórców współczesnej Wspólnoty. Czekają ją teraz ciężkie tygodnie, które – w mojej ocenie – skończą się porażką Pokolenia ’68.

A jak Pan traktuje zapowiedzi Marine Le Pen?

– Bardzo poważnie. Uważam, że gdy tylko Francuzi powierzą jej stery Republiki, to ona jest gotowa to zrobić. Tym bardziej, że V Republika jest zbudowana na plebiscytach i referendach. Co prawda w ostatnich latach niezbyt chętnie pytano obywateli o zdanie, ale np. gen. Charles de Gaulle bardzo często korzystał z tego instrumentu. Marine Le Pen ma świadomość tego, że ten ruch oznaczałby koniec współczesnego projektu europejskiego. I wtedy albo Europa wróci do fundamentów, czyli stanie się wspólnotą wolnych narodów powiązanych gospodarczo, albo zakończymy proces integracji europejskiej.

Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto stwierdził, że „sojusz wyszehradzki jest obecnie w najlepszym stanie w swej historii”. Pan również widzi progres w budowaniu stosunków z naszymi najbliższymi sąsiadami?

– Tak. Obserwuję to od początku kadencji tego rządu. Odległości między Warszawą a Budapesztem znacznie się zmniejszyły. Coraz bliżej są też Praga i Bratysława. Częste wizyty bilateralne szefów rządów to nie kurtuazja. Mamy do czynienia z dobrze działającą instytucją w tej części Europy. A wystarczyło zachowywać się względem siebie przyzwoicie, z zaufaniem i szacunkiem. Solidarność V4 nie jest mitem, to klucz do odegrania czegoś znaczącego w Unii Europejskiej. To jest dla nas także plan B na wypadek sytuacji, w której UE się rozpadnie. W końcu nikt nie zakłada, że V4 nigdy nie zostanie poszerzona o inne kraje naszego regionu.

Wobec słabnącego poparcia Merkel w Niemczech Grupa Wyszehradzka może przejąć inicjatywę w kreowaniu europejskiej polityki?

– Unia Europejska jest okrętem, który tonie. Tak więc trzeba się zastanowić, czy trzeźwo myślący pierwszy oficer powinien podjąć się misji kierowania idącym na dno statkiem, kiedy to kapitan doprowadził do katastrofy. Nie wiem, czy rozsądne byłoby firmowanie swoim nazwiskiem jednej z większych porażek geopolitycznych współczesnego świata. Myślę, że najwięcej korzyści odniesiemy w sytuacji, gdy V4 będzie dalej iść swoją drogą.   

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk