Reforma w Lidze Mistrzów. Dla najbogatszych
Piątek, 26 sierpnia 2016 (22:11)Piłkarską Ligę Mistrzów czekają zmiany. Pozytywne, przede wszystkim – czy to zaskoczenie? – dla największych i najbogatszych.
Poprzedniemu szefowi UEFA Michelowi Platiniemu jedno trzeba oddać. Starał się dbać o mniejszych. To spod ręki Francuza wyszedł pomysł reformy Champions League, po której łatwiej przekroczyć jej bramy było klubom z mniej bogatych lig. Mówiąc inaczej, po wejściu jej w życie nie mogły w kwalifikacjach trafić na rywali z lig najpotężniejszych. Platiniego w UEFA już jednak nie ma, a nawet gdy był, jego plany nie zawsze szły w parze z oczekiwaniami największych i najmożniejszych. Ci od lat zastanawiali się nad utworzeniem europejskiej Superligi, w której graliby tylko oni i między sobą dzielili wpływy. Gigantyczne. UEFA o tym wiedziała i zrobiła coś, co powinno podobne pomysły zatrzymać. Jeśli nie na zawsze, to na jakiś czas.
Liga Mistrzów przejdzie kolejną reformę, tym razem wychodząc naprzeciw potęgom. Od sezonu 2018/2019 cztery największe ligi europejskie będą miały zagwarantowane po cztery miejsca dla swych drużyn w fazie grupowej tych rozgrywek – bez konieczności rozgrywania kwalifikacji. Chodzi o ligi: angielską, hiszpańską, niemiecką i włoską. W chwili obecnej sytuacja wygląda następująco: Anglicy, Hiszpanie i Niemcy mają po trzy miejsca (czwarty zespół walczy w kwalifikacjach), a Włosi – dwa (trzeci zespół gra w kwalifikacjach). Nie jest tajemnicą, że właśnie Włosi byli wielkimi orędownikami zmian, czując się nieco „poszkodowanymi” mniej liczną reprezentacją przy skarbcu. Niedługo to się zmieni, a co za tym idzie – połowa uczestników Ligi Mistrzów będzie wywodziła się z zaledwie czterech krajów. Połowa, bo ich liczba się nie zmieni, w fazie grupowej wciąż będą grały 32 zespoły.
Co to oznacza dla nas? Z jednej strony nic, bo formuła rozgrywek na pierwszy rzut oka pozostanie ta sama. Rywalizację w grupach poprzedzą czterostopniowe kwalifikacje. Podobnie jak to ma miejsce obecnie, mistrz Polski nie natrafi w niej na przedstawicieli najpotężniejszych lig. Ale jest jeden poważny „haczyk” – od sezonu 2018/2019 w Champions League będzie zaledwie pięć miejsc przeznaczonych dla drużyn rywalizujących w eliminacjach – o połowę mniej niż teraz! A to już poważny problem i kolejna przeszkoda.
Zmieni się jeszcze jedno. Data startu danej drużyny w kwalifikacjach (dziś, obligatoryjnie, mistrz Polski, niezależnie od tego, kto nim zostaje, rozpoczyna od drugiej rundy) nie będzie już zależna od rankingu krajowego UEFA, tylko własnego, klubowego.
Piotr Skrobisz