• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Do srebra brąz

Wtorek, 16 sierpnia 2016 (18:39)

Oczekiwaliśmy medali i dostaliśmy medale. Dwa. Srebrny Marty Walczykiewicz i brązowy Beaty Mikołajczyk i Karoliny Naji. Polskie kajakarki z mocnym akcentem rozpoczęły zmagania w Rio de Janeiro.

Liczyliśmy na nie. W ostatnich latach nasze kajakarki nigdy bowiem nie zawodziły, regularnie (z naprawdę nielicznymi wyjątkami) przywożąc medale z największych imprez, mistrzostw świata czy Europy. W 2012 roku w Londynie Mikołajczyk i Naja stanęły na olimpijskim podium – w K2 na 500 m, tej samej konkurencji, w której marzyła im się powtórka w Rio.

Walczykiewicz do Londynu wracać wspomnieniami nie lubiła. Nie chciała. Przez wiele miesięcy nimi żyła, bo doświadczyła tam mocnego zetknięcia z brutalną sportową rzeczywistością. Jechała po medal, była nastawiona, iż go wywalczy, a jednak uplasowała się na piątym miejscu. Po tych igrzyskach swoje odchorowała, przemyślała, przeanalizowała. Przez cztery lata zrobiła, co mogła, by do powtórki nie doszło i wreszcie dotarła do olimpijskiego podium.

Jako pierwsze pojawiły się dziś na starcie panie w dwójce. Mikołajczyk z Nają rozpoczęły bardzo dobrze, ale tego wszyscy się spodziewali. Co prawda na czele płynęły Węgierki Gabriella Szabo i Danuta Kozak oraz Niemki Franziska Weber i Tina Dietze, ale nasze reprezentantki niewiele im ustępowały. Cały czas pilnowały liderek, płynąc jednocześnie na tyle czujnie, by zza ich pleców nie wyskoczył ktoś inny, ktoś, kto mógłby im ewentualnie odebrać medal brązowy. Ten w połowie dystansu zdawał się być pewny, ale Polki miały tak niewielką stratę do wyprzedzających ich konkurentek, iż teoretycznie mogły myśleć nawet o złocie. W końcówce Węgierki i Niemki niesamowicie jednak przyspieszyły i naszym paniom pozostała obrona miejsca trzeciego, z czego wywiązały się znakomicie. Zdobyły w ten sposób brąz!

– Być może po cichu liczyłyśmy na coś więcej, bo czułyśmy, że nasza forma jest najwyższa w ostatnim czteroleciu. W eliminacjach i półfinale popłynęłyśmy znakomicie, dziś też dałyśmy z siebie wszystko, co wystarczyło do trzeciego miejsca. Na tyle, jak widać, byłyśmy przygotowane i jesteśmy szczęśliwe – podkreśliła Naja.

Walczykiewicz swój finał rozpoczęła kilkanaście minut po koleżankach z kadry. Wiedziała, iż o złoto będzie jej niewiarygodnie ciężko, że to praktycznie jest zarezerwowane dla Lisy Carrington. Nowozelandka to najlepsza sprinterka w historii, wielka gwiazda, dominatorka, wielokrotna mistrzyni największych imprez. Murowana faworytka, która większą część dotychczasowych sukcesów osiągnęło z ogromną przewagą nad konkurentami. Dziś do sensacji też nie doszło, też wygrała, ale Walczykiewicz do końca wywierała na nią presję.

Polka popłynęła bowiem świetnie. Bardzo pewnie, jakby stres, cała olimpijska otoczka, były jej w tym momencie całkowicie obce. Od startu do mety, niesamowitym tempem, bez chwili wytchnienia, dając z siebie wszystko. Ostatecznie z Carrington przegrała (minimalnie!), ale okazała się najlepsza spośród wszystkich pozostałych uczestniczek finału, co oznaczało, iż zdobyła wymarzony srebrny medal. A o tym, jak bardzo musiała się napracować, jak wyrównały był decydujący wyścig, świadczył fakt, iż pierwszą od piątej zawodniczki dzieliła sekunda z groszami.

– To srebro tak naprawdę smakuje jak złoto. Odrobiłam swoją lekcję z Londynu i pokazałam, iż również na igrzyskach potrafię się wyciszyć i skoncentrować, rozgrywając je z głową. Zanim zeszłam na wodę bardzo się stresowałam, co było widoczne nawet dla osób, które mnie spotykały, ale, co zaskakujące, gdy pojawiłam się w kajaku, już na wodzie, wszystko minęło – przyznała.

Po dzisiejszych sukcesach kajakarek liczba medali zdobytych przez reprezentantów Polski w Rio de Janeiro wzrosła do siedmiu. Aż pięć z nich wywalczyły panie, cztery zostały „wyciągnięte” z wody przed kajakarki, a wcześniej wioślarki. Tych krążków może – ba, tych krążków na pewno będzie więcej, bo na starcie pojawi się jeszcze kilku naszych mocnych kandydatów do podium. Swoje szanse będą miały i panie w kajakach – i nikogo nie zaskoczy, jeśli jeszcze raz, a może nawet dwa razy, zobaczymy je na podium. Bo są silne, a dzisiejsze sukcesy dodatkowo je napędziły.

Piotr Skrobisz