Srebrny dysk Małachowskiego
Sobota, 13 sierpnia 2016 (20:37)Piotr Małachowski zdobył dziś srebrny medal w olimpijskim konkursie rzutu dyskiem w Rio de Janeiro. Po jego zakończeniu przyznał, iż… za cztery lata w Tokio postara się o złoto.
Polak był faworytem. Dla wielu – murowanym. W tym roku rzucał bowiem świetnie, zdobył złoto mistrzostw Europy. W poprzednim – mistrzostw świata. I zaczął znakomicie, jak ktoś, kto mierzy wyłącznie w najwyższe cele. W pierwszej próbie uzyskał 67,32 m. Objął prowadzenie. W kolejnej posłał dysk na 67,06, a chwilę później na 67,55. Czwarty rzut spalił, w piątej kolejce się nie poprawił (65,51), lecz nadal prowadził. Był blisko złota, bardzo blisko.
Podobnie było podczas mistrzostw świata w Berlinie w 2009 roku. Wtedy też przed ostatnią serią zajmował pierwsze miejsce i powoli oswajał się z myślą o tytule i smakiem złotego medalu. Wtedy mistrzem jednak nie został. W ostatnim rzucie przerzucił go i wyprzedził Niemiec Robert Harting.
Teraz Roberta, jednego z najbardziej utytułowanych dyskoboli świata, w finale nie było. Odpadł w eliminacjach. Ale Harting mimo to był najgroźniejszym rywalem Małachowskiego – Christoph, młodszy z braci.
W ostatniej serii dzisiejszego konkursu wpierw wszystkich zaskoczył Estończyk Martin Kupper, który posłał dysk na 66,58 i został sensacyjnym wiceliderem zmagań. Nie cieszył się jednak długo tą pozycją, bo za moment wyprzedził go Niemiec Daniel Jasinski (67,05). Wreszcie w kole pojawił się Harting i rzucił niesamowicie daleko – 68,37. Małachowski w tym momencie znalazł się w arcytrudnej sytuacji. Miał srebro, ale marząc o złocie, musiał dokonać czegoś wielkiego. Pojawiła się presja, pojawił się stres, a one nie pomagają. Polak uzyskał 65,38 i nie prześcignął Niemca. Został wicemistrzem olimpijskim, po raz drugi w karierze.
Marzył o złocie, my to złoto wieszaliśmy już na jego szyi. Czy zatem srebro można potraktować jako rozczarowanie? Nie, nigdy w życiu. To medal olimpijski, medal największej wagi. Polak nie przegrał go dlatego, bo był słaby, przegrał, bo rywal okazał się minimalnie lepszy.
– Taki jest sport, to w nim bywa właśnie piękne. Oczywiście mały niedosyt odczuwam, ale tak naprawdę jestem szczęśliwy, bo zdobyłem kolejny medal. A poza tym moje największe marzenie i mój największe cel się nie zmienił. Nadal chcę zostać mistrzem olimpijskim, a to oznacza „do zobaczenia ze cztery lata w Tokio” – powiedział.
Srebro Małachowskiego było czwartym polskim medalem zdobytym w Rio – pierwszym w tym kolorze. Nasi mogą na razie pochwalić się jednym złotem i dwoma krążkami brązowymi.
Piotr Skrobisz