Kosmiczny wynik Anity Włodarczyk
Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 (18:38)Tak! Anita Włodarczyk nie tylko została mistrzynią olimpijską w rzucie młotem, ona uczyniła to w stylu niewiarygodnym, niebotycznym, wspaniałym, ustanawiając przy okazji nowy rekord świata.
Pisanie o tym, iż była faworytką, to banał. Wspominanie tego, iż byliśmy pewni jej złotego medalu – również. Chyba nikt nawet nie rozważał scenariusza, wedle którego dziś mogło dojść do jakiejś sensacji. Katastrofy, która odebrałaby naszej reprezentantce miejsce na samym szczycie podium. Od kilku lat budowała swoją pozycję w świecie, ów świat wyprzedzając o lata świetlne. Wygrywała na mistrzostwach świata i Europy. Biła rekordy. Jako pierwsza kobieta przekroczyła granicę 80 m. Rywalki paraliżowała. Chyba żadna z nich przed dzisiejszym finałem nawet nie marzyła o tym, iż może sięgnąć po krążek z najcenniejszego kruszcu. Co najwyżej srebrny, bo złoty był zarezerwowany.
Włodarczyk przed decydującą batalią była spokojna. Robiła swoje, opowiadając, iż jest gotowa zmierzyć się z rekordem świata. Własnym.
Zaczęła spokojnie. W pierwszej serii uzyskała 76,35 m. Niewiele, jak na jej możliwości i potencjał, ale wystarczająco dużo, by być pewnym medalu. Objęła prowadzenie. Wyluzowana, pewna swego czuła, że to, po co przyleciała do Rio, już ma. Teraz mogła walczyć o deser. O wisienkę na torcie. O miejsce w historii.
W drugiej próbie wyrzucony przez Polkę młot leciał i leciał, i wylądował poza granicą 80 m – dokładnie o 40 cm. Wtedy Anita Włodarczyk, a wraz z nią my, już wiedziała, że ma olimpijskie złoto, że nikt i nic jej nie odbierze. Tą próbą pobiła również rekord olimpijski, jednak to nie do końca zaspokajało jej apetyt. Nasza reprezentantka marzyła bowiem o rekordzie świata.
W trzeciej próbie wyzwoliła wszystko, co ma najlepszego. Uczyniła znak krzyża, po czym rzuciła… niewiarygodnie. Młot jeszcze nie wylądował, gdy zawodniczka wiedziała, iż dokonała czegoś niesamowitego, iż osiągnęła historyczny wynik. Po kilku chwilach na tablicy wyników pojawiła się odległość: 82,29 m. Włodarczyk z radości zaczęła krzyczeć, trybuny oszalały, a w świat poszła wiadomość o nowym rekordzie, o kolejnej przekroczonej przez Polkę granicy. Jej rezultat był wręcz niewyobrażalny, kosmiczny, nie z tego świata. Nikogo nie zdziwi, jeśli w finale mężczyzn medal da mniejsza odległość.
Na tym nasza reprezentantka nie zakończyła. Co prawda 82 m już nie przekroczyła, ale nadal rzucała kapitalnie. W piątej próbie osiągnęła 81,74 m, a więc zdecydowanie dalej od rekordu, z którym przyjechała do Rio. W szóstej uzyskała 79,60.
– To były zawody mojego życia. Już po pierwszej kolejce wiedziałam, że mam medal, zatem mogłam zaszaleć – przyznała. Na drugim miejscu rywalizację zakończyła Chinka Wenxiu Zhang (76,75), a na trzecim Brytyjka Sophie Hitchon (74,54).
Złoto Włodarczyk było piątym medalem zdobytym przez reprezentantów Polski w Rio de Janeiro. Przed nią na najwyższym stopniu podium stanęły wioślarki Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj w dwójce podwójnej, srebro wywalczył dyskobol Piotr Małachowski, a brąz – kolarz Rafał Majka oraz Monika Ciaciuch, Agnieszka Kobus, Maria Springwald i Joanna Leszczyńska w wioślarskiej czwórce podwójnej.
Piotr Skrobisz