• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Małachowski jutro powalczy o złoto

Piątek, 12 sierpnia 2016 (21:29)

Piotr Małachowski zrobił dziś, co do niego należało, awansował do finału olimpijskiego konkursu rzutu dyskiem i jutro powalczy w nim o medal. Interesuje go ten najważniejszy, z najbardziej szlachetnego kruszcu.

Jeden olimpijski krążek Małachowski już ma. Srebrny. Wywalczył go przed ośmioma laty w Pekinie. Start w Londynie w 2012 roku niespecjalnie mu wyszedł. W Rio de Janeiro ma być lepiej. Dużo. Do Brazylii przyleciał mocny. Z tytułem aktualnego mistrza Europy, po marzenia, po złoto.

W eliminacjach większych problemów nie miał. Co prawda w pierwszej próbie uzyskał tylko 64,69 m i musiał się poprawić (minimum kwalifikacyjne wynosiło 65,5 m), ale w kolejnej rzucił już 65,89 i mógł spokojnie odetchnąć. Dziś się nie napinał, nie tracił zbyt wielu sił i energii, do wszystkiego podszedł spokojnie, to, co najlepsze, zostawiając na finał. Będzie jego faworytem.

– Stres? Pewnie, że jest. Igrzyska są najważniejszą imprezą dla sportowca, człowiek pracuje na nie cztery lata, stąd obawy, choćby tyczące warunków. Czy będą odpowiednie, czy trafi się na lubiane etc. Finał będzie wcześnie rano, lecz to nie problem. Na igrzyskach człowiek obudzony w środku nocy powinien być gotowy rywalizować o swe cele. Pewne rzeczy mógłbym jeszcze poprawić w technice, wtedy dysk poleciałby kilka metrów dalej – przyznał nasz reprezentant.

Niestety, Małachowski będzie jedynym Polakiem w finale. Niemiłą niespodziankę sprawił bowiem Robert Urbanek, który odpadł w kwalifikacjach, uzyskując w nich zaledwie 61,67 m. Zajął 17. miejsce, a do rozgrywki o medale przystąpi jutro 12 zawodników. Żadnym pocieszeniem dla brązowego medalisty ubiegłorocznych mistrzostw świata nie był fakt, iż jego los podzielił słynny Robert Harting, broniący tytułu z Londynu. Niemiec w swej najlepszej próbie rzucił 62,21 m i został sklasyfikowany na 15. pozycji.

Swoje zadanie świetnie wykonali natomiast obaj nasi 800-metrowcy. Wpierw ten, na którego najbardziej liczymy, czyli Adam Kszczot. Wygrał swoją serię eliminacyjną, do tego w świetnym w swym wykonaniu biegu. Na mecie uzyskał czas 1.45,83 min – piąty na tym etapie spośród wszystkich zawodników. Marcin Lewandowski w swym biegu był drugi (1.46,35), ale i tak pewnie awansował do półfinału. Najszybciej w eliminacjach dystans pokonał Kenijczyk David Rudisha – 1.45,09.

Zmagania lekkoatletów w Rio rozpoczęły się od bardzo mocnego akcentu. Już w pierwszej konkurencji, biegu na 10 000 m Etiopka Almaz Ayana pobiła bowiem rekord świata, uzyskując wynik 29.17,45 min – lepszy o ponad 14 sekund od rekordu należącego do tej pory do Chinki Junxia Wang. Ayana wyprzedziła Kenijkę Vivian Cheruiyot (29.32,53) oraz swoją rodaczkę Tirunesh Dibabę (29.42,56), złotą medalistkę igrzysk w Pekinie i Londynie w tej konkurencji. Warto też dodać, iż aż 13 pierwszych zawodniczek poprawiło swoje rekordy życiowe.

Piotr Skrobisz