Klęska Kawęckiego
Środa, 10 sierpnia 2016 (22:23)Radosław Kawęcki, nasz faworyt do medalu na pływackim dystansie 200 m stylem grzbietowym, nawet nie awansował do półfinału tej konkurencji.
Nasi pływacy na olimpijskim basenie do tej pory straszliwie zawodzą. Niby nie oczekiwaliśmy po nich nie wiadomo czego, ale niektórych widzieliśmy na podium lub w jego pobliżu. Wpierw popłakał się (dosłownie) Jan Świtkowski, który mówił wprost, iż mierzy w medal na swym koronnym dystansie 200 m stylem motylkowym. Tymczasem nawet nie zdołał przebrnąć do półfinału. Odpadł w eliminacjach, zajmując w nich 17. miejsce. Awansowało dalej 16 najlepszych, Polakowi do 16 lokaty zabrakło... 0,01 sekundy.
Potem po cichu liczyliśmy na występ Konrada Czerniaka na 100 m stylem dowolnym. Co prawda to nie jego ulubiona konkurencja, ale to pływak i zdolny, i mocny – a co za tym idzie mógł w niej powalczyć. Tymczasem w ogóle nie pojawił się na starcie. Okazało się, że ktoś (trener? działacz?) zapomniał go tam wpisać. – Trenuję pływanie od 20 lat. Reprezentuję Polskę i prawie całe życie podporządkowałem temu, aby ścigać się z najlepszymi. Prawo do startu w igrzyskach odebrał mi ktoś z PZP przez „niedopatrzenie”, „pomyłkę”, sytuację jeszcze niewyjaśnioną – przyznał podłamany zawodnik, który poleciał na drugi koniec świata chyba nie po to, by zbierać konsekwencje czyichś żenujących czynów.
Dziś jednak liczyliśmy na wreszcie dobre wiadomości. Na starcie stawał bowiem Kawęcki, trzykrotny mistrz Europy i wicemistrz świata na 200 m stylem grzbietowym. Widzieliśmy go oczyma wyobraźni na podium, był naszym mocnym faworytem do medalu, ale nawet o niego nie powalczy.
Zawiódł, i to koszmarnie, w eliminacjach. W swym wyścigu zajął dopiero siódme miejsce (popłynął aż o 1,63 s wolniej niż w maju, kiedy w Londynie zdobył złoty medal mistrzostw kontynentu), miejsce, które dla wielu sympatyków jest talentu było szokiem. A co za tym idzie przepadł, w ogóle nie awansował nawet do półfinału. To ogromne rozczarowanie.
Piotr Skrobisz