• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Zwycięski thriller

Niedziela, 14 sierpnia 2016 (11:53)

Polscy piłkarze ręczni przyzwyczaili do tego, iż ich mecze nie są widowiskami dla osób o słabych nerwach. Tak było i w spotkaniu ze Szwecją, wygranym po niezwykle ciężkim i dramatycznym boju 25:24.

Polacy przystępowali do niego z jednym zwycięstwem na koncie. Szwedzi nie mogli pochwalić się żadnym zdobytym punktem, stąd ten pojedynek był dla nich starciem o wszystko. Porażka eliminowała ich z olimpijskiego turnieju, i to definitywnie.

Pierwsza połowa była popisem Mattiasa Andersona. Bramkarz Trzech Koron bronił w tym okresie z niespotykaną 48-procentową skutecznością. Dzięki temu jego drużyna utrzymywała korzystny dla siebie wynik. Polacy nie grali bowiem źle, jednak brakowało im kropki nad „i. Brakowało im skuteczności.

Po przerwie zrobiło się jeszcze ciekawiej – i jeszcze bardziej dramatycznie. Tuż po wznowieniu gry nasi zdobyli trzy bramki i wyszli na prowadzenie 15:13. Wszystko zdawało się układać po ich myśli, gdy nagle stanęli, zaczęli popełniać proste błędy, wykorzystane bezlitośnie przez rywali, którzy zanotowali pięć trafień z rzędu i odskoczyli na dystans trzech. Polacy ruszyli w pościg, jednak długo nie potrafili doprowadzić do remisu. Udało się to dopiero w 52. minucie, po dwóch skutecznych rzutach Karola Bieleckiego.

Końcówka mogła przyprawić o sercowe problemy. Przy stanie 22:22 Przemysław Krajewski zdobył gola po pięknej solowej szarży, a na dodatek jeden z rywali został odesłany na ławkę kar, bo próbował w nieprzepisowy sposób powstrzymać naszego reprezentanta. Polacy wykorzystali to perfekcyjnie, zdobywając dwa gole rzutami do pustej bramki (Mariusz Jurkiewicz i Krzysztof Lijewski). Sytuacja zdawała się rozstrzygnięta, bo na półtorej minuty przed końcem Biało-Czerwoni prowadzili 25:22. Ale zafundowali sobie horror. Rywale wpierw zmniejszyli straty, potem Michał Daszek fatalnie stracił piłkę i zrobiło się 25:24. Na szczęście więcej błędów nasi już nie popełnili, wygrali, odnosząc drugie zwycięstwo na olimpijskim turnieju.

– Trener nam powtarza – nieważne jak, musimy wygrać, choćby jedną bramką. Gdy prowadziliśmy w końcówce, chyba każdy z nas za bardzo się rozluźnił i uspokoił. Zabrakło nam koncentracji, popełniliśmy głupie błędy, ale zwyciężyliśmy i to było najważniejsze – zauważył Piotr Wyszomirski. – To nie był jakiś piękny mecz, ale nie mamy nic przeciwko temu, by w brzydkim stylu wygrywać do końca igrzysk – dodał Bartosz Jurecki.

Polacy utrzymali czwarte miejsce w tabeli grupy B, ostatnie dające awans do ćwierćfinału. Teraz czeka ich mecz ze Słowenią. Teoretycznie mogą przesunąć się nawet na pozycję drugą, ale równie dobrze mogą spaść na piątą, czyli pożegnać się z igrzyskami. Czeka ich kolejna bitwa.

Polska – Szwecja 25:24 (12:13). Polska: Sławomir Szmal 1, Piotr Wyszomirski 1 – Krzysztof Lijewski 6, Mateusz Jachlewski, Przemysław Krajewski 3, Karol Bielecki 8, Mariusz Jurkiewicz 1, Adam Wiśniewski, Bartosz Jurecki, Kamil Syprzak 2, Michał Daszek 3, Mateusz Kus, Michał Szyba.

Piotr Skrobisz